wtorek, 15 marca 2016

Maska z kurkumy- naturalny sposób na przebarwienia





Kurkuma to hinduska przyprawa która ma bardzo aromatyczny zapach i dodawana jest do curry.Owy korzeń rozgrzewa równie mocno co imbir, działa antybakteryjnie i ma mnóstwo antyoksydantów.Właśnie dlatego kurkumę dodajemy do leczniczych naparów, gorącego mleka z miodem czy wytrawnych potraw.Jednakże kurkuma to nie tylko świetna przyprawa ale i kosmetyk który wyleczy twą twarz.Jest świetnym naturalnym środkiem przeciwko przebarwieniom. Maseczka z niej zrobiona świetnie usuwa martwy naskórek pozostawiając skórę gładką, bez skazy.Dzięki kurkumie można zredukować niewielkie zmarszczki, w bardzo naturalny sposób odmładzając w ten sposób swój wygląd.Owa przyprawa pomimo iż zawiera w sobie naprawdę mocny barwnik nie zabarwi twej skóry na żółto-bez obaw.Wystarczy że dodasz kurkume do poniżej wymienionych składników i stworzysz z nich maseczkę a cieszyć się będziesz piękną, wypoczętą niczym po wakacjach skórą.


Składniki: 
*1 łyżka sproszkowanej kurkumy
*1 łyżka roślinnego lub mlecznego jogurtu probiotycznego
*ewentualnie: 2 łyżeczki miodu, łyżeczka oleju kokosowego, kilka kropel witamin A i E, sok z cytryny, wiórki kokosowe
Wskazówka: dodanie do maseczki wiórków kokosowych gwarantuje efekt peelingujący. Jeśli masz problem z trądzikiem warto wzbogacić jej skład w antybakteryjny miód lub jogurt naturalny (zawierający kwas mlekowy), które dogłębnie oczyszczają skórę.
Wszystkie składniki wymieszaj w miseczce. Maskę rozsmaruj na twarzy i pozostaw ją na ok. 20-30 minut. Po tym czasie oczyść twarz gąbeczką i letnią wodą. 

wtorek, 1 marca 2016

Ulubieńcy lutego



Nie wiem kiedy ale "weszliśmy" już w nowy miesiąc. Luty strasznie szybko mi zleciał pomimo iż w tym roku był o jeden dzień dłuższy. Owy miesiąc również nie rozpieszczał nas jeśli chodzi o pogodę...za oknem raz witał mnie śnieg, raz deszcz ale zdarzało się również że powitało mnie słońce co dodawało mi energii na nowy dzień.
Z nadejściem nowego miesiąca czas powspominać co mnie zachwyciło w poprzednim. Nie ma tego nazbyt duzo ale cóż nie ukrywam że jednym z postanowień na ten rok jest wydawać mniej oraz korzystać z produktów które zakupiłam, a nie chomikowanie je po kątach.
Tak więc analizuje co chce kupić, czytam składy, wybieram kosmetyki naturalne, jak najbardziej czyste oraz co jest dla mnie ważne jedynie produkty nie testowane na zwierzętach.





W lutym poczułam że moja skóra pod oczami nie jest wystarczająco nawilżana oraz ochraniana toteż zdecydowałam się na zakup kremu. Złamałam swoją zasadę gdyż już ponad przez 8 miesięcy nie używałam kosmetyków w konsystencji kremowej czy też w formie balsamu(chodzi mi o pielęgnację). Uwielbiam olejki i są podstawą mojej pielęgnacji ale niestety nie były wystarczająco dobre dla mej wrażliwej i delikatnej skóry pod oczami.
Długo zastanawiałam się nad zakupem odpowiedniego kosmetyku i tak oto wypadło na 1.4 eye firmy Fridge. Nie jest to moja pierwszy przygoda z tą firmą, wcześniej stosowałam krem nawilżający z owej firmy bardzo przyjemny aczkolwiek potem włączyłam do pielęgnacji oleje i tak już pozostało.
Jak zawsze Fridge czaruje nas przeuroczymi opakowaniami...malutkie, porządne szklane opakowanie.
Czymże jeszcze ta firma mnie urzekła? Faktem że produkuje kosmetyki naturalne w 100% czyste bez konserwantów toteż owe produkty trzeba przechowywać w lodówce w okresie do 2.5 miesiąca, kosmetyki są wyrabiane pod zamówienie klienta tak więc otrzymujemy kosmetyk zrobiony dla nas ale również faktem że jest to Polska firma a ja uwielbiam wspomagać nasze rodzime firmy ubraniowe ale i kosmetyczne.

1.4 eye przeznaczony jest do delikatnej i wrażliwej skóry oczu, regeneruje i odmładza spojrzenie z czymże zgadzam się w stu procentach. Z rana pomaga mi się pozbyć lekko podpuchniętych oczu no i otwiera je bardziej-a o 6:00 jest to bardzo trudne. No i ten różany zapach który uwielbiam. Przepiękny i taki naturalny.

Krem jest treściwy dobrze nawilża i ochrania skóre pod oczami, nie gryzie się z korektorem pod oczami-z rana bardzo pośpiesznie robię makijaż nie czekając aż krem się wchłonie. Nigdy nie zdarzyło mi się tak by z tak wielką chęcią stosowała krem pod oczy, ten używam rano jak i wieczorem.

Cena: 165zł/14g

Skład: Water (Aqua), Butyrospermum Parkii (Shea Butter) Fruit, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Rosa Canina Fruit Oil, Camelia Sinensis ( Green Tea) Leaf Extract, Caffeine, Bluebottle Extract, Lanolin, Cera alba, Citrus Grandis (Grapefruit) Seed Extract, Rosa DamascenaFlower Oil, Eugenol, Geraniol, Linalool, Citronellol.

Kolejny produkt jest jeszcze bardziej związany z różą aniżeli poprzedni który Wam przedstawiłam.
Uwielbiam róże toteż wprowadziłam ją w swej pielęgnacji tak więc znaleźć ją można w wodzie różanej którą używam do robienia maseczek, tonizowania twarzy, oczyszczania jej, odświeżania w ciągu dnia, spryskania nią włosów dzięki czemu są bardziej miękkie, odżywione i błyszczące i do tego pięknie pachną ale również tonizuje nią resztę mego ciała. Kolejną rzeczą jest serum rozświetlające z dodatkiem dzikiej róży, krem z firmy Fridge oraz coś co pokochałam od pierwszego użycia.

Mowa tutaj o olejku z dzikiej róży. Długo już szukałam olejku właśnie różanego ale jakoś nigdy nie miałam nazbyt dużo zapotrzebowań a nie chciałam zamawiać jedynie tego olejku. Tak więc podczas jednych z zakupów w moim ukochanym TkMaxx-ie znalazłam owy olejek i bez zawahania go przygarnęłam. Kosztował coś ok 40-45 złotych. TkMaxx zawsze bardzo mile mnie zaskakuje jeśli chodzi o pielęgnację, gdyż naprawdę wiele perełek znajduje właśnie tam i to za nie duże pieniądze. Często gdy denkuje produkty udaje się właśnie tam aby zakupić nowe. Mój olejek jest z firmy Oliology i jest w 100% naturalny i posiada w sobie jedynie owy olej bez zbędnych dodatków. Olejek świetnie nawilża mą suchą z reguły skórę dodatkowo jakoże posiada w sobie witaminę A i C rozświetla, wygładza strukturę skóry ale i rozjaśnia ją bez podrażniania. Niweluje również zaczerwienienia, uspokaja niespodzianki. Czuje jak po nałożeniu olejku ma skóra jest nawilżona oraz napięta, jaki bije od niej blask.  Owy olejek również delikatnie Tak naprawdę nie nakładam nic więcej prócz owego olejku to wystarcza mi w pielęgnacji porannej jak i wieczornej. Nie kiedy gdy zostanie mi odrobina oleju na dłoniach wcieram go we włosy i również świetnie się sprawdza.
Przez olej z dzikiej róży odstawiłam na bok arganowy a nigdy wcześniej się mi to nie zdarzyło. Dla mnie owy olejek to cudo.


Ostatnim ulubieńcem będzie coś z kolorówki ale możemy również zaliczyć to do pielęgnacji bo gdyby nie pigment który jest w nim zawarty mógłby być dobrym kremem-olejem.
Od dłuższego czasu szukam dobrego i bardzo naturalnego podkładu do mej twarzy. Od niedawna również wymieniam kosmetyki na te naturalne i czyste. Przeraziłam się tym co często znajduje się w kosmetykach które mają nas upiększać a nie kiedy powodują że nasza skóra jest naprawdę w strasznym stanie. I tak od wielu lat jestem zdania że najważniejsza jest pielęgnacja gdyż na gładkim płótnie malarz może stworzyć arcydzieło. Jestem również fanką naturalnego piękna jak i makijażu. Rano nie mam nazbyt wiele czasu na makijaż, nakładam podkład odrobinę korektora pod oczami oraz jakiś neutralny cień do powiek. Nie używam maskary, eyelinerów, bronzerów oraz róży do policzków bardzo rzadko również sięgam po pomadki czy szminki a już w ogóle po błyszczyki.  Moja kolekcja kosmetyków na przestrzeni lat bardzo się zmniejszyła i wolę wydać większą kwotę pieniędzy na coś lepszego aniżeli zasypywać swą toaletkę tonami produktów z którymi nie wiedziałabym co robić.
Ale powróćmy do podkładu. We wcześniejszych perełkach wspominałam Wam już o firmie RMS która ubóstwiam i posiadam juz na tą chwilę 6 cudownych słoiczków-podkład/korektor, bronzer, rozświetlacz, cień do powiek, szminka do ust oraz balsam-produkt uniwersalny. W tym miesiącu chciałabym jednak opowiedzieć Wam o tym jak znalazłam na ta chwilę podkład idealny.
Z góry mówię że nie posiadam cery problematycznej, od czasu do czasu pojawi się mała niespodzianka ale ukryje ją dzięki korektorowi. Moja cera jest gładka, w miare z wyrównanym kolorytem-posiadam cerę naczynkową ale nie przeszkadza mi gdy od czasu do czasu pojawi się rumień na mej twarzy czy też czerwony nos, również aktualnie jeszcze wlaczę z niewielkimi przebarwieniami potrądzikowymi ale nie przeszkadza mi gdy czasami widać je bardziej czy też mniej. Z reguły wolę gdy więcej widać niż nie widać, wole by moja twarz była bardziej ludzka taka prawdziwa a nie wyidealizowana.


Podkład un-cover up posiadam w kolorze 11 i idealnie stapia się z moim bardziej żółtym barwnikiem skóry, kolor jest idealny gdyż nawet gdy źle rozetrę podkład nie widać tego. Pigmentacja jest świetna tego produktu, przez co bardzo dobrze kryje i utrzymuje się naprawdę cały dzień. Trzeba jednak bardzo dobrze nawilżyć twarz przed nałożeniem tego produktu a wręcz ją naoliwić dlatego też stosuje trzy do czterech kropelek olejku po czym gdy skóra jest wciąż "mokra" stempluje owy podkład w skórę w ten sposób uzyskując bardzo dobre krycie. Podkład sam w sobie jest bardzo nawilżający ale i daje bardzo mocny efekt błyszczenia jakoże posiada w sobie olej kokosowy, potrzeba do jego zmatowienia pudru, mi jednak odpowiada taki mokry wręcz efekt. Nie widzę w nim żadnej wady....naturalny, organiczny, nietestowany na zwierzętach, piękne minimalistyczne opakowanie, świetna idea produktów, świetne krycie oraz utrzymywanie się na skórze, nawilżenie przez cały dzień jak i pielegnacja skóry. Czuje również że dzięki niemu moja skóra jest wyraźnie uspokojona i świetnie radzi sobie z niskimi temperaturami oraz wiatrami.
Znalazłam podkład idealny ale na mej liście pojawiają się również inne do wypróbowania chociażby Kjaer Weis, Ilia, 100% pure. Znacie któreś z nich? A może stosujecie?

Cena: 166zł/ 5,67g

Skład: *Cocos Nucifera (Coconut) Oil, *Ricinus Communis (Castor) Seed Oil, *Cera Alba (Beeswax),  *Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, *Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Tocopherol(non-GMO), *Rosmarinus officinalis (Rosemary) Extract, and may contain: [+/- Titanium Dioxide CI 77891, Iron Oxides CI 77492, CI 77491, CI 77499]

* CERTIFIED ORGANIC


Czekam na Wasze komentarze odnośnie Waszych ulubieńców. Pozdrawiam i do napisania :)

piątek, 19 lutego 2016

Sekrety urody aniołków Victoria's Secret.


Zazdrościmy im wszystkiego. Od długich nóg po piękne,grube pukle włosów. Są ideałami kobiety w oczach naszych mężczyzn a my je nienawidzimy. Ale czy warto? Przecież na co dzień do normalne kobiety takie jak my które w większości pozbawione są makijażu. Ja osobiście bardzo lubię ich sposoby pielęgnacji czy to twarzy czy ciała oraz włosów. Są bardzo proste, tanie i naturalne.





Tak więc każda z nas może poczuć się jak aniołek.


Nasz polski aniołek Magdalena Frąckowiak używa pomadki na naprawdę wiele sposobów- nie tylko na usta ale i policzki gwarantując sobie tym samym ekstra blask bez rozświetlaczy, modelka również miesza podkład z kremem nawilżający dla bardziej naturalnego efektu.




Kocham wodę różaną tak jak Behati Prinsloo-nambijska modelka a dodatkowo żona Adama Levine. Owa modelka nigdzie nie rusza się bez buteleczki magicznej wody. Produkt posiada właściwości tonizujące, wygładzające i dodatkowo łagodzi podrażnienia a nawet zmiany trądzikowe.
Ową wodę możesz stosować na włosy-nadaje im blasku i elastyczności.

Josephine Skriver codziennie rano i wieczorem pije szklankę ciepłej wody w ten sposób oczyszcza organizm z toksyn wspomagając przy tym trawienie i balansuje swe pH.




Moja ulubienica jeśli chodzi o aniołki czyli Lily Aldridge która niegdyś była fanką nocnego życia od czasu gdy stała się matką oraz żoną-Caleba Followilla(zazdroszczę!!)  jest rannym ptaszkiem. Co dzień rano pija filiżankę zielonej herbaty po czym udaje się na poranny jogging. Dodatkowo cztery razy w tygodniu ćwiczy balet po czym obowiązkowy stretching. Co do diety to jpija naprawdę dużo wody oraz owocowych i warzywnych koktajli. Co wieczór pomimo natłoku zajęć sprawia sobie spa-peelingi, maseczki ujędrniające i nawilżające. I tak jak ja uwielbia olej kokosowy i stosuje go do nawilżenia całego ciała. 

Alessandra Ambrosio czyli topowy już aniołek stawia na regularne złuszczanie. Raz w tygodniu robi dokładny peeling ciała. Trzy razy natomiast złuszcza twarz. Jest również uzależniona od odżywczych masek do ciała i włosów- w tym przypadku jak Lily Alessandra często stawia na olej kokosowy. Olej kokosowy górą!!! <3 

Mirranda Kerr wierzy, że piękny wygląd skóry zależny jest od diety która w jej przypadku opiera się na świeżych owocach i suplementacji spiruliną. Jest również uzależniona od oleju kokosowego który stosuje w celach spożywczych jak i pielęgnacyjnych. Często również stosuje oliwę z oliwek którą wciera w końcówki włosów bądź jako całonocną maseczkę nawilżającą. Mirranda posiada własne kosmetyki o nazwie Kora Organics.



Adriana Lima- najseksowniejsza kobieta świata- przyznaje że i ona ma problem z wypryskami toteż sięga po olejek z drzewa herbacianego i nakłada go punktowo. Stosuje całorocznie również filtr przeciwsłoneczny ratując w ten sposób swą skórę przed szybkim starzeniem. To tak naprawdę jeden z niewielu nie naturalnych kosmetyków jakich używa-jak twierdzi najlepszą receptą na piękno jest minimalizm kosmetyczny.





Gisele Bundchen jest wielką fanką ostrych potraw które oczyszczają organizm oraz przyśpieszają nasz metabolizm. Uwielbia również spor toteż uprawia jogę, trenuje kung fu oraz intensywnie ćwiczy na świeżym powietrzu.
Modelka bardzo również bardzo ceni sobie kosmetyki firmy RMS Beauty tak jak i Mirranda Kerr- są to naturalne i organiczne kosmetyki kolorowe.



Może i Wy zazdrościcie czegoś Aniołkom? Która Waszym zdaniem jest najpiękniejsza(chociaż to pojęcie względne) oraz dlaczego?






sobota, 6 lutego 2016

ulubieńcy stycznia



Postanowiłam że co miesiąc będę opisywała produkty które wyraźnie mnie zachwyciły danego miesiąca.
Mówię z góry nie zawsze będą to kosmetyki czy to do makijażu czy też pielęgnacji ale i może znajdować się tu jedzenie, gadżety, ubrania albo filmy, książki czy np. piosenka która wywarła na mnie pozytywny wpływ.

Mówię z góry co miesiąc będzie góra 5 ulubieńców gdyż na mnie naprawdę ciężko wywrzeć dobre wrażenie gdyż jestem wymagająca, kupuję naprawdę niewiele gdyż z reguły lubię być wierna kosmetykom które na mnie działają, gdy odnajdę idealny podkład potrafię kupować tylko i wyłącznie jego gdy się skończy.
Tak więc owe posty będą krótkie ale mam nadzieje że ciekawe :)

Perełki stycznia to same kosmetyki-dwa kosmetyki kolorowe, jeden do pielęgnacji oraz jeden na pograniczu kolorówki i pielęgnacji. A raczej każdy z tych produktów jest pielęgnujący...sa to kosmetyki w 100% naturalne z cudownym składem i działaniem.



Pierwszy niech będzie produkt do pielęgnacji i jest to kawowy peeling do twarzy z zawartością witaminy C.
Nie jestem za mechanicznymi peelingami jeśli chodzi o ma twarz gdyż nie ukrywam że jest ona bardzo wrażliwa i bardzo łatwo można ją podrażnić tak więc zawsze stawiałam na peelingi enzymatyczne z niewielką dawką zazwyczaj jakiegoś kwasu. Peeling robię od jednego do dwóch razy w tygodniu gdyż nie czuję większej potrzeby ponieważ moja skóra jest aktualnie naprawdę w rewelacyjnej formie z czego niebywale się cieszę i sądzę że w głównej mierze jest to spowodowane faktem iż przeszłam z wegetarianizmu na weganizm i odstawiłam nabiał który jak się okazało niezwykle mi szkodził.
Ale wracając do produktu...
Owy peeling pochodzi z firmy Eadie Wallace Australia i zakupiłam go w TkMaxxie-jakie tam perełki można odnaleźć, wiem że jeszcze był dostępny peeling do ciała ale muszę wykończyć jeszcze kilogram sody z której najczęściej robię peeling tak więc powstrzymałam się od zakupu.
Produkt ma bardzo przyjazny, krótki i naturalny skład- brązowy cukier, zmielona kawa arabica, sodę, wanilie oraz witaminę C. Produkt pachnie niczym świeżo zaparzona kawa z wanilią, pomimo iż nie pijam kawy niezwykle podoba mi się ten aromat który towarzyszy mi podczas nanoszenia peelingu na twarz. Po jego użyciu twarz jest wyraźnie rozjaśniona, oczyszczona i wygładzona a skóra co najważniejsze nie jest ani podrażniona ani zaczerwieniona i nie czuje szczypania czy pieczenia. Potrzeba naprawdę niewiele ażeby oczyścić nim całą twarz ale i szyję i dekolt- gdyż właśnie na te partie nakładam dodatkowo peeling.
Uwielbiam owy produkt :)




Kolejny produkt to coś na pograniczu kolorówki ale i pielęgnacji gdyż upiększa ale i pielęgnuje dokładnie brwi.
Od dawna szukałam żelu do brwi ale i rzęs...mam to szczęście że jestem posiadaczką ciemnych z natury brwi jak i rzęs równie gęstych i długich toteż nie dorysowuje sobie brwi ani też na co dzień nie maluje rzęs tuszem. Zależy mi jedynie aby "ogarnąć" z rana niesforne brwi oraz zakręcić delikatnie i usztywnić me rzęsy...początkowo używałam bezbarwnego tuszu do rzęs z miss sporty ale nie dość że śmierdział dla mnie chemią to dodatkowo miss sporty testuje swe produkty na zwierzętach. Bardzo ciekawił mnie żel do brwi transparentny z Anastasia Beveryl Hills(owa firma na szczęście nie testuje swych produktów na zwierzętach) ale niestety produkt nie jest dostępny w Polsce a dodatkowo jest dosyć drogi jak na żel do brwi. I tak oto natknęłam się na produkt z Lavera który nazywa się eyebrown styling gel który wiem że też dostępny jest w kolorze brązowym. Kosztuje ok 35 złotych i jest w 100 procentach kosmetykiem naturalnym. I produkt ten oprócz tego że świetnie utrwala me brwi, podkręca me rzęsy, pięknie pachnie to i cudownie je pielęgnuje.
Kombinacja starannie dobranych ekstraktów z korzenia lukrecji, rokitnika zwyczajnego,malwy,kwiatu limonki i róży nadaje im naturalnego blasku. Opakowanie jest bardzo poręczne i praktyczne gdyż oprócz zwykłej szczoteczki mamy grzebyk którym możemy rozczesać brwi. Tak oto znalazłam swój idealny żel do brwi.
Oto skłąd produktu: wodno-alkoholowy wyciąg z kwiatu róży*, wosk pszczeli*, kwas stearynowy, ester jojoby, algina, olej arganowy*, tlenki żelaza, szelak, ekstrakt z korzenia lukrecji, ekstrakt z rokitnika*, masło shea*, olej z orzechów kokosowych*, olej z lnicznika, masło kakowe, oliwa z oliwek*, lecytyna, ekstrakt z kwiatu malwy*, ekstrakt z kwiatu lipy*, mika, dwutlenek tytanu, witamina C, witamina E, olej z kwiatu słonecznika, mieszanka naturalnych olejków eterycznych


Pozostałe dwa produkty jest to typowa kolorówka ale jakże naturalna.




Na firmę RMS oraz ten produkt natrafiłam zupełnie przypadkiem oglądając filmik na Youtube youtuberki-Megilounge  na której kanał serdecznie Was zapraszam. Ona właśnie tam zachwalała rozświetlasz w kremie
 tej marki.. Produkt kusił mnie od dawna aż w końcu odnalazłam sklep internetowy który w swej ofercie ma 
produkty RMS ale i innych naturalnych, cudownych firm.
Uwielbiam naturalne rozświetlenie, jakoże jestem posiadaczką cery suchej nie potrzebuje matu tak więc w swej
kosmetyczce nie posiadam nawet pudru. Ale rozświetlacz to mój must have jak nie w formie kremowej to sypkiej
a jak nie sypkiej to wypiekanej albo chociaż w formie bazy czy olejku. Dla mnie glow jest równe ze zdrową, 
odżywiona skórą.Living luminizer podkreśla młodzieńczy blask skóry, a jednocześnie nie klei się, nie jest tłusty i nie zawiera brokatowych drobinek.Jeden uniwersalny odcień - przejrzysty, połyskujący i rozświetlający kolor dający transparentne, perłowo-satynowe wykończenie. Odcień idealny dla wszystkich odcieni skóry. Jest to bardziej pewnego rodzaju tafla która z każdym ruchem odbija pięknie światło. Po prostu to jest poezja gdyż błysk nie jest nachalny ale jest widoczny, to wręcz mokry efekt.
RMS living luminzer to bestseller owej marki ale to nie jedyny produkt który jest wart wypróbowania. Ja w swojej
 kolekcji mam już 4 produkty tej firmy i zapewniam że nie będą to ostatnie zakupy.
Każdy produkt firmy RMS opart jest na oleju kokosowym który tak bardzo uwielbiam. Produkt zamknięty jest w bardzo minimalistycznym, szklanym słoiczku jak każdy produkt tej marki.
Zachęcam Was do dowiedzenia tej strony warsztat piękna i zapoznania się z pełna ofertą owej marki.
Cudowne składy, świetnie działanie, sama natura....czego chcieć więcej?
Co ważne produkt jest nietestowany na zwierzętach jak każdy inny tej firmy.

Oto skład produktu:  Ricinus Communis (Castor) Seed Oil, *Cocos Nucifera (Coconut) Oil, *Cera Alba (Beeswax), *Rosmarinus officinalis (Rosemary) Extract, and may contain [+/- Titanium Dioxide CI77891, Mica CI 77019]




Ostatni produkt to korektor. Jestem ich wielką fanką, lubuje się w tych w formie kremowej jak i tych rozświetlających, bardzo lubię testować również nowe ale zawsze wraca do tych wypróbowanych.
Całkiem przypadkiem podczas jednych z zakupów natrafiłam na kamuflaż firmy 100% Pure- tak jak mówi ich nazwa są one w 100% czyste. Naturalne i niestestowane również na zwierzętach.
Korektor świetnie współgra z podkładami czy to w formie płynnej, kremowej czy sypkiej ale i również raz używałam go jako podkładu. Nie pudruje go nigdy i utrzymuje się prze cały dzień, nie ściera nie roluje oraz nie wchodzi w zmarszczki mimiczne. Produkt ten w 100% zawiera pigmenty z owoców. Stosuje go na wypryski, przebarwienia ale i również pod oczy i nie wysusza bardzo wrażliwych partii. Sądze jednak że nie poradzi sobie z mocnymi przebarwieniami czy też rozległym trądzikiem ale ja nawet aż tak wielkiego krycia nie oczekuje od owego korektora. Widzę gdy nałoże owy produkt na wyprysk ten jest wyraźnie uspokojony i szybciej zanika.
Produkt ma naprawdę cudowny skład: Zinc Oxide, Shea Butter, Candelelia Wax, Extracts of Organic Green Coffee*, Organic Rice Powder*, Peach, Carrot, Cocoa, Apricot, Lavender Powder, Chamomile, Organic Rosehip Oil*, Vitamin E (a-tocopherol), Vitamin C (ascorbyl palmitate), Cocoa Butter, Extracts of Organic Rosemary*, Organic Oregano*, Organic Thyme*, Organic Grapefruit Seed* and Organic Goldenseal*

A dostępny jest na stronie plantsforbeauty.


Mam nadzieje że podoba Wam się post i przyjmie się nowa seria na moim blogu. Obiecuje być systematyczna w pisaniu tego rodzaju postów.
Co sądzicie o moich ulubieńcach? A może to i Wasi ulubieńcach?