sobota, 19 listopada 2016

JAK POZBYĆ SIĘ PRZEBARWIEŃ?




Ciemne plamki na twarzy, dłoniach czy dekolcie nie muszą Ci już odbierać pewności siebie.
Poznaj 5 sposobów na przebarwienia których stosowanie przyczynią się do posiadania idealnej cery.



* Po pierwsze nie zależnie od pory roku chroń swoją skórę przed promieniami słonecznymi czyli używaj kremy z filtrem przed wyjściem z domu a latem noś kapelusze czy czapki z daszkiem.

* Do mycia twarzy stosuj produkty które zawierają alfa-hydroksykwasy które delikatnie będą złuszczać twoją skórę o rozjaśniać przebarwienia.

* Na wieczór nakładaj krem który ma działanie wybielające(nie bój się twoja skóra nie będzie niczym Królewny Śnieżki) np. z kwasem azelainowym lub kojowym

* Jeśli domowa kuracji Ci nie pomaga zapisz się do dermatologa który dobierze najlepiej zabieg do Twojego typu przebarwień. Na przebarwienia powstałe na słońcu najlepiej działają peelingi chemiczne na pojedyńcze plamki natomiast lasery a na plamki powstałe pod wpływem zaburzeń hormonalnych najskuteczniejszy jest Cosmelan.

* Rano przed nałożeniem kremu zastosuj krem z antyoksydantami(z witaminą C lub E) albo przyjmuj suplementy z ich dodatkiem. Ja każdego ranka pijam wodę z cytryną.

Moim głównym problemem skórnym jest powstawanie co rusz nowych przebarwień toteż mam wypróbowane wszystkie możliwe sposoby na plamki. Najskuteczniejsza jest u mnie witamina C aplikowana na twarz jak i również peelingi enzymatyczne z kwasami AHA(polecam marki Korres AHA 10% ale i peeling enzymatyczny który otrzymacie na stronie e-naturalne z owoców tropikalnych) pije też jak wspominałam wcześniej wodę z cytryną. A Wy jakie macie sprawdzone sposoby na przebarwienia?


sobota, 12 listopada 2016

PRZEPIS NA WEGAŃSKĄ GORĄCĄ CZEKOLADĘ.


Gorąca czekolada szczególnie w zimne dni dodaje energii, koi zmysły oraz bardzo skutecznie rozgrzewa.
To właśnie ten napój przychodzi nam na myśl w zimne dni, dodatkowo zaspokaja apetyt na słodycze.
Czekolada w formie płynnej najlepiej smakuje ze szczyptą chili, dodatkiem pomarańczy oraz słodkim syropem klonowym.
Do przygotowania wykorzystaj tabliczkę gorzkiej czekolady z dużą zawartości masy kakaowej-dzięki temu napój będzie zdrowszy.




Składniki:
* 1 szklanka dowolnego mleka roślinnego(polecam laskowe)
* 4 kostki gorzkiej czekolady(min. 70% masy kakaowej)
* 2 łyżki kakao
* 1-2 łyżki syropu klonowego

dodatkowo:
* 1 łyżka świeżego soku z pomarańczy
* szczypta chili lub cynamonu

Mleko trzeba podgrzać w rondelku, rozpuścić w nim czekoladę. 2 łyżki kakao wymieszaj w szklance z dwoma łyżkami wody i dolej do gotującego się czekoladowego napoju. Gdy masa zrobi się jednolita i gorąca zdejmij ją z palnika. Dodaj syrop klonowy oraz przyprawy.

Gotowe :)

sobota, 5 listopada 2016

ULUBIEŃCY PAŹDZIERNIKA.



Kolejny miesiąc za nami ale kolejny przed nami. Nie chce się rozwodzić po raz kolejny jak to ten czas pośpiesznie "gania" bo zapewne sami to odczuwacie.



Dziś chciałabym przedstawić Wam za to cztery cudowne kosmetyki do makijażu, oczywiście naturalne i nietestowane na zwierzętach-no bo jakże inaczej.
Nie jestem zbytnio fanką makijażu, dla mnie podkład ma mieć funkcję bardziej ochronną przed warunkami atmosferycznymi-mróz, wiatr, deszcz czy słońce jak i również przed zanieczyszczeniami. Przy okazji ma dawać efekt niezwykle naturalny i ma nie przesuszać tylko wręcz nawilżać skórę, nie jestem nazbyt wymagająca jeśli chodzi o podkład dla mnie on nie musi dawać wielkiego krycia-gdyż wyznaję zasadę "lżejszy podkład, niedoskonałości przykryje korektorem).Ale używając owych produktów-jednego podkładu oraz jednego kremu BB który spokojnie mógłby być podkładem nie muszę używać korektora nawet pod oczy.


Najpierw przedstawię Wam podkład z którym wiąże się długa historia. Chciałam go już przetestować bardzo dawno temu. Zamówiłam go jednak dopiero w lipcu, skończył mi się mój ukochany krem-żel koloryzujący od Bare Minerals Complexion Rescue i pomimo iż wciąż darze go wielką sympatią miałam ochotę na coś nowego(trzy opakowania to musi być miłość). Przeczytałam wiele recenzji, obejrzałam multum filmików na Youtube i postanowiłam że podkład w sztyfcie od W3LL People musi być mój.
Najpierw historia jednak....początkowo zamówiłam go na stronie CultBeauty i pomimo iż minęły dwa miesiące podkład nie przyszedł do mnie, jednakże firma była tak miła i uprzejma że zwrócili mi pieniądze i dopiero podkład jest ze mną od 14 pażdziernika i zamówiłam go tym razem ze strony ContentBeautyWellbeing(oba sklepy są usytuowane w Anglii). Straciłam jednak wiele gdyż zamawiałam podkład w poprzednim sklepie gdy funt stał naprawdę wysoko a zwrot pieniędzy otrzymałam gdy funt kosztował ok. 4,7 zł.
Ale cóż dość tej rozpaczy teraz same pochwały.



Podkład jest w formie sztyftu co niezwykle mi się podoba gdyż potrzebujemy naprawdę chwili ażeby rozprowadzić go na twarzy, po czym delikatnie rozetrzeć palcami i gotowe. Jako że to podkład naturalny nie ma w sobie sylikonów a więc nie rozprowadza się niczym marzenie ale nie jest w żadnym stopniu tępy pod palcami, daje naprawdę dobre krycie a przy tym wygląda  naturalnie na twarzy. Przy nim nie używam korektora pod oczami, gdyż zwyczajnie w świecie tego nie potrzebuje. Podoba mi się w nim wszystko zapach, wykończenie, aplikacja no może troszkę nie odpowiada mi kolor gdyż jest zbytnio "złoty" ale następnym razem gdy będę go zamawiała wiem aby wziąć odcień jaśniejszy, bo wiem że będę zamawiała kolejne opakowanie. Bałam się z początku jak będzie z jego wydajnością gdyż jest produktem w sztyfcie a co za tym idzie jest go mniej ale jest naprawdę wydajny i nie dużo go trzeba aby pokryć nim twarz.



Kolejny ulubieniec to krem BB aczkolwiek ja nazywałabym go podkładem gdyż jego krycie jest niezwykle dobre. Mowa tutaj o produkcie od Jan Iredale BB Cream Glow Time, owszem jest troszkę kosztowny gdyż kosztuje ok. 235 złotych ale za 50ml (czyli więcej niż standard). Zakupiłam go latem ale nie byłam ani trochę z niego zadowolona, ukazywał suche skórki jakich w ogóle nie było, dawał zbyt mocny mat na mojej skórze no i był taki jakiś za mocny i ciężki.
Postanowiłam jednak dać mu drugą szansę teraz w okresie chłodniejszym i sprawdza się rewelacyjnie. Ja posiadam go w kolorze BB5 i nazwałabym go ładnym odcieniem żółci, nie za ciemnym gdyż podkład moim zdaniem dopasowuje się do karnacji.



Jego również trzeba nauczyć się aplikować, jest niezwykle gęstym i treściwym produktem naprawdę niewiele go potrzeba aby pokryć nim twarz. Ja nakładam na palec naprawdę niewielką ilość po czym rozcieram go w palcach i nakładam na twarz, rozcieram go również palcami gdyż pędzlem potrafi tworzyć smugi i nie wyglądać naturalnie. Przy jednej warstwie wygląda dosyć naturalnie i ładnie kryje jednak nie nazwałabym tego pełnym kryciem, ale na pewno po jego użyciu nie potrzebujemy korektora. Po pewnym czasie lekko zastyga przez co utrzymuje się naprawdę długo a jego wykończenie jest lekko matowe ale bardzo naturalne.
Szukałam takiego treściwego "podkładu" na okres jesienno-zimowy gdyż moja cera naczynkową w tymże okresie nie przepada za wodnistymi i niewyczuwalnymi podkładami. Musze stworzyć delikatną powłokę ażeby żadne nowe naczynko nie pękło.Również przy dłuższym stosowaniu zauważyłam że ten cream BB wyraźnie rozświetla i wygładza moją skórę przy tym jej nie wysusza a wręcz delikatnie nawilża w ciągu noszenia.Podkład również jest świetny gdyż posiada w sobie SPF25, nie zapycha jednak i nie wchodzi w pory. Na okres jesienno-zimowy cudeńko.



Podkłady to moja mała obsesja jeśli chodzi o makijaż, lubię testować nowe ale trochę gorzej z resztą kolorówki. Szminki, pomadki jak i błyszczyki czy konturówki mogłyby dla mnie nie istnieć, wystarczy mi balsam do ust, jednakże jednak jesienią chętniej sięgam po pomadki aniżeli w innych porach roku i to po te ciemne, widoczne na ustach co do mnie jest nie podobne. W całej kolekcji posiadam pięć pomadek- jedną typowo nude, druga bardziej wpadającą w róż, kolejną delikatnie pomarańczową, klasyczną czerwień oraz tą ukochaną w miesiącu październiku czyli jagodowe bordo. Mowa tutaj o "Femme Fatale" od Ilia Beauty.




Jeśli chodzi o tą markę uwielbiam ich pomadki, są naturalne dają pół-matowe wykończenia jednakże są kremowe w konsystencji, nie wysuszają ust ale je pielęgnują no i co najważniejsze ich kolory są niezwykle głębokie i mocne pomimo iż to naturalne barwniki. Ren jednak kolor kojarzy mi się z jesienią i dlatego tak często po nią sięgałam w poprzednim miesiącu jak i zapewne sięgać będę w kolejnych.



Jak nie przepadam za malowaniem ust, tak powiekę muszę mieć pomalowaną każdego dnia chociażby jednym cieniem. Uważam ze to właśnie dobrze dobrany kolor cienia do naszej tęczówki dodaje spojrzeniu głębi. Niegdyś bałam się nowych kolorów i zazwyczaj sięgałam po jasny brąz którego tak naprawdę nie było widać. Latem nosiłam róże, pomarańcze a teraz w okresie jesiennym nauczyłam się nosić na powiece fiolety jak i odcień marsala-czyli kolor roku 2015. To barwa ziemi oraz czerwonego wina, ten kolor już od dawna podobał mi się w makijażu. Cień w kredce jaki ja posiadam jest marki Ilia i nazywa się "Take On Me".



Cień jest niezwykle łatwy do stosowania ma bardzo miękką i jedwabną formułę.Wystarczy nałożyć produkt na powiekę i delikatnie rozetrzeć palcem, nie będę kłamała że jego pigmentacja jest niezwykle duża bo tak nie jest, ale ja lubię delikatny efekt. Jako że ten produkt posiada dodatek sylikonu po powiece sunie się niczym marzenie, dobrze roztarty nie tworzy smug oraz nie zbiera się w załamaniach.
Ciekawią mnie również inne kolory z tej marki aczkolwiek jak wspominałam na tą chwilę odpuszczam sobie kosmetyczne zakupy, mam tak naprawdę dopiero w planach zakup pare kosmetyków ale to w formie prezentu na urodziny które powoli się zbliżają.


 Mam nadzieje że choć jeden produkt spodobał Wam się na tyle bardzo że chciałybyście mieć go w posiadaniu.


piątek, 28 października 2016

ZOOM NA MARKĘ * KJAER WEIS



Dziś z serii "zoom na markę" przybliżę Wam kosmetycznego tytana jeśli chodzi o makijaż naturalny i zdrowy. Mowa o Kjaer Weis to marka niewątpliwie uwielbiana przeze mnie i jestem pewna że gdy przybliżę wam ją także  pokochacie ową markę.




Historia:

Założycielką marki jest Kirsten Kjaer Weis która jest makijażystką już od wielu lat i można nazwać ją wręcz weteranem niezliczonych okładek pism czy pokazów mody. Kirsten malując modelki zauważyła że większość podrażnia kosmetyki jakich używała na co dzień w swojej pracy. To dało jej do myślenia gdy produkty które nakładała powodowały krótkotrwałe efekty takie jak wysypki oraz wypryski, makijażystka zaczeła się więc zastanawiać jak wyglądać będą długotrwałe skutki. Zadecydowała więc,że wszyscy powinni mieć inny wybór.
Kirsten dorastała na farmie w Danii, a dzieciństwo spędziła marząc o wielkich miastach i dalekiej podróży. Po skończeniu studiów, postanowiła dokładnie zrobić to o czym marzyła w dzieciństwie. Postanowiła ze zwiedzi Stany Zjednoczone jednakże chciała wrócić do Danii. Tym razem dom chciałaby posiadać w Kopenhadze a nie wrócić do powolnego życia na wsi.

Dla kaprysu rozpoczeła naukę w szkole kosmetologii gdzie właściciel studia zainteresował się nią i zachęcił makijażystkę aby przeniosła się do Paryża i dokończyła szkolenie w prestiżowej chrześcijańskiej CHAUVEAU Szkole Makijażu Artystycznego.
Kirsten patrząc wstecz opowiada że kochała mieszkanie w Paryżu, uważała że styl jak i kultura miasta była niezwykle inspirująca. Niesamowici nauczyciele szkoły CHAUVEAU pomogli jej uświadomić sobie jak bardzo kocha ona twórczy aspekt makijażu.
Po ukończeniu rygorystycznego programu w szkole chrześcijańskiej powróciła do Kopenhagi który przypadkowo zbiegł się z otwarciem biura pierwszego agencji artystycznej.To był początek lat 90 w czasie gdzie rola wizażysty stawała się coraz bardziej widoczna. Kirsten wspomina że nawet gdy zaczęła pracowac jako charakteryzatorka modelki bardzo często same robiły nadal sobie makijaż.




Kirsten przyjeli od razu, a bardzo szybko jej dni były zapełnione sesjami zdjęciowymi w całej Europie i na świecie. Po latach doskonalenia techniki nadeszło nowe wywanie: Nowy Jork. Zaczeła pracować dla takich magazynów jak Elle, Lucky, Marie Claire oraz Vouge. Dodała do swojego portfolio również prace w głośnych kampaniach reklamowych ale i wideoklipach.

Po latach życia w ciągłym biegu i mieszkania w miastach Kirsten zatęskniła za pięknem i naturalną prostotą jej kraju. Im dłużej mieszkała w miastach tym bardziej brakowało jej doświadczenia z natura, wtedy kiedy była mała. Aktualnie Kirsten uwielbia spokój, ciszę i piękno natury- przypomina jej to dlaczego stowrzyła linię organicznych kosmetyków do makijażu.



Marka Kjaer Weis powstała więc z zapotrzebowania na naturalne i organiczne kosmetyki kolorowe, które jednocześnie będą skuteczne, wydajne i co najważniejsze luksusowe bo która kobieta nie lubi pięknych opakowań?
Podczas wielu eksperymentów Kirsten z naturalnych alternatyw znalazła wiele produktów ekologicznych do makijażu które jednak nie osiągały takich wyników jak te chemiczne, tradycyjne odpowiedniki. Wydawało się że nie ma kompromisu pomiędzy tymi dwoma "swiatami" na rynku kosmetycznym.
Założycielka marki zobaczyła wielką przepaść i potrzebowała aż 8 lat ażeby spełnić pragnienie i popyt na wysokiej jakości kosmetyki kolorowe, wykonane z najwyższej jakości składników naturalnych i organicznych dodatkowo nie narażając luksusu i nowoczesności w swych "projektach".
Na tą chwile marka Kjaer Weis tworzy wysokiej jakości kosmetyki wytwarzane z najbardziej luksusowych składników organicznych na świecie. Muszę nadmienić że wszystko opakowane jest w pięknym srebrnym opakowaniu kompaktowym z podpisem "KW".A wiec plan Kirsten Weis się spełnił.




Jak wspominałam wcześniej marka potrzebowała aż 8 lat na stworzenie owego giganta. Najpierw musieli znaleźć odpowiedni preparat. Po szeroko zakrojonych badaniach, Kirsten rozpoczeła współpracę z włoskim producentem który tworzył naturalne składniki. Ale znalezienie odpowiedniej równowagi pomiędzy naturą i wydajnością nie było wcale łatwe. Ponieważ chciała ona pracować na naturalnych surowcach a nie z tych wytwarzanych przez człowieka substancje chemiczne było ciężko jej sprawić aby każda partia była dokładnie taka sama w kolorze jak i konsystencji. Można było to porównać to wina z tej samej winnicy zmieniający smak każdego rocznika. Jednak w porównaniu do wina, produkty do makijażu musiały być jednorodne pod względem koloru, konsystencji jak i faktury za każdym razem. Tak więc każda nowa partia była i nadal jest osobiście sprawdzana przez Kirsten aby był najwyższej jakości. Kirsten twierdzi że jej kosmetyki są bardzo blisko tych kosmetyków ręcznie robionych.

Podczas tworzenia kolorów do marki Kjaer Weis, roczna praca Kirsten dzięki swemu  doświadczeniu zaowocowała szczelnie "zamkniętej" kolekcji produktów i odcieni. Kirsten chciała aby jej produkty dobrze wyglądały na kobietach i były one często używane. Na początku powstał więc lip tint, cream blush oraz eye color, maskara została dołączona do kolekcji trochę później.
Kirsten uważa że najlepsze wykorzystanie makijażu jest takie aby wydobyć naturalne, kobiece piękno i jej kosmetyki właśnie to robią.

Makijażystka chciała aby w kwestii opakowań nie było gorzej. Musiały być również luksusowe i cieszące oko. Czerwone, sztywne opakowanie o delikatnie chropowatej powierzchni a w nim malutkie opakowanie niczym biżuteria stworzone z cięzkiego metalu z wygrawerowanymi literami "KW" które jest logiem marki. Aby zmniejszyć ilość odpadów wszystkie opakowania są przeznaczone do wielokrotnego napełniana-za każdym kolejnym razem kupuje się jedynie wkład. Kirsten tworząc opakowania aby były one unikalne i nowoczesne ale również "odpwiedzialne" i dobre dla środowiska.





Każdy kompakt ale i wkład wymienny wyposażony w wybranym produkcie jest dostępny w postym kartonowym opakowaniu które nadaje się w pełni do recyklingu. Nawet wkłady są zaprojektowane tak aby byly piękne. Celem marki było utrzymanie zarówno zasady zrównoważonego rozwoju oraz wysokiego standardu projektowania. "Te wizualne i estetyczne elementy codziennego życia są abardzo ważne dla mnie. Świadomie lub nieświadomie, projekt dotyczy nas wszystkich"-mówi makijażystka.


Nie zawsze zdajemy sobie sprawę, ja bardzo jesteśmy otoczeni przez chemię któa nanosimy codziennie na naszą skórę a jest ona naszym największym organem. Wybierając kosmetyki Kjaer Weis nie musimy zgadywać co jest "dobre" a co "złe".

Wszystkie ich produkty są opatrzone Certified Natural lub Certified Organic, składniki zawarte w kosmetykach odżywiają i pracują ze skórą nie działają przeciwko jej. Marka również dąży do brania odpowiedzialności za środowisko naturalne/
Marka nie chciała aby konsumenci mieli wybierać między makijażem który jest wolny od środków chemicznych, makijażu który działa dobrze albo kosmetykach które są ładne dla oka. Ich produkty mają to wszystko.