piątek, 9 lutego 2018

ZDENKOWANI.



Uwielbiam denkować kosmetyk-bo właśnie wtedy mogę kupić kolejne(a ja uwielbiam kupować nowe kosmetyki), choć powiem Wam szczerze, że pomimo iż ja nie oszczędzam swych kosmetyków, nie odstawiam na specjalne okazję to ciężko mi je wykończyć. Czasami mam już dosyć jakiegoś kosmetyku, ale nie mam w zwyczaju wyrzucać produktu który kupiłam toteż albo się męczę albo oddaje go mojej siostrze-która przygarnie wszystko.





Onlybio szampon do włosów przetłuszczających się

Na ten szampon wpadłam przypadkiem, podczas zakupów w jednym ze stoisk w centrum handlowym. Skończyłam akurat szampon less is more toteż byłam bez szamponu, dopisek "do włosów przetłuszczających się" wystarczył bym po niego sięgnęła i to dobry szampon ale...do nie częstego mycia. Ja włosy pomimo iż posiadam włosy przetłuszczające się myje co dwa, trzy dni, moje włosy mimo przetłuszczania się najlepiej wyglądają na drugi dzień od mycia, lubię ten efekt. Ten szampon mimo iż naturalny świetnie oczyszczał skalp ale i włosy-toteż używałam go tylko do mycia skalpu, zauważyłam jednak, że z każdym myciem owszem włosy nie przetłuszczały mi się tak mocno ale również i niezwykle przesuszały-wyglądały tragicznie po prostu. Wyjściem z sytuacji było łączenie go z delikatniejszym szamponem i to było strzałem w 10, ja uwielbiam łączyć ze sobą szampony czy też innego używać na skalp, zaś innego na resztę włosów toteż z reguły po prysznicem mam od dwóch do trzech szamponów-lubię mieć w tym wybór. Szampon dobry ale do mocniejszego oczyszczenia tylko i wyłącznie skóry głowy. Opakowanie jest szklane co w mojej ocenie jest minusem-spadnie na kafelki i co? Poza tym jest ciężkie, fajnie, że ma pompkę która dozuję idealną ilość produktu. Cena to ok. 39 złotych za 250 ml. Ocena 6/10


Fresh&natural cukrowy peeling do ciała korzenny


Jak to pięknie pachnie-wybaczcie ale musiałam tak zacząć. Ten peeling kupił mnie całą gdy tylko go powąchałam, to produkt idealny na okres świąteczny...on pachnie świętami, piernikami, goździkami. O wiele bardziej wole peelingi cukrowe aniżeli solne z prostej przyczyny...te drugie podrażniają moją delikatną skórę. Ten peeling posiada drobne kawałki cukru i jest bardzo mokry-chodzi mi o to, że posiada w sobie naprawdę dużo olejków-dla porównania peeling od Ministerstwa Dobrego Mydła jest bardzo zbity i suchy toteż muszę więcej go zużyć ażeby wypeelingować całe ciało. Skóra po jego użyciu jest gładka i bardzo napięta ale i świetnie nawilżona-nie muszę już nakładać dodatkowego oleju czy też balsamu. Naprawdę to rewelacyjny produkt któremu nie mogę dać innej oceny aniżeli 10/10. Jego cena to 25 zł za 250 ml.


Fresh&natural kojący bezzapachowy balsam do ciała


Kolejny cudowny produkt tej marki, ja zaszalałam i od razu kupiłam ogromne opakowanie ale nawilżanie mojej skóry ciała jest dla mnie równie ważne co i twarzy. Balsam nakładałam po każdej kąpieli-nie ważne jak byłam zmęczona- uwielbiam w nim piankową konsystencję oraz fakt, że jest bezzapachowy-bo jeśli mam być szczera ja wcale nie lubię gdy kosmetyki pachną chyba, że ziołowo albo bardzo naturalnie, gdy mam ochotę na zapach dodaje do kosmetyku odrobinę olejków eterycznych...bezzapachowe kosmetyki wcale nie są gorsze. Ja tutaj nie mam co się za wiele rozwodzić, jeśli jesteście fankami balsamów, używacie je często w dużych ilościach i nie lubicie zapachów-on jest dla Was. Cena to 60 zł za 500 ml a jego ocena to 9/10.


Nature Love natural deodorant lemongrass

Mam wielki problem z naturalnymi dezodorantami, niektóre nie działają w ogóle inne natomiast działają ale tylko przez okres paru dni czy tygodni, zazwyczaj polecane przez osoby w sieci dezodoranty zupełnie się u mnie nie sprawdzały.Ten dezodorant kupiłam całkiem przypadkiem podczas zakupów w Tkmaxxie-ja zawsze tam coś znajdę-kosztował 19 złotych, toteż mówię czemu nie. No i był dobry ale tylko przez parę tygodni a potem przestał działać. Mam problem z poceniem się, dla mnie to nie jest krępujący temat, gdy się denerwuje, stresuje, czuje zmiany temperatury od razu czuje, że pod pachami po prostu mam mokro. Nie używam od dawna antyperspirantów nie chce szkodzić sobie, bardziej chodzi mi o zahamowanie nieprzyjemnego zapachu i ten dezodorant radził sobie ale z czasem zamiast neutralizować zapach, wręcz go podwajał. Dla mnie owy dezodorant nie był na tyle dobry bym go po raz drugi wyszukiwała na półkach w TkMaxxie. Podobało mi się, że był w formie sztyftu a nie na przykład miałabym go nakładać za pomocą szpatułki. Ocena 2/10


Alba 1913 pH balancing toner

Jaki to jest cudowny produkt, tak jest on cudowny i całkowicie jest wart 120 złotych za 125 ml. Uwielbiam toniki, uwielbiam testować nowe, szukać ich i jeśli mam być szczera jeszcze nie było toniku-prócz tego od Taty Harper-którego nie pokochałaby moja skóra twarzy-choć toniki od czasu do czasu stosuje również na ciało. Tonik jest u mnie bardzo ważnym krokiem, stosuje go po demakijażu, przed nałożeniem porannej pielęgnacji jak i wieczornej, niekiedy aplikuje go na twarzy po nałożeniu podkładu mineralnego by go scalić. Dzięki temu tonikowi mówię całkiem poważnie moja skóra twarzy z każdym dniem stawała się coraz bardziej ładniejsza-wygładzona, ukojona, nawilżona a jej koloryt był wyrównany...gdy aplikowałam go na twarz czułam jak gdyby taką delikatną woalkę nawilżenia i skóra w żaden sposób nie była ściągnięta,a aplikator w opakowaniu jest genialny gdyż uwalnia delikatną mgiełkę, dodatkowo produkt przepięknie pachnie. Na pewno do tego produktu powrócę. Ocena 10/10-nie może być inaczej.


Alkemie liquid shield S.O.S serum wyciszające

Seria microbiome od marki Alkemie to niewątpliwie moja ulubiona seria-produkty te świetnie współgrają z moją delikatną i z reguły podrażnioną ,wrażliwą skórą. A to serum przewyższa wszystko,on po prostu ratuje moją skórę-mówię to z ręką na sercu. Jestem fanką kwasów, maseczek złuszczających i peelingów enzymatycznych i niekiedy, gdy przesadziłam z ich ilością skóra staje się sucha, spierzchnięta i po prostu podrażniona, gdy używałam owe serum nic takiego się nie działo, kwasy cudownie działały-oczyszczały wygładzały moją skórę a serum jakby usuwało wszystkie możliwe negatywne skutki kwasów. Mam nadzieje, że wiecie o co chodzi-nawet skóra się nie łuszczyła. Serum to jest właśnie polecane dla osób po intensywnych zabiegach dermokosmetycznych i uważam, że ten produkt powinna polecać każda kosmetyczka po złuszczaniu skóry. Przepiękny produkt, najbardziej ulubiony jeśli chodzi o wszystkie kosmetyki marki Alkemie jakie miałam przyjemność testować. Jego cena to 139 złotych za 30 ml, posiada opakowanie airless przez co zużyjemy produkt do samego końca. Ocena 11/10 <3


Jan Barba SOU- serum oczy usta

I kolejny cudowny produkt-jakie to było cudo, po raz kolejny nie zawiodłam się na marce Jan Barba. Uwielbiam i mimo, że to serum do okolic oczu i ust to ja stosowałam go uwierzcie na całą twarz-przy kącikach nosa, rozcierałam go nawet na policzki i szyje. Opakowanie zawiera jedynie 10 ml i na początku bałam się, mówiłam-starczy mi to na chwilę, ale owy produkt jest bardzo wydajny, dzięki cudownemu aplikatorowi-szklanej kulce którą świetnie się aplikuje serum a potem wklepuje go opuszkami palców. Serum ładnie się wchłania, pozostawia skórę nawilżoną, ujędrnioną i pełną blasku-spojrzenie jest tak zdrowe i wyspane i cudownie współgrał z moim korektorem pod oczy,w ogóle korektor od hynt beauty który wciąż używam cudownie współgra z olejami, jest wtedy tak wygładzony, cudownie wygląda. Jego cena to 65 złotych. Ocena to oczywiście 10/10 i na pewno do niego wrócę i polecam Wam go wypróbować.


Gąbka konjac do ciała z czerwoną glinką

Uwielbiam gąbki konjac-zmywam nimi maseczki, olejek do demakijażu, przemywam rano jedynie gąbeczką twarz, ale również używam niekiedy ich do ciała. Ta właśnie do tego była przeznaczona ale szczerze jakoś wielkiej różnicy po jej użyciu na ciele nie widziałam...do twarzy tak ale do ciała uważam, że kupowanie takiej gąbeczki do wyrzucenie pieniędzy w błoto. Nie oceniam jej tutaj.


Yves Rocher wygładzająco-rozświetlający


Uwielbiałam ten korektor nawet nie zliczę ile opakowań jego zużyłam. Był niezwykle wydajny i przepięknie wyglądał pod oczami a przy tym nie przesuszał  jakże delikatnej skóry. Bardzo długo szukałam kosmetyku którym mogłabym zamienić ten korektor, owszem znalazłam coś innego ale nie tak dobrego jak on. Ma jednak trzy wady-niekiedy podrażnia moje oczy, gdy korektor dostanie się do oka, po drugie nie mam pojęcia jak ze składem korektora gdyż na stronie jest jedynie podane, że posiada wyciąg z rokitnika, wodę z róży damasceńskiej..no dobrze ale co jeszcze? A po trzecie nie wiem jak z testowaniem czy też nietestowaniem marki Yves Rocher na zwierzętach., nigdzie jasno nie jest napisane, że są marką cruelty free. Marka Yves Rocher posiada naprawdę świetne kosmetyki-jak tusz do rzęs, uwielbiam ich szampony do włosów czy żele no i oczywiście owy korektor ale nie chce brać udziału w cierpieniu zwierząt.
Korektor przepięknie odbija światło(nie posiada jednak drobinek), wygładza powierzchnie skóry, rozświetla, nie wchodzi w załamania skóry, nieprzypudrowany utrzymuje się cały dzień i nigdzie nie przemieszcza, jest bardzo lekki a jednak dobrze kryjący, posiada cudowny aplikator. Same zalety...mimo wszystko korektor oceniam po raz kolejny 10/10 ale nie wrócę do niego ze względu na nieznaną sytuację względem testowania na zwierzętach marki Yves Rocher. Jego cena za 1.5ml to 69 złotych(ale ja czekałam zawsze na promocję i niekiedy kosztował nawet o 30 złotych taniej).


Alterra pomadka rumiankowa


Zauważyłam, że z reguły gdy u większości się coś sprawdza to u mnie nie i również do działa w drugą stronę, gdy Wam coś polecam to czasami coś u Was nie działa-np. dostaje wiadomości na temat znienawidzonego przez Was szamponu Rahua ale i z tą pomadką jest taki sam problem-po prostu nie działa. U mnie sprawdza się rewelacyjnie ale nie jako pomadka ochronna do ust a...odżywka do brwi i rzęs. Uwielbiam łączyć ją z olejem rycynowym i wtedy widzę ogromne efekty. Ja z natury(po tacie) posiadam długie, czarne i gęste rzęsy jak i ciemne brwi, nie maluje rzęs również tuszem i przez to moje rzęsy są w świetnej kondycji ale dzięki tej pomadce(której nie stosuje regularnie, zawsze po zużyciu opakowania robię sobie dłuższą przerwę i po czasie do niej wracam, by się nie przyzwyczaić) rzęsy są jeszcze mocniejsze i zdrowsze. Ja aplikuje ją na szczoteczkę(taką co jest w tuszach do rzęs, ja swoją kupiłam w inglocie) i nakładam jak tusz na rzęsy oraz na brwi dosyć sporą warstwę. To zużyte przeze mnie już szóste opakowanie i pomadka nigdy nie podrażniła moich wrażliwych powiek czy oczu, nie zrobiła mi krzywdy. Jej koszt to chyba 5 złotych wiem, że jest bardzo tania i bardzo wydajna. Jeśli macie problem z rzęsami a szkoda Wam wydawać tych ogromnych pieniędzy na te cudotwórcze odżywki do rzęs-które nie są za zdrowe i po ich odstawieniu rzęsy i tak będą słabe-warto może na początek wypróbować tej pomadki z olejkiem rycynowym?
Nie mogę dać niczego innego jak 10/10.

Bare Minerals lash domination mascara powiększająca objętość rzęs 10-w-1


Nie jestem fanką tuszy, stosuje je jedynie gdy gdzieś wychodzę czy na ważniejsze wydarzenia, po prostu nie czuje potrzeby jego używania-mam z natury ciemne, grube i długie rzęsy a poza tym nienawidzę zmywać tuszu z rzęs, zawsze czuje jak to je osłabia. Gdy jednak stosuje już tusz to uwielbiam efekt wow, sztucznych rzęs i ten tusz właśnie tak u mnie działał. Pogrubia, wydłuża, rozdziela, podkręca a rzęsy są bardzo, bardzo czarne i przy tym wygląda bardzo naturalnie no i co najważniejsze nie podrażnia moich oczu ani powiek-bo mam bardzo wrażliwe powieki i oczy, nawet niegdyś cienie mnie podrażniały ale od kiedy zaczęłam stosować te naturalne-jak ręką odjął zero problemów. Jednak tą dużą silikonową szczoteczką można zrobić sobie krzywdę-jest bardzo kująca. Tusz nie osypuje się ani nie odbija, jest gęsty już od początku stosowania i utrzymuje się bardzo długo-po 10 godzinach po imprezie delikatnie rozmazuje się, ale to impreza zauważyłyście, że po imprezie zawsze nie macie na twarzy połowy jak nie więcej makijażu? Gdzie on się podziewa? :D Nie wrócę do niego ale bardzo go lubiłam, to jest moje drugie opakowanie. Cena 105 złotych ocena 8/10.


czwartek, 25 stycznia 2018

ULUBIEŃCY MAKIJAŻOWI 2017.


Długo się zastanawiałam czy przedstawiać Wam moich ulubieńców jeśli chodzi o kosmetyki kolorowe no bo jest ich niewiele a wręcz garstka. Jeśli obserwujecie mnie już jakiś czas to wiecie, że nie jestem wielką fanką makijażu. Makijaż jest dla mnie pewnego rodzaju zabezpieczeniem aniżeli czymś co ma mnie "upiększyć" albo co najgorsze zmienić nie do poznania. Moja skóra każdego dnia narażona jest na zmiany temperatury czy warunki atmosferyczne, kurz, zanieczyszczenia a makijaż to taka bariera na której to wszystko się zatrzymuje. Nie jestem fanką wielkiego krycia, na co dzień stosuje bardzo delikatne podkłady, kremy BB czy kremy tonujące, korektor jedynie punktowo gdy pojawi się jakaś niespodzianka oraz w niewielkich ilościach pod oczami, rozświetlacz i jeden cień na powiece-to czego potrzebuje aby się pomalować każdego dnia. W mojej kosmetyczce nie zobaczycie ani produktów do brwi ani tuszu do rzęs czy eyelinera-tych produktów w ogóle nie stosuje, od święta używam bronzera-nie lubię zbyt wiele czasu spędzać na makijażu, co innego charakteryzacja :D
Ale wracając do ulubieńców będzie ich 4, byłoby ich więcej ale nie chce się powtarzać z roku 2016- bo zarówno rozświetlacz od RMS Beauty jak i cienie od Kjaer Weis oraz szminka marki Ilia wciąż są moimi wielkimi ulubieńcami i wciąż są ze mną.




1. JANE IREDALE BB GLOW TIME

To produkt którego nie ma już ze mną i bardzo nad tym ubolewam, wciąż się zastanawiam nad jego ponownym zakupem bo pomimo, iż z początku go nienawidziłam to gdy go oddałam  brakowało mi go. Produkt ten z nazwy to krem BB ale ja nazwałbym go świetnie wręcz pełnie kryjącym podkładem który ma właściwości pielęgnacyjne. W konsystencji jest niezwykle gęsty, szybko zastygający i bardzo nawilżający toteż był idealnym kosmetykiem na zimę, na duże mrozy bo tworzył świetna barierę ochronną. Okłamałabym Was gdybym powiedziała, że jest niewidzialny na skórze-widać go a gdy mamy niewypielęgnowaną skórę to widać go podwójnie. Skóra musi być pozbawiona suchych skórek, czyli najlepiej przed jego użyciem wykonać jest peeling i trzeba dbać o nawilżenie skóry, mimo wszystko nawet wtedy jest widoczny. To nie jest produkt który stapia się ze skórą, no może po części-ale nie nadaje się do makeup no makeup. Krycie było genialne, nie potrzebowałam przy nim już korektora nawet pod oczami, wykończenie jego jest pełne blasku, bardzo zdrowe..ale to co było w nim najlepsze pielęgnował skórę podczas noszenia. Po demakijażu skóra była wygładzona, rozświetlona a jej koloryt był wyrównany a to dzięki zawartości witaminy C no i ochrona przeciwsłoneczna SPF 25 UVA/UVB PA ++. Największym zarzutem jaki miałam do niego był fakt, że miał gorsze i lepsze dni-raz wyglądał genialnie zaś kolejnego dnia musiałam wszystko zmywać w pracy i przez resztę dnia chodzić bez makijażu bo wyglądał tragicznie, no i nie lubił się z produktami do pielęgnacji tak też nie nakładałam przed nim nic na twarz, nawet kremu pod oczy.  Najlepiej wygląda gdy aplikuje się go palcami no i to ogromne opakowanie bo aż 50 ml w cenie 240 złotych, tubka jest nie do zużycia bo naprawdę niewiele go trzeba by pokryć nim całą twarz.



2. CIENIE RMS BEAUTY

O tym, że jestem fanką marki RMS Beauty nie wiadomo od dziś, to była niewątpliwie pierwsza marka z naturalnymi kosmetykami kolorowymi którą się zainteresowałam. Miałam i wciąż mam sporą ilość kosmetyków od Rose Marie Swift i kocham je(w tamtym roku w ulubieńcach roku pojawił się living luminizer oraz un cover-up)a w tym roku pokochałam jeszcze bardziej jej kremowe cienie. Mam ich cztery(miałam nawet pięć ale jeden zdenkowałam-tak udało mi się pomimo iż cienie są niezwykle wydajne). Szczerze nie kusi mnie zakup jej prasowanych cieni, takich standardowych bo bardziej skupiam się na poszerzaniu mojej kolekcji cieni od Kjaer Weis których mam już sześć, ale te kremowe przygarnęłabym ich więcej. Owe cienie są wymagające, powieka musi być sucha i matowa ażeby cienie dobrze wyglądały na powiece, najlepiej aby była ona pozbawiona bazy czy korektora, no i nie sprawdzą się raczej u osób które mają przetłuszczające się powieki. Cienie nawet jeśli zachowamy ostrożność mogą zbierać się w załamaniu powieki, ja mam jednak na to patent w tym miejscu aplikuje niewielką ilość pudru transparentnego(ja akurat używam pudru tej samej marki). Za co jednak je kocham? Za to, że tworzą na powiece warstwę przejrzystego, metalicznego koloru z połyskującym, odbijającym światło wykończeniem czego nie dają tradycyjne cienie...przepięknie błyszczą, powieki wyglądają niczym mokre-cudowne na okres letni. Powiem Wam szczerze, że jednak najbardziej lubię je za to, że nawilżają moje powieki ja po prostu czuje, że podczas noszenia tych cieni, one pielęgnują moją skórę-jak każdy kosmetyk tej marki, bo nie zawiodłam się na żadnym kosmetyku. Cienie te zachowują się jak krem na okolice oczu nawilżają i odżywiają co odróżnia je od konwencjonalnych cieni. Wiem, że nie każdy lubi efekt mokrych powiek, stawia na matowe cienie-fankom takiego typu wykończenia cieni niestety nie polecam tych kremowych od RMS Beauty. Jeśli jednak macie powieki bardzo suche, delikatne a wasze oczy łzawią gdy stosujecie konwencjonalne cienie z perfumerii czy drogerii to kosmetyk dla Was. Ja sama zaczęłam stosować te cienie, ze względu na alergie na cienie ogólnodostępne. Powieki zawsze były zaczerwienione, podrażnione a łzy nie chciały przestać mi spływać, podczas używania tych cudownych cieni nie mam z tym problemu.
Ja w swojej kolekcji posiadam następujące cienie:
*magnetic: odcień szaro-brązowy z domieszką srebra i szczyptą fiołkowego fioletu, przepiękny odcien bestseller marki.
*seduce: zmysłowy brąz
*myth: niewątpliwie mój ulubiony kolor, blady, brązowo-szary cień który przypomina kolorem futro norki...to bardzo delikatny,połyskujący cień który wygląda przepięknie na powiece sam lub w połączeniu z innym cieniem.
*solar: czyste złoto-ciepły, złocisty brąz-w okresie letnim do opalonej skóry cudowny jako rozświetlacz
*lunar: perłowy odcień szampana, idealny na całą powiekę, w kąciku albo stosowany jako rozświetlacz na całą twarz.
Za 4.25 g musimy zapłacić 135 złotych i może to dużo ale ja niektóre cienie mam już dwa lata a to mówi wiele o ich wydajności :)



3. HYNT BEAUTY DUET PERFECTING CONCEALER

Znalezienie idealnego korektora jest jeszcze trudniejsze aniżeli znalezienie idealnego podkładu, mi jednak udało się w roku 2017 znaleźć oba idealne kosmetyki. W moim odczuciu to korektor ma dawać nam krycie a nie podkład, najlepiej gdyby nadawał się zarówno w rejony pod oczami ale i na wypryski, delikatne blizny i to wszystko zakrywał. Właśnie taki jest korektor od Hynt..tak bardzo napigmentowany, gęsty, kryjący, nawilżający i pięknie stapiający się ze skórą. No czego chcieć więcej od korektora, jego cena również jak na kosmetyk naturalny nie jest jakoś wielce wysoka bo jest to ok. 87 złotych za 6 g, ja w swojej kosmetyczce mam go już pół roku a zużycie jest naprawdę niewielkie(a ja nie lubię go sobie oszczędzać). To niewątpliwie idealny korektor pod każdym względem prócz dostępności-ja ściągałam go z Kanady,a  szkoda bo chciałabym by każda z Was miała do niego dostęp bo jest tego wart. Świetnie wygląda zarówno aplikowany pędzlem ale i palcem, ja posiadaczka suchej skóry nie pudruje go i utrzymuje się zarówno pod oczami jak i aplikowany punktowo cały dzień(ok. 10 godzin) i wciąż wygląda naprawdę świetnie, nawet gdy za dużo go nałożę szczególnie pod oczami nigdzie się nie zbiera, nie roluje, nie przemieszcza a poza tym moja delikatna skóra w tych rejonach czuje się tak komfortowo, mogę również śmiało powiedzieć, że świetnie rozświetla te partie. Korektor idealny niewątpliwie odkryty w roku 2017.



4. FRIDGE FF FABULOUS FACE

To samo mogę powiedzieć o znalezieniu idealnego "podkładu" poprzedniego roku-choć podkład to za dużo powiedziane zdaniem wielu.
Marka Fridge nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać, co kolejny produkt to wciąż lepszy i lepszy i lepszy. Jestem dumna, że mamy tak cudowną polską markę której może nam zazdrościć cały świat. FF chciałam przetestować już dawno ale jakoś nie mogłam uwierzyć w jego moc, przerażał mnie jego kolor no i fakt, że to krem z dodatkiem "podkładu", mówiłam sobie-to na pewno nie działa.Myliłam się i to tak bardzo. Mimo wszystko było mi szkoda 149 złotych/30 ml za owy produkt i go nie kupiłam, dopiero gdy dzięki uprzejmości Joasi(którą serdecznie pozdrawiam, gdy czyta owy post) otrzymałam próbkę tego cudownego kosmetyku przepadłam już po pierwszej aplikacji, po prostu się zakochałam. I nie dlatego bo świetnie kryje, bo tak nie jest ale to w jaki sposób skóra wygląda po jego aplikacji jest nie do opisania. Wygląda jak lepsza, zdrowsza wersja naszej skóry...on upiększa ale nie tylko tak natychmiastowo ale i też długotrwale-nawilża i wygładza ale najbardziej lubię w nim to, że leczy wypryski-naprawdę o wiele szybciej się goją gdy każdego dnia aplikuje ten krem. Skóra po aplikacji ma wyrównany koloryt i jest tak rozpromieniona i zdrowa, rozświetlona w sposób bardzo naturalny i nie widać go gołym okiem, jak gdyby wtapiał się w naszą skórę ale mimo wszystko pozostaje na niej-wiem o tym bo każdego dnia wykonuje demakijaż. Mimo iż to krem nawilżający z dodatkiem podkładu to ja czuje potrzebę nakładania jakiejś pielęgnacji przed nim-wydaje mi się, że jednak w okresie letnim wystarczy mi tylko i wyłącznie on. Niech nie przestraszy Was jego kolor-idealnie stapia się ze skórą, dodatkowo marka Fridge ostatnimi czasy do sprzedaży wprowadziła odcień 0 który ma być idealny dla bladolicych. Posiada jeden minus pojemność która jest nie do zużycia przez jedną osobę w przeciągu 2.5 miesiąca-ja kupuje go na spółkę z moją mamą która również jest jego ogromną fanką. Będę kupowała w najbliższym czasie już trzecie opakowanie a to znaczy, że to naprawdę miłość. Powiem Wam szczerze, że gdy go wykończyłam i parę dni używałam innego produktu-bardzo za nim tęskniłam. W połączeniu z korektorem od Hynt otrzymuje na buzi to czego zawsze oczekiwałam-makeup no makeup :)


To już wszyscy ulubieńcy kolorowi roku 2017, zapraszam Was tutaj na ulubieńców pielęgnacyjnych jeśli jeszcze nie zapoznałyście się z owym postem i wyczekujcie bubli roku 2017 którzy pojawią się już na dniach :)

wtorek, 2 stycznia 2018

CO JEŚĆ ABY PIĘKNIE PACHNIEĆ.



Oczywiście wiem co powiecie, że aby ładnie pachnieć trzeba dbać o higienę i to prawda, ale czy wiedziałyście, że nasz naturalny zapach poprzez jedzenie możemy kontrolować?
Może on być bardziej słodki, pikantny,świeży albo po prostu może być nieprzyjemny.



Nigdy nie wierzyłam w to, że możemy wydzielać ładny zapach, ale gdy zaczęłam słyszeć to dosyć często szczególnie od mężczyzn zaczęłam się nad tym zastanawiać(nie byłam to zasługa perfum bo w tamtym czasie mogły one dla mnie po prostu nie istnieć). Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że to co jadłam w tamtym okresie bardzo mi pomagało uwalniać "piękną woń mojego ciała". Nie jadłam słodyczy jak i mięsa ani rzeczy przetworzonych, gotowych-takich do mikrofali czy chociażby zupek chińskich,całkowicie moja dieta pozbawiona była nabiału(nadal jest bo nie toleruje laktozy), jadłam duże ilości warzyw i owoców, piłam 2,5l dziennie wody, jadłam regularnie pięć posiłków oraz nie jadłam potraw bardzo pikantnych, do tego sięgałam po herbaty i zioła.
Gdy wróciłam jednak do śmieciowego jedzenia, do jedzenia mięsa i zakochałam się w bardzo pikantnej, ostrej kuchni zauważyłam duże zmiany w zapachu mego ciała, dbam o higienę i to nie z tego powodu po prostu zaczęłam w moim odczuciu nieprzyjemnie pachnieć.

Czy zauważyliście, że każdy perfum inaczej pachnie w zależności od tego, kto go użyje? Tajemnicą nie jest, że perfumy pachną inaczej na różnych osobach, zmieniają swoje nuty w ciągu dnia...dlatego podstawa-czyli nasz naturalny zapach, decyduje o ostatecznym efekcie, jaki się uzyskuje po zastosowaniu danego kosmetyku.

Wiedzieliście, że dobieramy się w pary pod względem zapachu. Woń drugiej osoby musi nam pasować, by się z nią związać i spędzić prawie całe życie-tak pokazują wyniki badań. Węch właśnie stanowi kluczowy zmysł w kontaktach damsko-męskich. Nasz naturalny zapach to indywidualna cecha jak np. linie papilarne ale mamy również na niego wpływ. Zauważyliście, że inaczej pachną ludzie młodzi jeszcze inaczej noworodki czy osoby starsze. 
Nuty zapachowe wydają się nieodłącznie powiązane z naszym wiekiem i tej cechy nie da się ukryć. z drugiej strony możemy kształtować woń za pośrednictwem diety jak i również aktywności fizycznej.

Na zapach naszego ciała ma wpływ co jemy ale i jak. Inaczej pachną wegetarianie a jeszcze inaczej osoby które jedzą mięso. "Roślinożercy" pachną o wiele łagodniej, subtelniej aniżeli "mięsożercy".

Ostrzej będziemy pachnieć gdy w naszej diecie przeważa smażone, mocno doprawione mięso-gdy zastąpisz je delikatnym drobiem zauważysz znaczącą poprawę. Niekorzystnie na naszą woń wpływa również cebula, por, seler, żywność która jest wysoko przetworzona-słodycze, fast food. Wszystkie sztuczne aromaty, barwniki i konserwanty użyte w produktach parują przez co nasze ciało ma nieprzyjemny zapach.



Na samym początku warto odstawić używki alkohol, nikotynę, kofeinę to one psują aromat naszego ciała, zabijając swoją wonią inne zapachy. Kawa i alkohol zakwaszają organizm a opary które powstają w wyniku ich metabolizmu emitowane są przez skórę nawet kilkanaście godzin po spożyciu. 

To nie perfumy którymi pryskamy się każdego dnia są ważne a perfumowanie się od środka, zaczynaj więc dzień od porcji słodkich owoców, najbardziej wyczuwalne przez skórę zapachy mają ananas, papaja, żurawina, melon i winogrona.
Możesz z ich użyciem przyrządzić sałatkę do której dodasz przyprawy które pozytywnie wpływają na aromat ciała:cynamon, kardamon i wanilię. 
Na zapach ciała również świetnie działają nasiona kozieradki. Najlepiej byś kupowała je w całości i mieliła w domowych warunkach, możesz go dodawać do wielu dań jako przyprawę.
Zrezygnuj z czerwonego mięsa-nie będę tutaj pisała, że w ogóle zrezygnuj ale ja zauważyłam wielką poprawę gdy ponad 8 miesięcy nie jadłam mięsa w wielu kwestiach. Czerwone mięso po prostu  to potężne wyzwanie metaboliczne dla naszego organizmu. Podczas jego trawienia i obróbki, w układzie pokarmowym powstają toksyczne gazy, których zapach czuć przez skórę,między innymi ze względu na zwiększoną potliwość po zjedzeniu dużej ilości białka. 
Podobnie jest z czosnkiem po który szczególnie sięgam podczas choroby, czosnek to nie tylko brzydki zapach z ust ale i zwiększona produkcja nieprzyjemnie pachnących gazów trawiennych. 


Jeśli w przeciwieństwie do mnie możecie pić mleko krowie radzę pić je szczególnie po zjedzeniu potraw z dodatkiem ostrych przypraw czy czosnku, mleko łagodzi ich drażniący zapach.
W ciągu dnia polecam pić herbatę jaśminową, która nadaje skórze delikatny, kwiatowy zapach.
Podobnie działa mięta i wypicie filiżanki wieczorem przez noc zneutralizuje zapachy związane z przemianą materii.
Ile to już razy pisałam, że woda to istny cudotwórca i w kwestii zapachu naszego ciała robi wiele. Niegazowana woda mineralna spożywana w dużych ilościach na bieżąco detoksykuje ciało oraz je oczyszcza, usuwając z niego produkty przemiany materii.
Natomiast świetnym patentem na piękny, świeży zapach jest szklanka wody z listkiem mięty oraz plasterkiem aromatycznej pomarańczy.

Może byście nie podejrzewały, że ilość jedzenia oraz częstość jego jedzenia również ma wpływ na nasz zapach. Jedz mniejsze porcję ale kilka razy dziennie. W ten właśnie sposób nie obciążysz nadmiernie układu pokarmowego, który będzie w stanie uporać się z trawieniem na czas. Pamiętaj, że zalegające w jelitach porcję pokarmu emitują toksyny o przykrej woni.




poniedziałek, 11 grudnia 2017

PREZENTOWNIK DLA NIEJ.NIE TYLKO KOSMETYKI, ALE TYLKO POLSKIE MARKI.


 Coraz bliżej Święta oraz Nowy Rok, nawet powiem Wam szczerze nie wiem kiedy to zleciało. Parę dni temu dodatkowo obchodziłam(choć to za duże słowo) dwudzieste trzecie urodziny. Grudzień więc jest dla mnie bardzo wyjątkowym miesiącem, ulubionym. Bardzo dobrze mi się kojarzy i bardzo często właśnie w grudniu wracam myślami do czasów gdy byłam dzieckiem-bo niekiedy brakuje mi tej beztroski.
Gdy byłam młodsza uwielbiałam otrzymywać prezenty, cieszył mnie każdy nawet ten najmniejszy, nawet gdy otrzymałam książki a chciałam lalkę Barbie. Byłam zawsze za wszystko wdzięczna i po prostu szczęśliwa.
Teraz, widzę to nawet po mojej 5-letniej siostrze, nikogo już nic nie cieszy. A dlaczego? Bo z reguły wszystko już mamy, bo na większość możemy sobie pozwolić, bo wszystko jest dostępne. Tak więc ja od czasu gdy pracuje a co za tym idzie zarabiam, wręczam swej rodzinie upominki a nie prezenty. W tym roku powiedziałam sobie, że max. na jedną osobę wydać mogę 150 złotych-to działa bo kreatywność mi się "włączyła" i zaczęłam szukać naprawdę świetnych rozwiązań, zaczęłam przyglądać się co komu sprawi radość nawet gdy będzie małego formatu.
Dzisiejszy post będzie inny, na tym blogu jeszcze nie zrobiłam nigdy prezentownika. Dlaczego tylko dla kobiet? Bo jedynym mężczyzną jakiego obdaruje w tym roku jest...mój tata. Niestety nie mogę przedstawić prezentów dla mężczyzn bo się na tym nie znam :D
Prezentownik ten składa się więc z propozycji skierowanych do kobiet i pomimo, iż mój blog opiera się głównie na kosmetykach to pojawią się tutaj również propozycję z działu "mody". Tylko wisienką na torcie jest fakt, że wszystkie propozycję są cudownych polskich marek, marek które lubię, podziwiam i rzeczy posiadam lub też w najbliższym czasie chciałabym posiadać. Wiem, co może pojawić się w komentarzach "drogo" albo "że taniej znajdę w...(nazwa sklepu)". Ja jednak odeszłam od zakupów w sieciówkach, chciałabym wspierać nasz polski rynek, który uważam, że jest naprawdę na wysokim poziomie. No przejrzyjcie moje propozycje i powiedzie, że te rzeczy są piękne. Po prostu piękne.

Ja jestem fanką zakupów on-line, ze względu na pracę poza tym w internecie po prostu jest większy wybór tak więc wszystkie propozycję znajdziecie na stronach danych marek.
Proszę o komentarze jak podobają Wam się moje propozycję i czy jest coś co chciałybyście znaleźć pod choinką?



 Po pierwsze mogę śmiało powiedzieć kultowa marka The Odder Side i ich znane longsleeves z dekoltem w V czy odkrytymi prawie w całości plecami(189 złotych). Owe bluzki w swej prostocie są niezwykle seksowne właśnie przez dekolty które odsłaniają pięknie nasze plecy. Nie raz słyszałam opinie, że te "bluzki" są za drogie, że taniej podobne znajdziemy w sieciówkach, owszem znajdziemy ale uwierzcie mi nie tą jakość. T-shirty(149 złotych) mam już dwa lata, chodzę w nich regularnie(szczególnie wiosną i latem), piorę często, nie oszczędzam ich a one wciąż wyglądają jak nowe, z szwami nic się nie dzieje, materiał jest porządny i gruby, szycie jest fenomenalne. W ofercie marka posiada również longsleeves crewneck(219 zł), sukienki, spódnicę oraz przepiękne swetry, ale tutaj sweter o nazwie rocket w składzie ma aż 60% akrylu, 20% wełny i 20 poliestru i kosztuje aż 389 złotych(mimo to niezwykle mnie kusi, już w tamtym roku kusił) polecam Wam za to ze względu na skład sweter Moons(na zdjęciu po prawej) który ma w składzie 80% wełny i kosztuje 269 złotych. Czyż nie wygląda seksownie?



 I znowu ubraniowo, czy nie zgodzicie się ze mną, że dobra bluza potrafi uratować życie? Wyobraźcie sobie sytuację, że wstajecie rano,patrzycie na zegarek i...zaspałyście. Wstajecie, wpadacie do łazienki, szybka toaleta i makijaż teraz równie szybko musicie się ubrać, odwieczny dylemat "nie mam w co ubrać" może się skończyć gdy posiadać będziecie jedną z tych przeuroczych bluz z falbankami. Pierwsza w paski z pięknymi falbankami na ramionach(jest również w wersji dla dziewczynek) wygląda niezwykle szykownie ale i kobieco zaś druga od dreamcatcher(nawiasem mówiąc owy sklep ma piękny asortyment) posiada falbanki na rękawach jak i plecach. Uważam, że to świetny prezent skierowany do spiochów ale i osób które nie mają ciągle się w co ubrać. Poza tym jest niezwykle szykowny. Bluza od Justyny Chrablewskiej to koszt 350 złotych zaś od Dreamcatcher aktualnie jest w promocji i kosztuje 139 złotych.




 No nie byłam bym sobą gdybym nie przedstawiła również prezentów typowo kosmetycznych, przecież to moja mania. Pojawi się aż siedem cudownych marek kosmetycznych w tym zestawieniu, na pierwszy front idą kosmetyki marki Resibo i Fridge by yDe i powiem Wam, że gdybym zobaczyła pod choinką ich kosmetyki byłabym w niebie. Od Resibo szczególnie polecam olejek do demakijażu(59 zł), multifunkcyjny peeling(79 zł) oraz krem rozświetlajacy(69 zł). Propozycje tej marki są świetne bo kosmetyki z reguły kosztują poniżej 100 złotych, są pakowane w przepiękne tuby, które wystarczy już obwiązać czerwoną wstążeczką i prezent gotowy. Marka również w ofercie ma gotowe zestawy ale nic nie stoi na przeszkodzie byś sama je przygotowała.
Marka Fridge to taka marka którą każda ekomaniaczka chciałaby mieć w swojej "kolekcji", kosmetyki wysokiej jakości w miare przystępnych cenach(te ceny naprawdę są przystępne) z cudownymi, świeżymi składnikami-tak świeżymi, że aż trzeba przechowywać je w lodówce bo to żywność dla skóry. Ja szczególnie polubiłam pięć produktów które są moimi ulubieńcami od niedawna ale niektóre już od bardzo dawna. Dla fanatyczek make-up no make-up można kupić oddychający "podkład" marki ff fabulous face(149 zł), dla mamy czy też babci krem pod oczy 1.4 eye który regeneruje i odmładza spojrzenie(165 zł), dla osób o suchej i delikatnej skórze regenerujący krem dyniowy, który ma przepiękny zielony kolor, cudownie pachnie pestkami dyni i jest idealny na zimę, bardzo nawilżający, regenerujący, chroniący skórę przed niskimi temperaturami(187 zł) oraz dla kobiet które nie lubują się w demakijażu, ale również dla młodych dziewczyn sprawdzi się zarówno żel do mycia twarzy 3.3 good morning face(79 złotych) oraz tonik różany 3.2 rose tonic water(87 zł). Marka Fridge również przepięknie pakuje swoje kosmetyki w woreczek, przewiązany u góry wstążką, dodatkowo dodają jak i Resibo próbki po czym wkładają produkty do przepięknej bąbelkowej torebki z kwiatkami-nie musisz martwić się o torebkę na prezent.






 Jeśli chodzi o kosmetyczne prezenty chyba nie ma nic gorszego od dostania zestawu: dezodorant i żel pod prysznic. To tak jakbyście wręczając owy prezent chciały powiedzieć tej osobie "śmierdzisz, umyj się i skorzystaj z dezodorantu). Ja z reguły takie prezenty, odkładałam na bok udając, że niezwykle się z nich ciesze. O wiele lepszym prezentem będzie zestaw peeling i balsam do ciała, szczególnie na prezent świąteczny. Przygotowałam dla Was cztery produkty marki Fresh&natural w przepięknych iście jesienno-zimowych zapachach, bardzo intensywnych, orzechowych, piernikowych, ciepłych, otulających. Ich peelingi są genialne, świetnie ścierają pomimo iż są delikatne i pozostawiają warstewkę olejku na ciele, nawilżając je, dodatkowo przepięknie pachną, ja miałam przyjemność używać tego o zapachu korzennym-o mamo, to istny piernik, ciepły, otulający, rozluźniający i tak smakowity. Nazwy owych produktów świetnie oddaje ich zapachy, tak więc mokka pachnie po prostu mokką. Pojemnośći peelingów są aż trzy 250g-24.99 zł; 550g-44.99 zł oraz 1300g- 77.99 zł. A co do balsamów mają cudowną konsystencję lekkiego musu, który szybko się wchłania oraz bardzo długo nawilża, świetnie sprawdził się u mnie gdy moja skóra była podrażniona po depilacji laserowej ja szczególnie polecam Wam bezzapachowy(250g-37.99; 500g- 59.99 zł)-idealny dla osób wrażliwych i alergików oraz orzechowy(250g- 39.99; 500g- 64.99zł) który cudownie kojarzy się ze świętami. Ja byłabym zadowolona z zestawu balsam i peeling, a Wy?





 Jeśli Was budżet jest niewielki ale chciałybyście podarować osobie parę rzeczy świetną opcją jest zakup w Ministerstwie Dobrego Mydła oraz Jan Barba. Obie manufaktury posiadają świetnie produkty w bardzo przystępnych cenach, które działają i to jak. Moim idealnym zestawem- jego koszt to 118 złotyv, dopłacając 3 złote otrzymamy pakowanie na prezent(który w ministerstwie można nabyć jako zestaw) jest zakup olejku z pestek śliwki(18 zł), peelingu śliwka(38 zł) oraz balsamu w sztyfcie również śliwka(56 zł). Dlaczego uważam, że ten zestaw będzie świetny bo każdy z tych produktów sprawdzi się u każdego, w zestawie posiadamy trzy produkty bardzo funkcjonalne bo olejku możemy używać zarówno do twarzy, ciała ale i włosów jak i również balsamu a i od biedy peeling możemy nałożyć na twarz, dodatkowo ten cudowny marcepanowy zapach...cudowny. Ministerstwo dobrego mydła to nie jedynie śliwka a cudowne mydła w kostkach, kule do kąpieli, różnorakie hydrolaty oraz cudowne musy do ciała.
Zaś od marki Jan Barba szczególnie polecam Wam tonik ziołowy(59 zł) i serum SOU(65 zł) ale również zapowiada się cudownie ich nowość którą jest peeling enzymatyczny z glinką(74 zł)-przepiękne opakowania kosmetyków nie potrzebują już dodatkowych ozdób a cudownym dopełnieniem tego prezentu będzie chociażby szczotka do masażu(59-64zł) lub naturalna, aromaterapeutyczna świeca która pełna jest olejków eterycznych(29-45zł).




 W tym zestawieniu nie mogłoby zabraknąć biżuterii pomimo iż jej fanatyczką wielką nie jestem. Zawsze marzył mi się piękny, stary pierścień ale nigdy nie wiem jakby miał wyglądać oraz jaki kamyk miałby posiadać-wcale nie jestem fanką diamentów o wiele bardziej wole surowe minerały a w biżuterii minimalizm, pewnego rodzaju surowość.
Markę Wishbone poznałam już jakiś czas temu, gdy marka dopiero powstawała i w ofercie ich było parę produktów w tym naszyjnik z ich firmową kostką która służy do wróżb. Teraz w asortymencie marki jest mnóstwo biżuterii od wisiorków po chockery, bransoletki i pierścionki. Mi wyjątkowo spodobały się trzy które przedstawione są powyżej: z zielonym oczkiem(179zł)naszyjnik z "białym" księżycem(179zł) oraz długi naszyjnik z blaszką(169zł). Dla wielu problemem jest fakt, że owa biżuteria jest pozłacana, jednak gdy będziemy o nią dbać służyć będzie nam naprawdę długo.To biżuteria niewątpliwie dla trendsetterek bo marka bardzo podąża za modą.
Drugą perełką jest marka Jagg Jewels której założycielką jest kobieta tak piękna jak i jej biżuteria, ta biżuteria wręcz w moim odczuciu posiada duszę. Bardzo żałuje, że nie mieszkam w Warszawie i nie mogę zapoznać się z całym asortymentem marki ale on-line bardzo przykuł moją uwagę głównie pierścionek większy z labradorytem(zdjęcie powyżej) i wiem,że to on będzie moim tegorocznym prezentem świątecznym. Jego koszt to 390 złotych, mniejsze pierścionki kosztują 290 złotych, przepiękne bransoletki obręcze to koszt 550 złotych, zaś cudowne kolczyki to ceny wahające się między 350 a 390 złotych. Każda biżuteria marki robiona jest ręcznie z niezwykła starannością i posiadając choć jedną rzecz od marki Jagg nie przejdziecie niezauważone. Dla kobiet o niezwykłej wrażliwości na piękno, jedynych w swoim rodzaju.
Ostatnią marką jest Panama Jewels którą poznałam dzięki obserwowaniu na Instagramie jej założycielki Marty Ewy Urbańskiej @martaaewaa. Jest ona niezwykle piękną kobietą, bardzo naturalną, niezwykle pogodną i wesołą, której styl bycia niezwykle się mi podoba. Można powiedzieć, że jest moją inspiracją. Od roku tworzy ręcznie wykonywane, przepiękne minimalistyczne bransoletki, naszyjniki które w głównej mierze tworzone są z koralików z minerałów. Biżuteria od Marty, zdaniem niektórych jest droga ale liczyć musimy się z tym, że jest to ręczna robota, unikalna i jedyna w swoim rodzaju, z najwyższej jakości materiałów bo nawet gdy kupujemy bransoletkę na nitce to jest ona jedwabna. Jeśli znacie pasjonatkę minimalizmu ta biżuteria będzie dla niej idealna.


*KOSMETYKI ALKEMIE


 W tym prezentowniku nie mogło zabraknąć mojego ostatniego odkrycia a mówię o kosmetykach marki Alkemie. Te kosmetyki naprawdę działają a ich ceny moim zdaniem są naprawdę przystępne jak za taką jakość. Marka oferuje nam aż cztery serie kosmetyków tak więc znajdziecie dla każdej bliskiej Wam kobiety coś odpowiedniego czy to dla babci, czy dla mamy a nawet dla siostry i przyjaciółki. Ceny kosmetyków zaczynają się od 89 złotych(pianka do mycia twarzy) a kończą na 159 złotych. Uważam, że nawet gdybyście zdecydowały się na zakup jednego kosmetyku osoba obdarowywana była by wniebowzięta bo o marce Alkemie będzie jeszcze głośno. To marka naturalna, nietestująca na zwierzętach i oczywiście polska.




*LIQPHARM



 Marką Liqpharm zainteresowałam się już jakiś czas temu poszukując serum z wit. C. Wygrałam pamiętam właśnie takie serum i przepadłam stosując je-aktualnie używa je moja mama, która jest bardzo zadowolona z efektów, serum rozjaśniło jej przebarwienia po porodzie jak i słoneczne, skóra stała się jednolita, wygładzona i wygląda o niebo lepiej. W ich produktach roi się od wysokich stężeń aktywnych substancji a składy są niezwykle przemyślane. Jeśli znacie jakąś kobietę która jest minimalistką jeśli chodzi o kosmetyki a dodatkowo chciałaby aby one działały, polecam Wam przyjrzeć się kosmetyką marki Liqpharm, koszt owych serum to ok. 60 złotych. Szczególnie polecam Wam serum z wit. C, Liq Ce serum night 15% vitamin E mask-maseczka/serum nawilżające na noc oraz Liq CG serum night glycolic peel-serum wygładzające na noc/peeling.


*MOYE STORE BLUZKA NA RAMIĄCZKACH/BIELIZNA/PIDŻAMA


 W owym prezentowniku również przedstawiam Wam rzeczy z których sama byłabym zadowolona gdybym znalazła je pod choinką i niewątpliwie była by to bielizna od Moye. Nad zakupem topu na ramiączkach w kolorze beżowym zastanawiam się już od roku ale uważam, że każda kobieta w swojej szafie powinna mieć dobry jakościowo top na ramiączkach właśnie z jedwabiu który ubrać możemy zarówno pod gruby, ciepły sweter jak i jako top pod marynarkę wychodząc na imprezę. To niezwykle uniwersalna rzecz w garderobie, Moye jednak to nie tylko topy na ramiączkach to również koszule, halki, sukienki, szorty, spodnie, szlafroki, figi a nawet opaski na oczy i poszewki na poduszki i to wszystko wykonane ze szlachetnego materiału jakim jest jedwab. Uwielbiam ten materiał bo wygląda niezwykle szykownie nawet jeśli połączymy klasyczną jedwabną,białą koszulę z dżinsami czy skórzanymi spodniami-uwielbiam to połączenie, jedwab jednak jeśli chodzi o pielęgnacje i pranie jest niezwykle wymagający jednak to jak wygląda wszystko rekompensuje. Dlaczego produkty od Moye moim zdaniem nadają się na prezent? Pięknie zapakowane, dodatkowo możemy spersonalizować prezent dodając inicjały obdarowywanej osoby. Ceny wahają się między 95 złotych(zakładka do książki), 190 złotych-figi, 210 złotych- opaska na oczy, 230 zł- poszewka na poduszkę, 320 zł- topy na ramiączkach aż po 600 zł za szlafrok.




 Torebki to taka rzecz której nie kupuje za często, a tej kwestii również kieruje się jakością tak więc wole mieć dwie "dobre" torebki w których wiem, że będę chodzić aniżeli multum średniej jakości. Odbiegłam już dawno od zakupów torebek z sieciówek za to pokochałam torebki szczególnie dwóch polskich marek: Zofia Chylak oraz MUMU. Rozpoznawalny już przez wszystkich mały worek "pyton" niedługo posiadać będę już dwa lata i uważam, że to były jedne z najlepiej wydanych przeze mnie pieniędzy. Nie oszczędzam swoich torebek, noszę w nich dużo a torebka jest wręcz jak nowa. Niezwykle poręczna i stylowa, pasuje do każdej stylizacji i do każdego stylu. Noszę ją zarówno latem jak i zimą, jeśli nie chcecie jednak inwestować w torebkę warto zastanowić się nad zakupem etui na telefon(190 zł) czy etui na karty(160 zł). Asortyment u Zofii Chylak na przestrzeni lat naprawdę się rozrósł.
Drugą świetną marką jest MUMU i tutaj szczególnie polecam zakupić niewielkich rozmiarów, zwykłą "małą torebkę"ANNA  w kolorze czarnym, którą każda kobieta powinna posiadać. Czy to na szybkie zakupy gdzie potrzebne jest jedynie etui na karty, klucze i telefon czy też na imprezę. Jej wymiary to 21x12.5 cm co uważam za idealną pojemność. Cena to 175 zł.



 Podkusiło mnie również w tym prezentowniku ażeby przedstawić Wam bieliznę i nie wiem czy do końca dobrze zrobiłam. Bo czy kobieta kobiecie sprezentuje bieliznę(no chyba, że mój  prezentownik czytają również mężczyźni. p.s. byłoby mi niezwykle miło). Marka Le Petit Trou pomimo francuskiej nazwy(możemy przetłumaczyć nazwę na "małą dziurę" co uważam za trafną nazwę zaraz dowiecie się dlaczego), jest marką polską. Bielizna marki jest niezwykle seksowna, sensualna i być może zdaniem wielu więcej odkrywa niż zakrywa nie jest ani trochę wulgarna. Uwielbiam dobrej jakości bieliznę, nawet jeśli noszę ją tylko dla siebie, czuje się o wiele pewniejsza siebie wiedząc, że pod jeansami i zwykłym t-shirtem mam coś seksownego. Dlaczego jednak "mała dziurka" bo każda dolna część bielizny marki posiada na tyle otworek-czy to mniejszy, czy też większy. Majtki niekiedy są zabudowane a ich jedynym szczególikiem jest właśnie dziurka. Bielizna marki w żaden sposób nie ma podnosić, powiększać naszego biustu a eksponować to co posiadamy,w kwestii bielizny drogie panie po co okłamywać mężczyzn nosząc te wielkie "powiększacze" piersi. Wiem co wiele z Was pomyśli, po co nosić coś czego prawie nie widać, że te materiały prześwitują ale uważam, że kobieta powinna posiadać choć jeden zestaw bielizny na szczególną okazję, jeśli na co dzień lubuje się w zabudowanej bieliźnie. A ta od Le Petit Trou nie rozczaruje ani Ciebie ani twego partnera, marka w swej ofercie posiada również body, szlafroki, klapki-od tych z puszkiem po kokardy ale i świece jak i olejek do ciała który został stworzony ze współpracy Le Petit Trou z Purite. Tak więc jeśli czytają to Panowie, kupcie swojej kobiecie bieliznę, uwierzcie będzie owszem początkowo zaskoczona ale potem zadowolona. Koszt majtek to ok 130-170 złotych, biustonosze 130-190 złotych, świece są po 130 złotych zaś olejek 179 zł.



 Pidżama to również znienawidzony prezent przez wielu, ale ja uważam, że dobrej jakości ta częśc naszej nocnej garderoby może być świetnym prezentem. Kupowałam pidżamy z reguły w Oysho ale jakość ich z roku na rok staje się coraz to gorsza a ceny wcale nie maleją i tak za komplet(spodnie i bluzka) musimy zapłacić nawet powyżej 200 złotych. Na markę Hibou sleepwear trafiłam przypadkiem szukając właśnie dobrych jakościowo pidżam, tak jak możemy przeczytać na stronie, marka nazywa się luksusową i ja się z tym zgadzam, wysoka jakość,  starannie dobrane materiały i dodatki dodatkowo każda część szyta jest ręcznie-przez co mamy pewność, że produkty posłużą nam latami. Ich modele są niezwykle urocze, rozpoznać je możecie dzięki przesłodkim kokardką które przyszyte są do spodni i spodenek, ale w asortymencie znajdziemy od topów na ramiączkach po bluzy, a od niedawna marka stworzyła bokserki i t-shirty dla Panów. Flanelowe spodenki to koszt 129 złotych, szorty frizzly 119 zł, spodnie 9 149 zł- z kokardką zaś czerwone(grubszy materiał) 219 zł, bluzy- 179/199 zł oraz t-shirty 99 zł.





 Pora na kolejne piękne rzeczy od pięknej kobiety jaką niewątpliwie jest Cosima Borawska i jej cudowne opaski której każdy obiekt wykonywany jest ręcznie z najwyższej jakości materiałów. Marka ta została zrodzona z miłości do mody oraz krawiectwa haute couture. Nie bez powodu więc te małe cudeńka znajdują się stale w najlepszych magazynach modowych oraz na okładkach. Ceny wahają się między 180-190 złotych, wybrać możemy kolor jaki jak szeroka ma być opaska.



Czy perfumy nie są najlepszym prezentem na święta? Oczywiście jeśli znamy preferencję zapachowe danej osoby, a co gdyby tak osoba obdarowywana mogła całkowicie zadecydować o tym jaki miałby być owy zapach, gdyby miała go stworzyć sama? Jeśli jesteście mieszkańcami Warszawy lub Krakowa szczególnie polecam Wam,pod choinkę wręczenie warsztatu zapachowego premium-gdzie osoba  obdarowana będzie mogła stworzyć sama od podstaw zapach, dowiedzieć się trochę o budowie perfumy doskonałych. Voucher jest ważny aż 3 miesiące ich koszt to 500-1000 zł...jeśli jednak nie mieszkacie w Warszawie czy Krakowie warto przyjrzeć się ofercie on-line marki mo61 a w niej cudowne, wyjątkowe, unikalne zapachy w mniejszych jak większych pojemnościach(199 zł-399 zł) świetnym prezentem jeśli nie znamy preferencji zapachowych osoby jest zakup zestawu czterech próbek zapachów od mo61(259 zł) dzięki którym osoba obdarowana będzie mogła wybrać "te, jedyny, swój zapach". Marka posiada również w ofercie świece(239 zł) jak i zapachy do domu w formie patyczków(149zł-209 zł).


 Świet(n)ymi prezentami są również te których sami byśmy sobie nie kupili a bo to szkoda pieniędzy, a bo to inne wydatki, a ogólnie mi się to podoba ale chyba to do mnie nie pasuje. Ja tak mam z czapkami tak więc powiem Wam szczerze, że bardzo zadowolił by mnie pod choinką kapelusz czy beret-bo to dwa rodzaje "odzienia na głowę" które bardzo mi się podobają ale jakoś zawsze szkoda mi wydać na nie pieniądze. No bo niby fajne i modne ostatnimi czasy ale..jaki procent kobiet widujecie w beretach czy kapeluszach? Tak, dokładnie minimalny. Kapelusz od Paris+Hendzel Handcrafted Goods niezwykle mnie ujął szczególnie ten w kolorze szarym ale jego cena odrobinę może odstraszać(600 złotych) tańszą opcją ale równie stylową będzie beret od tiny tattoo w kolorze czarnym bądź pudrowo beżowym, tak nawiasem mówiąc koszulki jak i berety marki pakowane są w przeuroczy tekturowy kubek do kawy, tak więc owy prezent po otworzeniu może być wielkim zaskoczeniem. Ostatnią propozycją jeśli chodzi czapki jest przepiękna, wełniana czapka oczywiście ręcznie robiona na drutach, występuje aż w sześciu kolorach od zwariowanych(ametyst) po bardziej spokojne(szare, beż). Czapka występuje w jednym rozmiarze a jej koszt to 220 złotych.



Wiem co powiedzie, że skarpetki to najgorszy z możliwych prezentów(od razu po zestawie żel pod prysznic+dezodorant) ale te skarpetki są wyjątkowe i takowy prezent sprezentuje w tym roku mojej siostrze. Skarpetki są oczywiście polskiej marki Many mornings i zapewne powiecie "skarpetki, jak skarpetki" a bo nie. To skarpetki wyjątkowe bo w parze mamy dwie różne skarpetki, jeśli chodzi o wzór ale idealnie są komponują bo są tematycznie takie same i powyżej przedstawiam chociażby The unicorn-jedna skarpetka z jednorożcami zaś druga z tęczą. Patrzcie na te z ołówkiem-cudo <3 Każda para to koszt 25 złotych, ale 5% z każdej sprzedanej pary przekazywana jest na akcje charytatywne jak i pomocowe(jak zasadzenie drzew, adopcja pszczół. remont szpitali, kompletowanie wyprawek szkolnych) a dodatkowo zakupując parę marka przekazuje kolejną potrzebującym. Czyż to nie piękne? Ja uwielbiam wspierać takie firmy, aż serce mi rośnie.




 Uważam, że dobra pościel również potrafi być naprawdę trafionym prezentem świątecznym szczególnie dla Pani domu ale i nawet dla osoby która dopiero co "poszła na swoje". Niestety mówię już na wstępie lniane pościele nie należą do najtańszych szczególnie jeśli chcemy zakupić ją od polskich marek, ceny wahają się pomiędzy 390 złotych  do 700 złotych-oczywiście uwarunkowane to jest wymiarami pościeli jak i również ilością poduszek. Ale jestem zdania, że to naprawdę świetny  prezent, len to jeden z najszlachetniejszych materiałów, przyjazny dla skóry(idealna dla alergików i wrażliwców) a wyjątkowo jest niezwykle wytrzymała. Materiał ten niegdyś nazywany był jedwabiem północy bo uprawa jaki obróbka jego włókna to bardzo długotrwały proces a co za tym idzie wyroby wykonane z lnu nie należą do najtańszych. To idealny prezent bo posłuży osobie obdarowanej przez lata a co za tym idzie osoba ta zakładając ową pościel będzie sobie o nas przypominać. Len jest antyalergiczny, antystatyczny, przewiewny, pozwala skórze oddychać i działa antybakteryjnie. Znalazłam dwie marki które sprzedają pościele lniane: leolino oraz linen.

Mam nadzieje, że mój iście Polski prezentownik przypadł Wam do gustu. Nie ukrywam, że był to najbardziej wyczerpujący post do napisania ale co za tym idzie najwięcej przyjemności mi sprawiający. Mam nadzieje, że zaczerpniecie choć trochę inspiracji do tworzenia prezentów dla bliskich Wam kobiet z mojego prezentownika i pamiętajcie do Świąt pozostało już 13 dni. Tylko 13 dni :)