piątek, 16 lutego 2018

DLACZEGO WARTO PIĆ RUMIANEK?




Przyznajcie, że rumianek jest bardzo powszechną rośliną zielną, każdy ją zna. Specyficznie pachnie i wiedziałyście, że osiąga nawet wysokość do 50 centymetrów. Jest bardzo wszechstronną rośliną bo stosuje się go w leczeniu dolegliwości ale i kosmetyce-stosować go można zarówno zewnętrznie ale i wewnętrznie.






Jeśli borykasz się z bólem żołądka na sposób stresującego trybu życia wypij rumianek-dzięki spiroeterowi i związkom kumaryny koi nerwy natomiast kąpiele z dodatkiem naparu z rumianku niweluje złe samopoczucie.
Ja od pewnego czasu każdego dnia piję przynajmniej jedną filiżankę naparu z rumianku. Ale właśnie dlaczego akurat zdecydowałam się na rumianek?
Rumianek łagodzi objawy zapalenia pęcherza moczowego jak i również napar ukoi nerki-ja w okresie jesienno-zimowym zawsze mam problem z nerkami jak i pęcherzem-rumianek mi w tym pomaga ale oczywiście nie wyleczy sam owych dolegliwości.
Rumianek działa rozkurczowo jak i wykazuje działanie antyseptyczne i zwalcza bakterię.
Napar ten zaleca się również pić w czasie przeziębienia i grypy-zwalczy kaszel i katar również inhalacja z wyciągiem z rumianku zmniejsza objawy przeziębienia. Rumianek sprawdza się również w postaci płukanek do ust w infekcjach gardła.
Rumianek łagodzi nerwobóle, migreny jak i również bóle brzucha i głowy. Rumianek jest idealny dla nas kobiet a to dlatego, że łagodzi ból który towarzyszy nam w czasie menstruacji.

Ale rumianek to nie tylko łagodzenie bólu wewnętrznego czy też leczenie przeziębienia, owe zioło cudownie sprawdza się w pielęgnacji naszej skóry jak i włosów.
Rumianek wpływa na przyśpieszenie procesu gojenia ran, oparzeń, podrażnień-tak, tak pomaga nawet pozbyć się szpecących blizn. 
To właśnie "żółte koszyczki" są składnikiem kremów leczniczych i antyseptycznych maści, a więc jeśli masz przebarwienia na skórze warto ją przecierać naparem z rumianku, ja robię to każdego dnia z reguły wieczorem wtedy gdy pije napar. Kompres z dodatkiem naparu natomiast rozjaśni skórę, jeśli jesteś posiadaczką włosów blond możesz rozjaśnić włosy blond, ja jednak będąc posiadaczką włosów o kolorze jasnego brązu uwielbiam stosować rumianek na niektóre pasma latem-słońce dodatkowo rozjaśni je i wygląda to bardzo naturalnie. Płukankę z rumianku staram się robić przynajmniej raz w tygodniu aby wzmocnić włosy i dodać im blasku.

Jak przejrzycie półki w drogeriach to rumianek bardzo często występuje czy to w mleczkach, kremach łagodzących i kojących dla delikatnej i wrażliwej skóry, ma on właściwości ściągające, oczyszczające ale i wygładzające. Jednak zauważyłam, że gdy stosuje tonik z czystego rumianku każdego dnia moja skóra staje się coraz bardziej oczyszczona, rozjaśniona, wygładzona  i ukojona. Polecam Wam zrobić tonik z rumianku w domu, ja nie dodaje do naparu nic z reguły przemywam twarz codziennie świeżym naparem ale gdy przelejecie go do butelki możecie przechowywać go w lodówce nawet do trzech dni. 

Rumianek uwielbiam i pijąc go każdego dnia zauważyłam ogromne zmiany w samopoczuciu ale i wyglądzie mojej skóry czy włosów, jednak mam nadzieje, że zdajecie sobie sprawę, że sam rumianek nie załatwi sprawy. Ważna jest odpowiednia dieta, pielęgnacja skóry i włosów jak i choć odrobina ruchu i rozwaga.









piątek, 9 lutego 2018

ZDENKOWANI.



Uwielbiam denkować kosmetyk-bo właśnie wtedy mogę kupić kolejne(a ja uwielbiam kupować nowe kosmetyki), choć powiem Wam szczerze, że pomimo iż ja nie oszczędzam swych kosmetyków, nie odstawiam na specjalne okazję to ciężko mi je wykończyć. Czasami mam już dosyć jakiegoś kosmetyku, ale nie mam w zwyczaju wyrzucać produktu który kupiłam toteż albo się męczę albo oddaje go mojej siostrze-która przygarnie wszystko.





Onlybio szampon do włosów przetłuszczających się

Na ten szampon wpadłam przypadkiem, podczas zakupów w jednym ze stoisk w centrum handlowym. Skończyłam akurat szampon less is more toteż byłam bez szamponu, dopisek "do włosów przetłuszczających się" wystarczył bym po niego sięgnęła i to dobry szampon ale...do nie częstego mycia. Ja włosy pomimo iż posiadam włosy przetłuszczające się myje co dwa, trzy dni, moje włosy mimo przetłuszczania się najlepiej wyglądają na drugi dzień od mycia, lubię ten efekt. Ten szampon mimo iż naturalny świetnie oczyszczał skalp ale i włosy-toteż używałam go tylko do mycia skalpu, zauważyłam jednak, że z każdym myciem owszem włosy nie przetłuszczały mi się tak mocno ale również i niezwykle przesuszały-wyglądały tragicznie po prostu. Wyjściem z sytuacji było łączenie go z delikatniejszym szamponem i to było strzałem w 10, ja uwielbiam łączyć ze sobą szampony czy też innego używać na skalp, zaś innego na resztę włosów toteż z reguły po prysznicem mam od dwóch do trzech szamponów-lubię mieć w tym wybór. Szampon dobry ale do mocniejszego oczyszczenia tylko i wyłącznie skóry głowy. Opakowanie jest szklane co w mojej ocenie jest minusem-spadnie na kafelki i co? Poza tym jest ciężkie, fajnie, że ma pompkę która dozuję idealną ilość produktu. Cena to ok. 39 złotych za 250 ml. Ocena 6/10


Fresh&natural cukrowy peeling do ciała korzenny


Jak to pięknie pachnie-wybaczcie ale musiałam tak zacząć. Ten peeling kupił mnie całą gdy tylko go powąchałam, to produkt idealny na okres świąteczny...on pachnie świętami, piernikami, goździkami. O wiele bardziej wole peelingi cukrowe aniżeli solne z prostej przyczyny...te drugie podrażniają moją delikatną skórę. Ten peeling posiada drobne kawałki cukru i jest bardzo mokry-chodzi mi o to, że posiada w sobie naprawdę dużo olejków-dla porównania peeling od Ministerstwa Dobrego Mydła jest bardzo zbity i suchy toteż muszę więcej go zużyć ażeby wypeelingować całe ciało. Skóra po jego użyciu jest gładka i bardzo napięta ale i świetnie nawilżona-nie muszę już nakładać dodatkowego oleju czy też balsamu. Naprawdę to rewelacyjny produkt któremu nie mogę dać innej oceny aniżeli 10/10. Jego cena to 25 zł za 250 ml.


Fresh&natural kojący bezzapachowy balsam do ciała


Kolejny cudowny produkt tej marki, ja zaszalałam i od razu kupiłam ogromne opakowanie ale nawilżanie mojej skóry ciała jest dla mnie równie ważne co i twarzy. Balsam nakładałam po każdej kąpieli-nie ważne jak byłam zmęczona- uwielbiam w nim piankową konsystencję oraz fakt, że jest bezzapachowy-bo jeśli mam być szczera ja wcale nie lubię gdy kosmetyki pachną chyba, że ziołowo albo bardzo naturalnie, gdy mam ochotę na zapach dodaje do kosmetyku odrobinę olejków eterycznych...bezzapachowe kosmetyki wcale nie są gorsze. Ja tutaj nie mam co się za wiele rozwodzić, jeśli jesteście fankami balsamów, używacie je często w dużych ilościach i nie lubicie zapachów-on jest dla Was. Cena to 60 zł za 500 ml a jego ocena to 9/10.


Nature Love natural deodorant lemongrass

Mam wielki problem z naturalnymi dezodorantami, niektóre nie działają w ogóle inne natomiast działają ale tylko przez okres paru dni czy tygodni, zazwyczaj polecane przez osoby w sieci dezodoranty zupełnie się u mnie nie sprawdzały.Ten dezodorant kupiłam całkiem przypadkiem podczas zakupów w Tkmaxxie-ja zawsze tam coś znajdę-kosztował 19 złotych, toteż mówię czemu nie. No i był dobry ale tylko przez parę tygodni a potem przestał działać. Mam problem z poceniem się, dla mnie to nie jest krępujący temat, gdy się denerwuje, stresuje, czuje zmiany temperatury od razu czuje, że pod pachami po prostu mam mokro. Nie używam od dawna antyperspirantów nie chce szkodzić sobie, bardziej chodzi mi o zahamowanie nieprzyjemnego zapachu i ten dezodorant radził sobie ale z czasem zamiast neutralizować zapach, wręcz go podwajał. Dla mnie owy dezodorant nie był na tyle dobry bym go po raz drugi wyszukiwała na półkach w TkMaxxie. Podobało mi się, że był w formie sztyftu a nie na przykład miałabym go nakładać za pomocą szpatułki. Ocena 2/10


Alba 1913 pH balancing toner

Jaki to jest cudowny produkt, tak jest on cudowny i całkowicie jest wart 120 złotych za 125 ml. Uwielbiam toniki, uwielbiam testować nowe, szukać ich i jeśli mam być szczera jeszcze nie było toniku-prócz tego od Taty Harper-którego nie pokochałaby moja skóra twarzy-choć toniki od czasu do czasu stosuje również na ciało. Tonik jest u mnie bardzo ważnym krokiem, stosuje go po demakijażu, przed nałożeniem porannej pielęgnacji jak i wieczornej, niekiedy aplikuje go na twarzy po nałożeniu podkładu mineralnego by go scalić. Dzięki temu tonikowi mówię całkiem poważnie moja skóra twarzy z każdym dniem stawała się coraz bardziej ładniejsza-wygładzona, ukojona, nawilżona a jej koloryt był wyrównany...gdy aplikowałam go na twarz czułam jak gdyby taką delikatną woalkę nawilżenia i skóra w żaden sposób nie była ściągnięta,a aplikator w opakowaniu jest genialny gdyż uwalnia delikatną mgiełkę, dodatkowo produkt przepięknie pachnie. Na pewno do tego produktu powrócę. Ocena 10/10-nie może być inaczej.


Alkemie liquid shield S.O.S serum wyciszające

Seria microbiome od marki Alkemie to niewątpliwie moja ulubiona seria-produkty te świetnie współgrają z moją delikatną i z reguły podrażnioną ,wrażliwą skórą. A to serum przewyższa wszystko,on po prostu ratuje moją skórę-mówię to z ręką na sercu. Jestem fanką kwasów, maseczek złuszczających i peelingów enzymatycznych i niekiedy, gdy przesadziłam z ich ilością skóra staje się sucha, spierzchnięta i po prostu podrażniona, gdy używałam owe serum nic takiego się nie działo, kwasy cudownie działały-oczyszczały wygładzały moją skórę a serum jakby usuwało wszystkie możliwe negatywne skutki kwasów. Mam nadzieje, że wiecie o co chodzi-nawet skóra się nie łuszczyła. Serum to jest właśnie polecane dla osób po intensywnych zabiegach dermokosmetycznych i uważam, że ten produkt powinna polecać każda kosmetyczka po złuszczaniu skóry. Przepiękny produkt, najbardziej ulubiony jeśli chodzi o wszystkie kosmetyki marki Alkemie jakie miałam przyjemność testować. Jego cena to 139 złotych za 30 ml, posiada opakowanie airless przez co zużyjemy produkt do samego końca. Ocena 11/10 <3


Jan Barba SOU- serum oczy usta

I kolejny cudowny produkt-jakie to było cudo, po raz kolejny nie zawiodłam się na marce Jan Barba. Uwielbiam i mimo, że to serum do okolic oczu i ust to ja stosowałam go uwierzcie na całą twarz-przy kącikach nosa, rozcierałam go nawet na policzki i szyje. Opakowanie zawiera jedynie 10 ml i na początku bałam się, mówiłam-starczy mi to na chwilę, ale owy produkt jest bardzo wydajny, dzięki cudownemu aplikatorowi-szklanej kulce którą świetnie się aplikuje serum a potem wklepuje go opuszkami palców. Serum ładnie się wchłania, pozostawia skórę nawilżoną, ujędrnioną i pełną blasku-spojrzenie jest tak zdrowe i wyspane i cudownie współgrał z moim korektorem pod oczy,w ogóle korektor od hynt beauty który wciąż używam cudownie współgra z olejami, jest wtedy tak wygładzony, cudownie wygląda. Jego cena to 65 złotych. Ocena to oczywiście 10/10 i na pewno do niego wrócę i polecam Wam go wypróbować.


Gąbka konjac do ciała z czerwoną glinką

Uwielbiam gąbki konjac-zmywam nimi maseczki, olejek do demakijażu, przemywam rano jedynie gąbeczką twarz, ale również używam niekiedy ich do ciała. Ta właśnie do tego była przeznaczona ale szczerze jakoś wielkiej różnicy po jej użyciu na ciele nie widziałam...do twarzy tak ale do ciała uważam, że kupowanie takiej gąbeczki do wyrzucenie pieniędzy w błoto. Nie oceniam jej tutaj.


Yves Rocher wygładzająco-rozświetlający


Uwielbiałam ten korektor nawet nie zliczę ile opakowań jego zużyłam. Był niezwykle wydajny i przepięknie wyglądał pod oczami a przy tym nie przesuszał  jakże delikatnej skóry. Bardzo długo szukałam kosmetyku którym mogłabym zamienić ten korektor, owszem znalazłam coś innego ale nie tak dobrego jak on. Ma jednak trzy wady-niekiedy podrażnia moje oczy, gdy korektor dostanie się do oka, po drugie nie mam pojęcia jak ze składem korektora gdyż na stronie jest jedynie podane, że posiada wyciąg z rokitnika, wodę z róży damasceńskiej..no dobrze ale co jeszcze? A po trzecie nie wiem jak z testowaniem czy też nietestowaniem marki Yves Rocher na zwierzętach., nigdzie jasno nie jest napisane, że są marką cruelty free. Marka Yves Rocher posiada naprawdę świetne kosmetyki-jak tusz do rzęs, uwielbiam ich szampony do włosów czy żele no i oczywiście owy korektor ale nie chce brać udziału w cierpieniu zwierząt.
Korektor przepięknie odbija światło(nie posiada jednak drobinek), wygładza powierzchnie skóry, rozświetla, nie wchodzi w załamania skóry, nieprzypudrowany utrzymuje się cały dzień i nigdzie nie przemieszcza, jest bardzo lekki a jednak dobrze kryjący, posiada cudowny aplikator. Same zalety...mimo wszystko korektor oceniam po raz kolejny 10/10 ale nie wrócę do niego ze względu na nieznaną sytuację względem testowania na zwierzętach marki Yves Rocher. Jego cena za 1.5ml to 69 złotych(ale ja czekałam zawsze na promocję i niekiedy kosztował nawet o 30 złotych taniej).


Alterra pomadka rumiankowa


Zauważyłam, że z reguły gdy u większości się coś sprawdza to u mnie nie i również do działa w drugą stronę, gdy Wam coś polecam to czasami coś u Was nie działa-np. dostaje wiadomości na temat znienawidzonego przez Was szamponu Rahua ale i z tą pomadką jest taki sam problem-po prostu nie działa. U mnie sprawdza się rewelacyjnie ale nie jako pomadka ochronna do ust a...odżywka do brwi i rzęs. Uwielbiam łączyć ją z olejem rycynowym i wtedy widzę ogromne efekty. Ja z natury(po tacie) posiadam długie, czarne i gęste rzęsy jak i ciemne brwi, nie maluje rzęs również tuszem i przez to moje rzęsy są w świetnej kondycji ale dzięki tej pomadce(której nie stosuje regularnie, zawsze po zużyciu opakowania robię sobie dłuższą przerwę i po czasie do niej wracam, by się nie przyzwyczaić) rzęsy są jeszcze mocniejsze i zdrowsze. Ja aplikuje ją na szczoteczkę(taką co jest w tuszach do rzęs, ja swoją kupiłam w inglocie) i nakładam jak tusz na rzęsy oraz na brwi dosyć sporą warstwę. To zużyte przeze mnie już szóste opakowanie i pomadka nigdy nie podrażniła moich wrażliwych powiek czy oczu, nie zrobiła mi krzywdy. Jej koszt to chyba 5 złotych wiem, że jest bardzo tania i bardzo wydajna. Jeśli macie problem z rzęsami a szkoda Wam wydawać tych ogromnych pieniędzy na te cudotwórcze odżywki do rzęs-które nie są za zdrowe i po ich odstawieniu rzęsy i tak będą słabe-warto może na początek wypróbować tej pomadki z olejkiem rycynowym?
Nie mogę dać niczego innego jak 10/10.

Bare Minerals lash domination mascara powiększająca objętość rzęs 10-w-1


Nie jestem fanką tuszy, stosuje je jedynie gdy gdzieś wychodzę czy na ważniejsze wydarzenia, po prostu nie czuje potrzeby jego używania-mam z natury ciemne, grube i długie rzęsy a poza tym nienawidzę zmywać tuszu z rzęs, zawsze czuje jak to je osłabia. Gdy jednak stosuje już tusz to uwielbiam efekt wow, sztucznych rzęs i ten tusz właśnie tak u mnie działał. Pogrubia, wydłuża, rozdziela, podkręca a rzęsy są bardzo, bardzo czarne i przy tym wygląda bardzo naturalnie no i co najważniejsze nie podrażnia moich oczu ani powiek-bo mam bardzo wrażliwe powieki i oczy, nawet niegdyś cienie mnie podrażniały ale od kiedy zaczęłam stosować te naturalne-jak ręką odjął zero problemów. Jednak tą dużą silikonową szczoteczką można zrobić sobie krzywdę-jest bardzo kująca. Tusz nie osypuje się ani nie odbija, jest gęsty już od początku stosowania i utrzymuje się bardzo długo-po 10 godzinach po imprezie delikatnie rozmazuje się, ale to impreza zauważyłyście, że po imprezie zawsze nie macie na twarzy połowy jak nie więcej makijażu? Gdzie on się podziewa? :D Nie wrócę do niego ale bardzo go lubiłam, to jest moje drugie opakowanie. Cena 105 złotych ocena 8/10.


czwartek, 25 stycznia 2018

ULUBIEŃCY MAKIJAŻOWI 2017.


Długo się zastanawiałam czy przedstawiać Wam moich ulubieńców jeśli chodzi o kosmetyki kolorowe no bo jest ich niewiele a wręcz garstka. Jeśli obserwujecie mnie już jakiś czas to wiecie, że nie jestem wielką fanką makijażu. Makijaż jest dla mnie pewnego rodzaju zabezpieczeniem aniżeli czymś co ma mnie "upiększyć" albo co najgorsze zmienić nie do poznania. Moja skóra każdego dnia narażona jest na zmiany temperatury czy warunki atmosferyczne, kurz, zanieczyszczenia a makijaż to taka bariera na której to wszystko się zatrzymuje. Nie jestem fanką wielkiego krycia, na co dzień stosuje bardzo delikatne podkłady, kremy BB czy kremy tonujące, korektor jedynie punktowo gdy pojawi się jakaś niespodzianka oraz w niewielkich ilościach pod oczami, rozświetlacz i jeden cień na powiece-to czego potrzebuje aby się pomalować każdego dnia. W mojej kosmetyczce nie zobaczycie ani produktów do brwi ani tuszu do rzęs czy eyelinera-tych produktów w ogóle nie stosuje, od święta używam bronzera-nie lubię zbyt wiele czasu spędzać na makijażu, co innego charakteryzacja :D
Ale wracając do ulubieńców będzie ich 4, byłoby ich więcej ale nie chce się powtarzać z roku 2016- bo zarówno rozświetlacz od RMS Beauty jak i cienie od Kjaer Weis oraz szminka marki Ilia wciąż są moimi wielkimi ulubieńcami i wciąż są ze mną.




1. JANE IREDALE BB GLOW TIME

To produkt którego nie ma już ze mną i bardzo nad tym ubolewam, wciąż się zastanawiam nad jego ponownym zakupem bo pomimo, iż z początku go nienawidziłam to gdy go oddałam  brakowało mi go. Produkt ten z nazwy to krem BB ale ja nazwałbym go świetnie wręcz pełnie kryjącym podkładem który ma właściwości pielęgnacyjne. W konsystencji jest niezwykle gęsty, szybko zastygający i bardzo nawilżający toteż był idealnym kosmetykiem na zimę, na duże mrozy bo tworzył świetna barierę ochronną. Okłamałabym Was gdybym powiedziała, że jest niewidzialny na skórze-widać go a gdy mamy niewypielęgnowaną skórę to widać go podwójnie. Skóra musi być pozbawiona suchych skórek, czyli najlepiej przed jego użyciem wykonać jest peeling i trzeba dbać o nawilżenie skóry, mimo wszystko nawet wtedy jest widoczny. To nie jest produkt który stapia się ze skórą, no może po części-ale nie nadaje się do makeup no makeup. Krycie było genialne, nie potrzebowałam przy nim już korektora nawet pod oczami, wykończenie jego jest pełne blasku, bardzo zdrowe..ale to co było w nim najlepsze pielęgnował skórę podczas noszenia. Po demakijażu skóra była wygładzona, rozświetlona a jej koloryt był wyrównany a to dzięki zawartości witaminy C no i ochrona przeciwsłoneczna SPF 25 UVA/UVB PA ++. Największym zarzutem jaki miałam do niego był fakt, że miał gorsze i lepsze dni-raz wyglądał genialnie zaś kolejnego dnia musiałam wszystko zmywać w pracy i przez resztę dnia chodzić bez makijażu bo wyglądał tragicznie, no i nie lubił się z produktami do pielęgnacji tak też nie nakładałam przed nim nic na twarz, nawet kremu pod oczy.  Najlepiej wygląda gdy aplikuje się go palcami no i to ogromne opakowanie bo aż 50 ml w cenie 240 złotych, tubka jest nie do zużycia bo naprawdę niewiele go trzeba by pokryć nim całą twarz.



2. CIENIE RMS BEAUTY

O tym, że jestem fanką marki RMS Beauty nie wiadomo od dziś, to była niewątpliwie pierwsza marka z naturalnymi kosmetykami kolorowymi którą się zainteresowałam. Miałam i wciąż mam sporą ilość kosmetyków od Rose Marie Swift i kocham je(w tamtym roku w ulubieńcach roku pojawił się living luminizer oraz un cover-up)a w tym roku pokochałam jeszcze bardziej jej kremowe cienie. Mam ich cztery(miałam nawet pięć ale jeden zdenkowałam-tak udało mi się pomimo iż cienie są niezwykle wydajne). Szczerze nie kusi mnie zakup jej prasowanych cieni, takich standardowych bo bardziej skupiam się na poszerzaniu mojej kolekcji cieni od Kjaer Weis których mam już sześć, ale te kremowe przygarnęłabym ich więcej. Owe cienie są wymagające, powieka musi być sucha i matowa ażeby cienie dobrze wyglądały na powiece, najlepiej aby była ona pozbawiona bazy czy korektora, no i nie sprawdzą się raczej u osób które mają przetłuszczające się powieki. Cienie nawet jeśli zachowamy ostrożność mogą zbierać się w załamaniu powieki, ja mam jednak na to patent w tym miejscu aplikuje niewielką ilość pudru transparentnego(ja akurat używam pudru tej samej marki). Za co jednak je kocham? Za to, że tworzą na powiece warstwę przejrzystego, metalicznego koloru z połyskującym, odbijającym światło wykończeniem czego nie dają tradycyjne cienie...przepięknie błyszczą, powieki wyglądają niczym mokre-cudowne na okres letni. Powiem Wam szczerze, że jednak najbardziej lubię je za to, że nawilżają moje powieki ja po prostu czuje, że podczas noszenia tych cieni, one pielęgnują moją skórę-jak każdy kosmetyk tej marki, bo nie zawiodłam się na żadnym kosmetyku. Cienie te zachowują się jak krem na okolice oczu nawilżają i odżywiają co odróżnia je od konwencjonalnych cieni. Wiem, że nie każdy lubi efekt mokrych powiek, stawia na matowe cienie-fankom takiego typu wykończenia cieni niestety nie polecam tych kremowych od RMS Beauty. Jeśli jednak macie powieki bardzo suche, delikatne a wasze oczy łzawią gdy stosujecie konwencjonalne cienie z perfumerii czy drogerii to kosmetyk dla Was. Ja sama zaczęłam stosować te cienie, ze względu na alergie na cienie ogólnodostępne. Powieki zawsze były zaczerwienione, podrażnione a łzy nie chciały przestać mi spływać, podczas używania tych cudownych cieni nie mam z tym problemu.
Ja w swojej kolekcji posiadam następujące cienie:
*magnetic: odcień szaro-brązowy z domieszką srebra i szczyptą fiołkowego fioletu, przepiękny odcien bestseller marki.
*seduce: zmysłowy brąz
*myth: niewątpliwie mój ulubiony kolor, blady, brązowo-szary cień który przypomina kolorem futro norki...to bardzo delikatny,połyskujący cień który wygląda przepięknie na powiece sam lub w połączeniu z innym cieniem.
*solar: czyste złoto-ciepły, złocisty brąz-w okresie letnim do opalonej skóry cudowny jako rozświetlacz
*lunar: perłowy odcień szampana, idealny na całą powiekę, w kąciku albo stosowany jako rozświetlacz na całą twarz.
Za 4.25 g musimy zapłacić 135 złotych i może to dużo ale ja niektóre cienie mam już dwa lata a to mówi wiele o ich wydajności :)



3. HYNT BEAUTY DUET PERFECTING CONCEALER

Znalezienie idealnego korektora jest jeszcze trudniejsze aniżeli znalezienie idealnego podkładu, mi jednak udało się w roku 2017 znaleźć oba idealne kosmetyki. W moim odczuciu to korektor ma dawać nam krycie a nie podkład, najlepiej gdyby nadawał się zarówno w rejony pod oczami ale i na wypryski, delikatne blizny i to wszystko zakrywał. Właśnie taki jest korektor od Hynt..tak bardzo napigmentowany, gęsty, kryjący, nawilżający i pięknie stapiający się ze skórą. No czego chcieć więcej od korektora, jego cena również jak na kosmetyk naturalny nie jest jakoś wielce wysoka bo jest to ok. 87 złotych za 6 g, ja w swojej kosmetyczce mam go już pół roku a zużycie jest naprawdę niewielkie(a ja nie lubię go sobie oszczędzać). To niewątpliwie idealny korektor pod każdym względem prócz dostępności-ja ściągałam go z Kanady,a  szkoda bo chciałabym by każda z Was miała do niego dostęp bo jest tego wart. Świetnie wygląda zarówno aplikowany pędzlem ale i palcem, ja posiadaczka suchej skóry nie pudruje go i utrzymuje się zarówno pod oczami jak i aplikowany punktowo cały dzień(ok. 10 godzin) i wciąż wygląda naprawdę świetnie, nawet gdy za dużo go nałożę szczególnie pod oczami nigdzie się nie zbiera, nie roluje, nie przemieszcza a poza tym moja delikatna skóra w tych rejonach czuje się tak komfortowo, mogę również śmiało powiedzieć, że świetnie rozświetla te partie. Korektor idealny niewątpliwie odkryty w roku 2017.



4. FRIDGE FF FABULOUS FACE

To samo mogę powiedzieć o znalezieniu idealnego "podkładu" poprzedniego roku-choć podkład to za dużo powiedziane zdaniem wielu.
Marka Fridge nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać, co kolejny produkt to wciąż lepszy i lepszy i lepszy. Jestem dumna, że mamy tak cudowną polską markę której może nam zazdrościć cały świat. FF chciałam przetestować już dawno ale jakoś nie mogłam uwierzyć w jego moc, przerażał mnie jego kolor no i fakt, że to krem z dodatkiem "podkładu", mówiłam sobie-to na pewno nie działa.Myliłam się i to tak bardzo. Mimo wszystko było mi szkoda 149 złotych/30 ml za owy produkt i go nie kupiłam, dopiero gdy dzięki uprzejmości Joasi(którą serdecznie pozdrawiam, gdy czyta owy post) otrzymałam próbkę tego cudownego kosmetyku przepadłam już po pierwszej aplikacji, po prostu się zakochałam. I nie dlatego bo świetnie kryje, bo tak nie jest ale to w jaki sposób skóra wygląda po jego aplikacji jest nie do opisania. Wygląda jak lepsza, zdrowsza wersja naszej skóry...on upiększa ale nie tylko tak natychmiastowo ale i też długotrwale-nawilża i wygładza ale najbardziej lubię w nim to, że leczy wypryski-naprawdę o wiele szybciej się goją gdy każdego dnia aplikuje ten krem. Skóra po aplikacji ma wyrównany koloryt i jest tak rozpromieniona i zdrowa, rozświetlona w sposób bardzo naturalny i nie widać go gołym okiem, jak gdyby wtapiał się w naszą skórę ale mimo wszystko pozostaje na niej-wiem o tym bo każdego dnia wykonuje demakijaż. Mimo iż to krem nawilżający z dodatkiem podkładu to ja czuje potrzebę nakładania jakiejś pielęgnacji przed nim-wydaje mi się, że jednak w okresie letnim wystarczy mi tylko i wyłącznie on. Niech nie przestraszy Was jego kolor-idealnie stapia się ze skórą, dodatkowo marka Fridge ostatnimi czasy do sprzedaży wprowadziła odcień 0 który ma być idealny dla bladolicych. Posiada jeden minus pojemność która jest nie do zużycia przez jedną osobę w przeciągu 2.5 miesiąca-ja kupuje go na spółkę z moją mamą która również jest jego ogromną fanką. Będę kupowała w najbliższym czasie już trzecie opakowanie a to znaczy, że to naprawdę miłość. Powiem Wam szczerze, że gdy go wykończyłam i parę dni używałam innego produktu-bardzo za nim tęskniłam. W połączeniu z korektorem od Hynt otrzymuje na buzi to czego zawsze oczekiwałam-makeup no makeup :)


To już wszyscy ulubieńcy kolorowi roku 2017, zapraszam Was tutaj na ulubieńców pielęgnacyjnych jeśli jeszcze nie zapoznałyście się z owym postem i wyczekujcie bubli roku 2017 którzy pojawią się już na dniach :)

wtorek, 2 stycznia 2018

CO JEŚĆ ABY PIĘKNIE PACHNIEĆ.



Oczywiście wiem co powiecie, że aby ładnie pachnieć trzeba dbać o higienę i to prawda, ale czy wiedziałyście, że nasz naturalny zapach poprzez jedzenie możemy kontrolować?
Może on być bardziej słodki, pikantny,świeży albo po prostu może być nieprzyjemny.



Nigdy nie wierzyłam w to, że możemy wydzielać ładny zapach, ale gdy zaczęłam słyszeć to dosyć często szczególnie od mężczyzn zaczęłam się nad tym zastanawiać(nie byłam to zasługa perfum bo w tamtym czasie mogły one dla mnie po prostu nie istnieć). Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że to co jadłam w tamtym okresie bardzo mi pomagało uwalniać "piękną woń mojego ciała". Nie jadłam słodyczy jak i mięsa ani rzeczy przetworzonych, gotowych-takich do mikrofali czy chociażby zupek chińskich,całkowicie moja dieta pozbawiona była nabiału(nadal jest bo nie toleruje laktozy), jadłam duże ilości warzyw i owoców, piłam 2,5l dziennie wody, jadłam regularnie pięć posiłków oraz nie jadłam potraw bardzo pikantnych, do tego sięgałam po herbaty i zioła.
Gdy wróciłam jednak do śmieciowego jedzenia, do jedzenia mięsa i zakochałam się w bardzo pikantnej, ostrej kuchni zauważyłam duże zmiany w zapachu mego ciała, dbam o higienę i to nie z tego powodu po prostu zaczęłam w moim odczuciu nieprzyjemnie pachnieć.

Czy zauważyliście, że każdy perfum inaczej pachnie w zależności od tego, kto go użyje? Tajemnicą nie jest, że perfumy pachną inaczej na różnych osobach, zmieniają swoje nuty w ciągu dnia...dlatego podstawa-czyli nasz naturalny zapach, decyduje o ostatecznym efekcie, jaki się uzyskuje po zastosowaniu danego kosmetyku.

Wiedzieliście, że dobieramy się w pary pod względem zapachu. Woń drugiej osoby musi nam pasować, by się z nią związać i spędzić prawie całe życie-tak pokazują wyniki badań. Węch właśnie stanowi kluczowy zmysł w kontaktach damsko-męskich. Nasz naturalny zapach to indywidualna cecha jak np. linie papilarne ale mamy również na niego wpływ. Zauważyliście, że inaczej pachną ludzie młodzi jeszcze inaczej noworodki czy osoby starsze. 
Nuty zapachowe wydają się nieodłącznie powiązane z naszym wiekiem i tej cechy nie da się ukryć. z drugiej strony możemy kształtować woń za pośrednictwem diety jak i również aktywności fizycznej.

Na zapach naszego ciała ma wpływ co jemy ale i jak. Inaczej pachną wegetarianie a jeszcze inaczej osoby które jedzą mięso. "Roślinożercy" pachną o wiele łagodniej, subtelniej aniżeli "mięsożercy".

Ostrzej będziemy pachnieć gdy w naszej diecie przeważa smażone, mocno doprawione mięso-gdy zastąpisz je delikatnym drobiem zauważysz znaczącą poprawę. Niekorzystnie na naszą woń wpływa również cebula, por, seler, żywność która jest wysoko przetworzona-słodycze, fast food. Wszystkie sztuczne aromaty, barwniki i konserwanty użyte w produktach parują przez co nasze ciało ma nieprzyjemny zapach.



Na samym początku warto odstawić używki alkohol, nikotynę, kofeinę to one psują aromat naszego ciała, zabijając swoją wonią inne zapachy. Kawa i alkohol zakwaszają organizm a opary które powstają w wyniku ich metabolizmu emitowane są przez skórę nawet kilkanaście godzin po spożyciu. 

To nie perfumy którymi pryskamy się każdego dnia są ważne a perfumowanie się od środka, zaczynaj więc dzień od porcji słodkich owoców, najbardziej wyczuwalne przez skórę zapachy mają ananas, papaja, żurawina, melon i winogrona.
Możesz z ich użyciem przyrządzić sałatkę do której dodasz przyprawy które pozytywnie wpływają na aromat ciała:cynamon, kardamon i wanilię. 
Na zapach ciała również świetnie działają nasiona kozieradki. Najlepiej byś kupowała je w całości i mieliła w domowych warunkach, możesz go dodawać do wielu dań jako przyprawę.
Zrezygnuj z czerwonego mięsa-nie będę tutaj pisała, że w ogóle zrezygnuj ale ja zauważyłam wielką poprawę gdy ponad 8 miesięcy nie jadłam mięsa w wielu kwestiach. Czerwone mięso po prostu  to potężne wyzwanie metaboliczne dla naszego organizmu. Podczas jego trawienia i obróbki, w układzie pokarmowym powstają toksyczne gazy, których zapach czuć przez skórę,między innymi ze względu na zwiększoną potliwość po zjedzeniu dużej ilości białka. 
Podobnie jest z czosnkiem po który szczególnie sięgam podczas choroby, czosnek to nie tylko brzydki zapach z ust ale i zwiększona produkcja nieprzyjemnie pachnących gazów trawiennych. 


Jeśli w przeciwieństwie do mnie możecie pić mleko krowie radzę pić je szczególnie po zjedzeniu potraw z dodatkiem ostrych przypraw czy czosnku, mleko łagodzi ich drażniący zapach.
W ciągu dnia polecam pić herbatę jaśminową, która nadaje skórze delikatny, kwiatowy zapach.
Podobnie działa mięta i wypicie filiżanki wieczorem przez noc zneutralizuje zapachy związane z przemianą materii.
Ile to już razy pisałam, że woda to istny cudotwórca i w kwestii zapachu naszego ciała robi wiele. Niegazowana woda mineralna spożywana w dużych ilościach na bieżąco detoksykuje ciało oraz je oczyszcza, usuwając z niego produkty przemiany materii.
Natomiast świetnym patentem na piękny, świeży zapach jest szklanka wody z listkiem mięty oraz plasterkiem aromatycznej pomarańczy.

Może byście nie podejrzewały, że ilość jedzenia oraz częstość jego jedzenia również ma wpływ na nasz zapach. Jedz mniejsze porcję ale kilka razy dziennie. W ten właśnie sposób nie obciążysz nadmiernie układu pokarmowego, który będzie w stanie uporać się z trawieniem na czas. Pamiętaj, że zalegające w jelitach porcję pokarmu emitują toksyny o przykrej woni.