wtorek, 28 kwietnia 2015

Dżem,konfitura a może marmolada?

tumblr_mm5byhsyIR1r4p2epo2_1280.jpg

Ile jest dżemu  w dżemie? Zastanawiałaś się kiedyś nad tym? A może konfitury czy marmolady? Co najczęściej wybierasz?   Co wybrać, kiedy staniemy przed sklepowym regałem z przetworami owocowymi? Jakich informacji szukać na etykiecie?

Marmolada.
 
 Przegląd rynku przetwórstwa owocowego zaczniemy od marmolady, po którą Polacy sięgają najczęściej przed „tłustym czwartkiem”. W zależności od zawartości owoców rozróżnia się w tej grupie: marmolady twarde (sporządzone z minimum 110 g owoców na 100 g produktu) oraz marmolady miękkie (sporządzone z minimum 80 g owoców na 100 g produktu). Wyjątkiem są marmolady z owoców cytrusowych, dla których minimalny próg owoców to 20 g owoców na 100 g produktu. Marmolady, ze względu na swoją konsystencję, świetnie nadają się do wypieków.

images.jpeg

Dżemy
Dżemy rozpoznamy po zżelowanej masie, w której zawieszone są owoce: rozdrobnione lub w cząstkach. Dżem wytwarzany jest z owoców, pulpy lub przecieru, z jednego lub więcej gatunków owoców.
Dla większości dżemów ilość pulpy lub przecieru wymagana do wytworzenia 100 g wyrobu gotowego wynosi nie mniej niż 35 g. Dżem ekstra natomiast wytwarzany jest z owoców w proporcji min. 45g/100g.
Inne wymagania ustawodawca zawarł np. dla dżemów z czerwonych i czarnych porzeczek, owoców jarzębiny, rokitnika, dzikiej róży czy pigwy (dla dżemu: min. 25g/100g; dla dżemu ekstra: min. 35g/100g).
My polacy jak wykazują badania najczęściej właśnie sięgamy po dżemy i to niskosłodzone.zdecydecydowanie  truskawkowe.Jednak co na zdrowie  coraz częściej zwracamy uwagę na zawartość owoców, cukru oraz stosowane w produktach konserwanty.
homemade-marmalade.jpg

Konfitury

 Konfitury  to najszlachetniejsze przetwory o odpowiednio gęstej, lecz niezżelowanej konsystencji (minimalna ilość owoców wymaganych do wytworzenia 100 g konfitury to 50g/100 g oraz 60g/100g w przypadku konfitury ekstra).

Zazwyczaj kojarzą nam się z przetworami mam i babć, kiedy wydobyte chłodną porą z zakamarków domowej spiżarni umilają nam rodzinne wieczory przy kubku herbaty.

A Ty co wybierasz?

Wąska talia?


Wąska talia to marzenie nie jednej kobiety. Jednakże osiągniecie idealnego brzucha nie jest prosta. Ćwiczysz oraz biegasz co dzień a centymetrów przybywa? To możliwe.



Ćwiczenia, bieganie, joga, brzuszki- możesz poświęcić całe życie na różne formy treningu aby być bliżej płaskiego brzucha czy może kaloryfera a tu tylko przybywa centymetrów w tali. Co powinnaś robić aby tłuszczu ubywało?
Najlepsze efekty w walce z tłuszczem w okolicach pępka odniesiesz jeśli wybierzesz trening siłowy. Omijając szerokim łukiem siłownie a wybierając ćwiczenia cardio jedynie przytyjesz w okolicach pępka.
Tu nie chodzi tylko o wygląd bo im więcej fałdek tym większe prawdopodobieństwo ,że zaczniesz zmagasz się z nadciśnieniem tętniczym czy cukrzyca.

20 minutowy trening siłowy wykonywany co dzień pozwoli uniknąć tłuszczu w centralnej części ciała. Siedzący tryb życia i jedynie trening cardio tego nie zrobi.

Trening siłowy owszem pomaga ale idealnym połączeniem jest trening cardio i słowy. Taki zestaw najlepiej radzi sobie ze zmniejszeniem zapasów tłuszczu a jednocześnie zwiększeniem albo utrzymaniem masy mięśniowej.
Wykonywanie ćwiczeń z ciężarkami buduje masę mięśniową i zmniejsza poziom tłuszczu w całym ciele dzięki czemu metabolizm jest na maxa podkręcony, a to znowu skutkuje mniejszymi zapasami tłuszczu a okolicach talii.

Teraz już wiesz jak uniknąć narastającej oponki.
Na pewno brzuszki Ci w tym nie pomogą.


czwartek, 23 kwietnia 2015

Moja codzienna pielęgnacja twarzy cz. 1


Już od dawna szykowałam się do napisania owego posta.

Na moim blogu pojawiają się głownie posty o ćwiczeniach czy żywności ale od niedawna włączam  również porady
urodowe. Mam nadzieje, że przypadły Wam do gustu i chciałybyście również poczytać coś na temat kosmetyków naturalnych.



Ograniczyłam kosmetyki do minimum, te pielęgnacyjne jak i kolorowe.
No i nie ukrywam widzę różnice w stanie mej skóry. Jest z natury delikatna, wrażliwa i sucha i działałam na nią niegdyś drastycznie
Zmagam się także z bliznami potrądzikowymi które są mym jedynym problemem.
Jakiś wyprysk wyskoczy jedynie przed miesiączka i chyba że użyje czegoś nieodpowiedniego do mej cery.
Zakochałam się w produktach naturalnych, organicznych. Widzę jak cudownie wpływają na mą twarz.

Zacznijmy może od oczyszczania twarzy.

Rano jak i wieczorem używam toniku. Nic nie sprawdza się tak dobrze jak rozcieńczona woda różana z suszoną lawendą.Uwielbiam owy zapach, to jak rano tonik budzi mnie a wieczorem koi. Uwielbiam przykładać namoczone wodą waciki na powieki, gdyż rano bardzo często są napuchnięte. Nie zamienię go na żaden inny. Rano jedynie przemywam tonikiem a potem aplikuje krem.


Kolejną rzeczą jest rumiankowe oczyszczające masło do demakijażu z firmy The Body Shop. Mój codzienny makijaż jest bardzo ubogi jedynie baza firmy Bare Minerals, korektor oraz podkład mineralny od czasu do czasu zaszaleje z cieniem na powiece (mowa tu o odcieniach brązu) czy jakąś pomadką/ szminką.Owe masło świetnie radzi sobie z rozpuszczeniem makijażu, jest delikatne a do tego pięknie pachnie i jak dla mnie jest super wydajne. Rumianek zawarty w balsamie koi i naprawdę z wielką przyjemnością nakładam owy produkt na
twarz. Potem przecieram twarz malutkim ręczniczkiem. Dodatkowo balsam nawilża twarz, nie jest ona napięta ani ściągnięta.
Produkt ten jest nie testowany na zwierzętach jak i poprzedni. Ekologiczny
Już powoli szykuje się do testowania nowego produktu który mam zamiar zamówić po wykończeniu balsamu. Mowa tu o oloejku z firmy Resibo? Używałyście może?



Kolejna rzecz to mydełko, które odkryłam całkiem przypadkiem. Zakupując przez Allegro szampony firmy
Lush otrzymałam próbkę owego cudeńka. A mam na myśli Lush Coalface które jest czarnym mydełkiem które zawiera wyciąg z korzeni lukrecji oraz węgiel drzewny. Jest stworzony dla cery mieszanej czy tłustej jednakże ja mydle go w dłoniach i tak nakładam produkt na twarz. Skóra owszem jest ściągnięta po zaaplikowaniu, jednakże także oczyszczona. Uczucie ściągnięcia nie przeszkadza mi gdyż od razu po oczyszczaniu twarzy aplikuje olejek o którym mowa będzie w drugiej części posta.
Posiada malutkie drobinki w sobie więc automatycznie wykonuje się peeling. Kostka starcza na wieki a to, że posiada w sobie również wyciąg z drzewa różanego oraz olejek z drzewka sandałowego pomaga komórkom szybciej się regenerować. Uwielbiam owy produkt, ale uwaga lubi brudzić umywalkę :)
Produkt nie jest testowany na zwierzętach a więc idealny dla Wegan.


Przejdźmy teraz do masek i peelingu jaki używam.

Maski są dwie a to tylko z tego względu iż w tamtym tygodniu jedna zaintrygowała mnie podczas zakupów w TkMaxx. Ale po kolei.
Peeling staram się robić raz w tygodniu. Staram bo to nie zawsze wychodzi ale też nie chce mi się. A tak poza tym używając CoalFace nie mogę narzekać na stan swej twarzy.

Peeling zakupiłam w Sephora i pochodzi z firmy Korres do której jestem sceptycznie nastawiona. Mimo naturalnych składników nie wiem jak u nich z testowaniem na zwierzętach. Doczytałam niegdyś , że ich produkty wysyłane były do Azji a tam testy na zwierzętach są wręcz wskazane.
Ale cóż nie ukrywam, że produkt jest świetny pomimo dość wysokiej ceny- 169 zł- jednakże ja zakupiłam go wykorzystując zniżkę VIP -20%
Połączenie naturalnych kwasów AHA 10% ma za zadanie złuszczyć martwy naskórek, odsłonić przy tym jaśniejsza, młoda skórę a kwas hialuronowy zawarty w nim i aloes nawilżyć i wygładzić ją.
Można porównać ta maskę do takiej domowej mikrodermabrazji. Po paru minutach czuje pieczenie a więc to znak, że czas zmyć peeling. Trzeba pamiętać po użyciu o ochronie przeciwsłonecznej. Skóra po zmyciu jest napięta, gładka oraz nawilżona. Rozjaśnia również moje blizny potrądzikowe dzięki wyciągu z dzikiej róży. Produkt jest wydajny.
Naturalny ale czy nietestowany na zwierzętach? Może ktoś coś wie na ten temat?

Kolejna i nie ostatnia rzecz tej firmy. Tym razem maska którą uwielbiam.
To rozjaśniająca i rozświetlająca maska która przeznaczona jest do wszystkich rodzajów cery. Maska jest koloru białego, pięknie rozświetla i rozjaśnia twarz niwelując przebarwienia i blizny. Skóra jest po jej użyciu
jak nowa. Do tego pięknie pachnie. Maska goi, koi, nawilża oraz zmiękcza. Tworzy na skórze fil ochronny by skóra regenerowała się i poprawiała strukturę naskórka.
Niestety 49 złotych za 16 ml produktu to moim zdaniem dużo, widzę jednak efekty więc nie żałuje zakupu i na pewno wrócę do niej.




Ostatnia na dziś rzecz to kolejna maska której zapach powalił mnie na kolana. Nigdy wcześniej nie znałam tej firmy a to może z tego względu iż pochodzi z USA.
Mowa tu o Jeffrey James Botanicals. Może Wy coś wiecie na temat tej marki?
Ta maska jest tak apetyczna, że od paru dni otwieram ją i wącham. Jest na pewno naturalnym produktem, jednakże nie wiem jak u niej z testowaniem na zwierzętach. Czując owy zapach i widząc cene 44,99 zł bez wahania wrzuciłam produkt do koszyka. TkMaxx jednak potrafi mnie zaskoczyć. Maska nazywa się The Cake i tak dla mnie pachnie jak pyszne ciasto malinowe.
Maska ma za zadanie "wyrzucić" toksyny i zanieczyszczenia z powierzchni skóry. Malinowy mus to peeling i maska w jednym. Owy zapach-malin, włókna bambusowego i płatków hibiskusa zmieszane razem rewelacyjnie koją zmysły, wzbogacają skórę, złuszcza
ją ukazując nową, młodsza skórę.Przyśpiesza odnowę komórek, posiada 0,5% aktywnej wit. C oraz 6,5% aktywnego kwasu glikolowego.
Malina ma za zadanie odświeżyć, rozjaśnić oraz odnowić skórę.
Jestem zachwycona ową maską pomimo iż użyłam jej dopiero raz. Pięknie oczyściła mą twarz a po zmyciu pomimo małych granulek peelingujących ożywiła i nawilżyła mą skórę nie podrażniając jej. Zapewne będę rozglądała się w TkMaxx-ie za kolejnymi kosmetykami tej firmy.

Mam w zanadrzu stworzenie kolejnego posta na temat mej pielęgnacji twarzy(ust oraz rzęs i brwi). Jeśli jesteście zainteresowane piszcie w komentarzach a w najbliższym czasie taki post się pojawi.
Sadze że post przypadł Wam do gustu i może będziecie chciały więcej.
A jakich wy kosmetyków używacie na co dzień do twarzy?


Pozdrawiam cieplutko :)

wtorek, 14 kwietnia 2015

Domowe sposoby na lśniące i piękne włosy.


Na co dzień zapominamy o niezbędnej pielęgnacji albo nie posiadamy odpowiedniej wiedzy na temat prostych i skutecznych trików. Dzięki tym sposobom znacznie poprawicie kondycje swych włosów.

1. Olej kokosowy.

Jest to mój numer jeden. Wykorzystuje go do wszystkiego. Poczynając własnie od włosów a kończąc na
stopach.
Jeśli chcesz mieć zdrowe końcówki a dodatkowo gładkie włosy stosuj olej kokosowy każdego dnia. Ja jednak stosuje go raz w tygodniu na wieczór najczęściej w sobotę gdyż niedziela jest dniem mego odpoczynku i chodzę w oleju kokosowym całą noc i dzień.

2. Unikaj ciasnych upięć.

Ciasno upięty kucyk czy kok może powodować nadmierną łamliwość włosów. Dlatego staraj się unikać takich fryzur, szczególnie w nocy. Gdy czasami właśnie z braku czasu tak robię, wręcz czuje jak "bolą" mnie włosy. Rozpuszczone włosy czy delikatne upięcia stanowią znacznie lepsze rozwiązanie jeśli pragniesz zadbać o ich kondycje.

3. Jedwabna poduszka.

Bawełniana sprawia że nasze włosy wyglądają na roztrzepane po wstaniu z łóżka. Jedwab zaś pomaga uniknąć takiego efektu a także wpływa pozytywnie na kondycje naszej skóry. Dodatkowo ważna jest regularna zmiana poszewki gdyż to wpływa nie tylko na przetłuszczanie się naszych włosów ale i ogólny stan naszej cery. Ja swoje jedwabne poszewki zakupiłam w TKMaxx  za ok 30-50 złoty.

4. Wsuwki do włosów.

Jak sprawić, aby wsuwki trzymały się na naszej głowie. Zanim wsuniesz je we włosy, spryskaj je lakierem.

5. Nie korzystaj z ręcznika.

Zamiast osuszać włosy ręcznikiem szorstkim który może być przyczyną łamliwości włosów, wycieraj je delikatnie, korzystając ze swojej ulubionej starej koszulki czy też ręczników papierowych.

6. Jak odpowiednio czesać włosy?

Nigdy nie rozczesuj mokrych włosów. Jeśli już musisz to zrobić, koniecznie nałóż odżywkę ułatwiająca rozczesywanie i zawsze zaczynaj od końcówek, nie od czubka głowy. Unikniesz dzięki temu kołtunów.

7. Poczekaj z suszeniem.

Pozwól zawsze włosom wysychać samoistnie choć przez kilkanaście minut po wyjściu z wanny/prysznica. Im szybciej bowiem sięgniesz po suszarkę tym dłużej będziesz musiała narażać swoje kosmyki na działanie wysokiej temperatury.

Kiedyś byłam zwolenniczkom nakładania różnych cudów na włosy twierdząc że tylko dzięki temu będą one piękne. Teraz moja pielęgnacja opiera się na minimum-szampon, odżywka i olejek kokosowy. Jestem zdania że im mniej tym lepiej. Tyczy się to również i naszego ciała czy twarzy.
A Wy jak dbacie o swoje włosy?