sobota, 5 stycznia 2019
ULUBIEŃCY LISTOPADA.
Mamy styczeń a ja przychodzę z ulubieńcami....listopada :D Nie, nie nic mi się nie pomyliło, nie lubię łączyć miesięcy jeśli chodzi o ulubieńców bo moje posty są długie a gdybym miała mówić o ulubieńcach listopada i grudnia..nikt by tego nie czytał. W dzisiejszym poście będzie lekkie zdziwienie bo tylko jeden kosmetyk do pielęgnacji twarzy a aż dwa do włosów. Moje włosy wciąż przeżywają kryzys ale jest coraz lepiej, już nie wypadają, teraz rosną i mam mnóstwo baby hair których nie mogę ujarzmić, ze stanu skóry jestem bardzo zadowolona. Ale zapobiegam i nawilżam bo to zimą najważniejsze przy skórze suchej z nadwrażliwością i tendencją do pękających naczynek.
Ale zacznę od twarz.
To jest miłość. Tak ja kocham kosmetyki, to jest miłość bo gdy widzę jak wiele dobrego robią dla mojej skóry to jak tu ich nie kochać? Markę Josh Rosebrook po raz pierwszy odkryłam rok temu kupując wtedy Hydrating Accelerator, nie mogłam zupełnie zrozumieć fenomenu tej marki? Dlaczego rynkiem naturalnych kosmetyków tak zawrzało gdy pojawił się Josh? Hydrating w mojej opinii gdy go używałam był ok-zapach był genialny, ale gdy przestałam go używać zrozumiałam jak świetnym jest kosmetykiem oraz, że bardzo mi go brakuje. To najlepszy tonik jaki przyszło mi używać-oczywiście woda różana zawsze będzie w moim sercu. A dziś o kolejnym cudzie-i nie będzie to ostatni produkt w ulubieńcach tej marki, bo za tydzień/dwa pojawią się ulubieńcy grudnia a tam aż dwa kosmetyki Josh'a. Mowa o Advanced Hydration Mask która jest genialna. Zacznę od konsystencji która jest zaskakująca. Produkt w słoiczku-oczywiście, eleganckie, cięzkie, szklane-jest w formie stałej, trochę przypomina konsystencją "balm"-produkt nafaszerowany olejkami i masłami, mój ulubiony rodzaj kosmetyku jeśli chodzi o zimę-i taki jest bo gdy zaaplikujemy go na twarz, zamienia się w gęsty olej który otula naszą skórę. Gęsty olej jest tutaj nie użyty bez powodu, bo to olej ale który po aplikacji nie znika, tylko osiada na naszej skórze tworząc warstewkę która chroni, nawilża naszą skórę. To "zbiór" olei i maseł które zachowują się jak maseczka. Uwielbiam aplikować ją od razu po mocnym peelingu gdyż wtedy czuje, naprawdę czuje jak porami maseczka wchodzi głębiej i głębiej.
Jak dochodzi do drenażu skóry, głębokiego nawilżenia, to coś niesamowitego ciężkiego do opisania. Jeśli miałyście tonik tej marki i zapach Wam nie przypadł do gustu nie kupujcie tej maseczki, bo zapach jest na tej samej linii-mocno ziołowy ale magiczny. Po mocnym, mechanicznym peelingu również stosuję ją dlatego,że świetnie koi dzięki aloesowi w składzie oraz wygładza strukturę skóry(ja porównałabym skórę bo jej użyciu do pupci niemowlaczka)-wiem, wiem mam skórę delikatną i suchą a używam mechanicznych zdzieraków a to dlatego, że moja skóra to lubi a peelingi robię z rozwagą. W składzie między innymi znajdziemy kwas hialuronowy, olej jojoba, ashwagandhe(indyjski żeń szeń), jagody goji, rumianek oraz lukrecję. Czy warto wydać na nią 200 zł za 22ml? Jak najbardziej, szczególnie jeśli macie skórę suchą-nie, nie ukryje Wam suchych skórek bo od tego jest peeling-ale świetnie nawilży, głęboko nawilży i wygładzi oraz ukoi skórę. Szczególnie polecam po mocnym peelingu. Sądzę, że będę do niej wracała w okresie jesienno-zimowym gdyż latem nie potrzebuje aż takiego nawilżenia. Maseczka ta występuje w dwóch pojemnościach 22ml oraz 45 ml i bez zastanowienia kupujcie mniejszą pojemność bo maska jest bardzo wydajna przez swoją konsystencję.
A teraz czas na włosy. Temat zupełnie mi obcy, nie jestem w tej kwestii specjalistką, ja nawet włosów nie potrafię zakręcić :D Moje włosy żyją własnym życiem, uwielbiam myć je jedynie dwa razy w tygodniu-i jedni powiedzą, że to źle ale ja najlepiej znam swoje włosy i wiem co dla nich dobre. Lubię również gdy włosów jest dużo, gdy są odbite od nasady i gdy wyglądają jakbym przed chwilą wstała z łóżka, bo rozczesuje je niekiedy jedynie po myciu. Ja nawet do pewnego czasu nie używałam masek czy odżywek do włosów bo nie wiem czy nie potrafię ich wypłukać z włosów ale ja je czuje na włosach-chyba, że użyje mojej ulubionej maseczki od John Masters z awokado i lawendą-moje ukochane składniki <3
Ale dziś przychodzę z kosmetykami które są przyziemne cenowo i naprawdę dobre.
Moja Farma Urody to marka z której obkupiłam się strasznie a jedynie sprawdził mi się Olej Pokrzywowy. Ludzie tak zachwalali chociażby maseczki sokowe a one u mnie kompletnie nic nie robiły-mimo iż miały w składzie miód, to mój miód więcej dobrego robił. Ale olej jest genialny i mimo iż on nadaje się do ciała i włosów ja pochłaniam jego do mojej "grzywy".Ja jestem ogromną fanką pokrzywy i wierze, że to ratunek dla włosów. Pije codziennie napar z pokrzywy, od czasu do czasu oblewam nim włosy, ale o oleju pokrzywowym nigdy nie słyszałam. Olejuje nim głównie skalp ale również przejeżdżam nim całe włosy i robię to przed każdym myciem włosów czyli dwa razy w tygodniu. Mówię od razu jest ciężki do zmycia i naturalne szampony nie do końca dają sobie radę a więc dodaje do nich odrobinę sody i wtedy jest ok. Ale ile mi baby hair urosło po zaczęciu kuracji tym olejem, jak skalp się unormował, nic mnie już nie swędzi, nie drapie a jakie włosy stały się miękkie w dotyku. Olej z reguły aplikuje na żel aloesowy który wcześniej nakładam na skalp oraz włosy na całej długości, po czym wykonuje masaż samego skalpu albo dodaje do odżywki. Wierzę w jego działanie i to, że pomoże mi z moimi włosami.
Ostatnią rzeczą jest produkt który przypadkowo wpadł w moje ręce. Wykończyłam akurat wszystkie szampony ze swojej "kolekcji"-a muszę zaznaczyć, że stosuje podczas jednego mycia aż dwóch szamponów-i nie miałam niczego w zamian bo nie zdążyłam kupić po prostu. Moi domownicy nie zwracają uwagi na to aby kosmetyki były z dobrym składem czy też aby były nie testowane na zwierzętach, ja jednak nawet podczas takich kryzysowych sytuacji nie użyje szamponu marki Lorea'l a moja mama je uwielbia. Ale akurat jakaś resztka szamponu była marki Biovax awokado i bambus i cieszę się, że przez przypadek wpadł w moje ręce bo pewnie sama bym po niego nie sięgnęła. O tym, że drogerii nie odwiedzam wcale wspominałam nie raz. Mieszkam na wsi, pracuje na wsi i nie za często "wypadam na miasto", zakupy robię z reguły internetowo bo taniej i łatwiej, po prostu. Zakupy kosmetyczne robię z reguły na stronach z naturalnymi kosmetykami, nie używam wacików a tampony zakupuje w większych ilościach- tak nawet one są naturalne i dobre dla środowiska. Ale ten szampon jest genialny, od razu powiem dla mnie mieści się w kategoriach tych bardziej oczyszczających, od ponad trzech lat stosuje tylko naturalne szampony i przyzwyczaiłam się do delikatnego oczyszczania które pasuje mi, moim włosom ale i co najważniejsze mojej skórze głowy która jest delikatna. Po tym szamponie uczucie mocnego oczyszczenia jest jak i również swędzenie skóry głowy toteż stosuje go tak naprawdę co dwa-trzy mycia. Pragnę zaznaczyć, że myje włosy dwa razy w tygodniu. Dodatkowo myje nim włosy po raz pierwszy a do drugiego mycia stosuje szampon nawilżający z czystym już w pełni składem. Ten szampon zawiera 84% składników naturalnych ale jednak 16% jest tych "złych" i delikatnie mnie podrażniają. Ale szampon jest genialny-odbija włosy od nasady, stają się one tak sypkie, miękkie, puszyste, jest ich optycznie więcej i również włosy u nasady tak szybko się nie przetłuszczają. Uwielbiam jego jakże kremową, gęstą konsystencję. Uwielbiam w nim wszystko i jest moim zamiennikiem sody-czyli takim mocniejszym szamponem którego używam od czasu do czasu. Maseczkę z tej linii również uwielbiam. Jestem naprawdę pozytywnie nim zaskoczona.
piątek, 28 grudnia 2018
ZOOM NA MARKĘ* JOSH ROSEBROOK.
Przetestowałam naprawdę na przestrzeni paru lat mnóstwo kosmetyków jak i sporo marek. Wiecie, że mam słabość do marek trudno dostępnych w naszym kraju i droższych ale nie raz się przekonałam, że w kwestii kosmetyków naturalnych jakość idzie w parze z ceną. Uwierzcie mi nie mogę sobie pozwolić na wyrzucanie kosmetyków bo okażą się bublami, toteż z reguły stawiam na sprawdzone marki i produkty. Nie sięgam za kosmetyki tanie-choć to dla każdego pojęcie względne. Gdybym nie miała możliwości kupowania tego co kupuje zapewne stosowałabym surowce kosmetyczne-oleje, masła, żel aloesowy, do mycia twarzy mydła...nie zaopatrywałabym się w Vianki i pochodne tych firm czy Nacomi bo dla mnie tam więcej wypełniaczy aniżeli składników które naprawdę pomogą naszej skórze. Wolałabym odłożyć i kupić jeden kosmetyk aniżeli zasypywać się multem niepotrzebnych kosmetyków bo ażeby nasza skóra dobrze funkcjonowała są potrzebne jedynie trzy kroki-oczyszczanie, złuszczanie i nawilżanie. I mimo iż nawet aktualnie otaczam się małą armią kosmetyków to manewruje między nimi a tak naprawdę podczas porannej pielęgnacji stosuje dwa produkty do pielęgnacji twarzy+balsam do ust a podczas wieczornej wraz z demakijażem aż 5 produktów+balsam do ust...co dwa dni złuszczanie i maseczka. A więc tak naprawdę nie ma tego dużo ale ja lubię mieć więcej produktów bo każdego dnia moja skóra boryka się z innym problemem i jeden krem nie zawsze wszystko załatwi więc przynajmniej dwa olejki/kremy/serum są nam potrzebne.
I jak myślałam, że po May Lindstrom żadna marka już mnie tak pozytywnie nie zaskoczy no to pomyliłam się bo znalazłam nową miłość. Josh Rosebrook..niestety kolejna droga marka ale jakże cudowna.
Tak dziś kolejny ZOOM NA MARKĘ...czyli post który wymaga ode mnie najwięcej czasu ale też najbardziej mnie cieszy.
Moja przygoda z marką rozpoczęła się rok temu kiedy zakupiłam Hydrating Accelerator który jest genialnym kosmetykiem i zapewne niegdyś do niego powrócę. Potem w lecie zakupiłam Nutrient Day Cream tinted i to była kolejna miłość-wrócę na 100% do niego latem. A teraz gdy jestem podczas testowania trzech kosmetyków całkowicie przepadłam i chce więcej i więcej.
Ale od początku założycielem marki jest Josh Rosebrook-a to zaskakujące. Może to Was zaskoczyć ale przygoda Josh'a nie zaczeła się od skóry a włosów. Gdy skończył 10 lat zaczął już podcinać włosy swoich młodocianych sąsiadów, wyszło to u niego dosyć naturalnie i nie mógł pojąć jak ludzie mogą nie dbać o swoje włosy. Zainteresowanie skórą w Josh'u narodziło się kilka lat później zanim jeszcze był nastolatkiem czytał składy, zadawał wiele pytań i porównywał wyniki. Tworzył swoje własne mieszanki naturalnej pielęgnacji skóry, diet, rośli i ziół. Josh Rosebrook nie jest naukowcem czy chemikiem, laborantem a fryzjerem. I cała przygoda z kosmetykami naturalnymi zaczęła się od tego, że szukał naturalnych kosmetyków do pielęgnacji włosów gdy pracował w wysokiej klasy salonach fryzjerskich i nigdzie nie mógł ich znaleźć.
Kierując się pragnieniem tego co chciał a także doświadczeniami, badaniami z wcześniejszych lat, przebudził się i zrozumiał jaka jest skuteczność czystych składników roślinnych oraz tego jak wspierają one prawdziwe zdrowie skóry i włosów. Zaczął więc opracowywać własne preparaty botaniczne, dzieląc się ręcznie wykonanymi wyrobami z klientami, ku jego zachwytowi klienci zaczeli odczuwać widoczne efekty, odnowienie skóry i chcieli więcej i więcej począwszy od znanej czekoladowej maski i to właśnie wtedy zrodziło się Josh Rosebrook Skin and Hair Care. Dzisiaj już Josh pracuje z zespołem który obejmuje czołowych fitochemików oraz zielarza. Wspólnie projektują, tworzą, testują formuły ale ostateczną decyzję podejmuje sam założyciel marki, musi przetestować dany produkt na własnej skórze czy włosach.
Jeśli szukasz czegoś zielonego i czystego to twoje poszukiwania kończą się na Josh Rosebrook.
Składniki.
Niezrównany poziom czystości każdego składnika jakiego używa firma jest dużą częścią tego, co sprawia, że ich produkty są wyjątkowe i tak bardzo skuteczne. Wszystkie składniki roślinne w produktach są w 100% organiczne, certyfikowane organicznie lub dziko-rosną sobie wolno. Zaangażowanie firmy w jakość składników pozwala każdej recepturze pracować na zaawansowanym poziomie, gdzie aktywne składniki roślin nie są hamowane przez potencjalne destrukcyjne, szkodliwe i niepotrzebne składniki, co pozwala im pracować jako całość z naszą skórą jak i włosami, dzięki temu mają większą energię i pomagają w ogromnej transformacji. Rośliny i zioła zawsze były i są prawdziwym, oryginalnym źródłem aktywnych, witalnych składników odżywczych dla organizmu. Silne ekstrakty, oleje oraz esencje czystych całych roślin zapewniają najwyższy poziom odmłodzenia i regeneracji skóry, skóry głowy oraz naszych włosów po bardzo profesjonalnym sformułowaniu.
W kosmetykach marki Josh Rosebrook pełno składników przeciwzapalanych, przeciwbakteryjnych, przeciwutleniających, kwasów tłuszczowych, aminikwasów, witamin, minerałów.
Te potężne składniki roślinne ułatwiają i wspierają ciało we własnych wrodzonych, cudownym uzdrawiającym uzdolnieniu, pozwalając ciału na pełne wykorzystanie hojnych składników odżywczych. Dlatego nie mogę pojąć jak ktoś nakładając na twarz same naturalne kosmetyki do pielęgnacji potem sięga po podkład, puder, korektor firm konwencjonalnych. To nie jest pomaganie naszej skórze.
Zespół Josh'a składa się z trzech naturalnych chemików kosmetycznych, zielarza, aromaterapeutów oraz samego założyciela i to oni wyselekjowali oleje roślinne w każdym produkcie, które tworzą unikalny profil odżywczy kwasów tłuszczowych wraz z określonymi ziołami dla synergistycznej kombinacji aktywnych składników odżywczych zaprojektowanych w celu poprawy i transformacji wyglądu skóry i włosów. Podstawą owej pielęgnacji są przeciwzapalne i przeciwutleniające składniki ziołowe. Spowolnienie starzenia się skóry wymaga wsparcia przeciwzapalnego co ułatwi proces, który łagodzi, uspokaja i zmniejsza stan zapalny dzięki czemu może nastąpić proces wrodzonego gojenia się skóry i mogą wystąpić naprawdę widoczne zmiany.
Marka dokłada wszelakich starań aby zapewnić absolutną czystość i bezpieczeństwo, zero szkodliwości składników.
Od sezonu do sezonu całkowicie naturalne i organiczne składniki różnią się kolorem i fakturą.
Wszystkie napary ziołowe i ekstrakty wykonują sami w zakładzie produkcyjnym. Nie kupują gotowców-tworzą sami aby zapewnić czystość i siłę działania.
*Ekologiczny ocet jaki jest wykorzystywany wytwarzany jest z ekologicznej kukurydzy toteż nie zawiera GMO, oraz ekologicznego żyta-bez glutenu, pszenicy, nabiału, soi, jaj, orzechów drzewnych i kazeiny.
*Certyfikowana witamina E pochodzi z soi organicznej.
* Organiczna gliceryna roślinna wytwarza jest z niezawierającej GMO soi, kukurydzy i nasion gorczycy.
* Guma ksantanowa wyjątkowo wysokiej jakości wykonana jest z kapusty i ciecierzycy-również ECO.
* Aloes odbarwia się w procesie filtracji węglowej i nie zawiera aloiny.
* Miód zbierany z ekologicznych uli i kwiatów koniczyny, które nie były narażane na działanie herbicydów lub pestycydów. Nie zawiera dodatków oraz konserwantów.
* Afrykańskie czarne mydło jest certyfikowane przez IMO dla Sprawiedliwego Życia Społecznego i Uczciwego Handlu. Czarne mydło składa się z popiołów z kilku źródeł roślinnych: liście babki lancetowatej, strąki kakao, pozostałości masła shea, kora drzewa shea oraz kora lokalnego drzewa zwanego Agow.
*Organiczne masło shea jest certyfikowane zgodnie z zasadami Fair Trade, ponieważ gwarantuje, że rolnicy i pracownicy którzy je produkują otrzymują uczciwe ceny i płace oraz pracują w bezpiecznych warunkach. Ponadto środowisko chronione jest i otrzymuje fundusze rozwojowe, aby wzmocnić i poprawić swoje społeczeństwo!!!
* Organiczny alkohol winogronowy w ich perfumach jest jakości farmaceutycznej i absolutnie nie jest denaturowany.
Produkty marki Josh Rosebrook które zawierają określoną ilość wody, organicznego soku z aloesu i olejków razem wymagają systemu konserwującego. Dzięki szeroko zakrojonym testom i rozwojowi marka odkryła, że niewielka ilość naturalnie występującego, spożywczego sorbinianu potasu-sól kwasu sorbinowego, łatwo metabolizowana przez organizm i biodegradowalna wraz z własną, wewnętrzną, opatentowaną wodą strukturalną formuła która została nasycona organicznymi witaminami roślinnymi i przeciwutleniaczami aby stworzyć potężny koncentrat, hamuje psucie i wydłuża okres przydatności. Różne produkty wymagają różnych systemów konserwacji. Marka jednak stwierdziła, że są to najbardziej efektywne, nietoksyczne i szerokie spektrum dostępne dla zapewniania bezpiecznego, wysokiej jakości produkty.
Marka nie testuje swych kosmetyków na zwierzętach, twierdzi, ze jest to złe, nieludzkie i musi się skończyć. Nigdy nie będą tolerować testów na zwierzętach.
W ich kosmetykach nie znajdziemy siarczanów, parabenów, syntetycznych substancji zapachowych, sztucznych barwników, silikonów, produktów petrochemicznych lub organizmów modyfikowanych genetycznie.
Jakie są bestselery zdaniem Josha?
Nutrient Day Cream, Vital Balm Cream, Hydrating Accelerator oraz Nourish Shampoo to kosmetyki które najczęściej się sprzedają.
Josh twierdzi, że jeśli wprowadzasz na rynek nowy produkt musisz umieścić coś co nie istnieje, coś zupełnie nowego albo marnujesz swój czas i pieniądze bo rynek jest aktualnie zalany. Musisz być troskliwy, coś stworzyć dla siebie samego, coś co samemu chciało by się nakładać na twarz.
Mój ukochany kosmetyk Vital Balm Cream Josh stworzył ponieważ nie był zadowolony z tradycyjnych kremów na bazie wody-były za lekkie nie wystarczająco nawilżające, ani tradycyjnych balsamów-nie wchłaniały się za dobrze, nie były tak nowoczesne jak potrzebował tego Josh i wciąż czuł na twarzy olej a nie o to mu chodziło. Vital Balm Cream to idealne połączenie właśnie balsamu i kremu-nie za lekki, nie za bardzo oleisty, szybko się wchłaniający ale pozostawiający mgiełkę ochrony, nawilżenia. Produkt idealny, i właśnie takie odczucia towarzyszyły mi stosując jakikolwiek kosmetyk.
Skóra podobnie jak ciało, ma niezwykłą zdolność leczenia. Naszym zadaniem jest ułatwienie tego potężnego procesu regeneracji i administrowania odpowiednimi naturalnymi elementami aby wspierać i przyśpieszać tę niesamowitą transformację dla uzyskania najwyższej witalności, zdrowia i jasności.
Nasze ciało jest naturalne, a oryginalne źródło składników odżywczych i olejków niezbędnych do regeneracji ciała, skóry, włosów i skóry znajduje się w naturze:rośliny, zioła, orzechy, owoce, nasiona, łodygi, liście i kwiaty. Rośliny te zawierają składniki odżywcze, które mają różne podobieństwa molekularne i strukturalne i mają takie same naturalne zdolności odżywcze w organizmie. To podobieństwo lub bio-dopasowanie ma naturalne wibracyjne ustawienie i aktywuje regeneracyjny proces komórkowy w ciele bezpiecznie i skutecznie, wspierając zdrową skórę, włosy i funkcję skóry głowy.
Oto 7 faz które są potrzebne aby utrzymać naszą skórę zdrową i piękną.
Mycie:
Josh oczyszcza skórę zarówno rano jak i wieczorem usuwając dzięki temu brud, zanieczyszczenia i niezrównoważone oleje aby wspierać w ten sposób i chronić równowagę naszego płaszcza lipidowego skóry.
Złuszczenie:
Dwa razy w tygodniu to idealna ilość złuszczenia zdaniem Josh'a wtedy idealnie usuniemy niechciane, tępe i martwe komórki, odkryjemy nową, zdrową skórę i stymulujemy jej regenerację. Właściwe złuszczanie jest również kluczem do zwiększenia skuteczności wszystkich innych kroków w pielęgnacji.
Oczyszczanie:
Cotygodniowe zabiegi oczyszczające aktywują skórę i przyśpieszają naturalny proces gojenia się organizmu, oczyszczają mikro-zanieczyszczenia oraz toksyny aby wzmocnić naszą skórę ujędrnić ją, stonować i rozjaśnić.
Nawodnienie:
Ten krok musi być wykonywany minimum dwa razy dziennie. Nawilżenie ma kluczowe znaczenie dla maksymalnej skuteczności we wszystkich innych fazach pielęgnacji skóry, tworząc niezbędny system dostarczania substancji odżywczych i substancji czynnych do głębszej penetracji i korzyści dla naszej skóry. Ciągłe nawodnienie wspomaga zdrowie i krążenie komórek, ale także wzmacnia nawilżenie dla pulchnej i jędrnej skóry.
Odżywienie:
Dwukrotne, codzienne odżywienie skóry ma zasadnicze znaczenie dla regeneracji komórek, ochrony i optymalnego jej zdrowia. Przeciwutleniacze, witaminy, minerały, aminokwasy oraz kwasy tłuszczowej oraz gęste składniki odżywcze są dostępne biologicznie w czystych, organicznych roślinach i ziołach które wspomagają skuteczne działanie skóry i spowalniają jej rozkład.
Nawilżenie:
Również dwukrotne codzienne nawilżanie dodatkowo wspomaga krążenie, odżywienie i ochronne przed odwodnieniem(oraz wysuszeniem w skutek niskich temperatur) poprzez wiązanie powierzchniowych komórek skóry i wzmacnianie jej bariery lipidowej. Prawidłowe uszczelnienie w hydracji zachowuje miękką, pulchną skórę oraz rozjaśniony koloryt.
Ochrona:
Codzienna ochrona środowiska jest niezbędna do skutecznej pielęgnacji skóry.Gładkie nawilżające składniki, które zawierają bogate przeciwutleniacze roślinne, pomagają zrównoważyć uszkodzenia skóry spowodowane zanieczyszczeniem a wysoki zasięg SPF z naturalnym, nie nao tlenkiem cynku chronią skórę przed uszkodzeniem przez wolne rodniki.
Włosy oraz skalp(o którym tak zapominamy)
Piękne i lśniące włosy zaczynają się w mieszku włosowym i skórze głowy.
Włosy są dostarczane z naszego wnętrza, naczynia krwionośne wewnątrz brodawki skórnej odżywiają komórki, które dzielą i wyrastają w łodydze włosa. Gdy się rozwijają, nieustannie wypychają utworzone wcześniej komórki w górę, a ostatecznie z głowy jako piękne, lśniące włosy.
Pamiętaj, że spożywanie gęstych, odżywczych pokarmów oraz minimalizowanie i radzenie sobie ze stresem zachęca włosy do bycia jeszcze bardziej silnymi i lśniącymi. Włosy powstają poprzez pobieranie składników odżywczych które otrzymują z krwi. Podnoszenie częstości akcji serca za pomocą ćwiczeń sercowo-naczyniowych stymuluje krążenie co również zachęca do zdrowego wzrostu włosów.
Włos jest posty w budowie, wykonany głownie z keratyny, odrobiny oleju i wilgoci. Kiedy włosy wyrastają z mieszków włosowych, twardnieją i obumierają, stając się włosami które widzisz, nasmarowanymi i chronionymi prze ciało naturalnymi olejami. Oleje działają zmiękczająco i dodają połysku włosom oraz nawilżają i chronią skórę głowy przed środowiskiem.
Odpowiednie szampony oraz odżywki skutecznie oczyszczają włosy i skórę głowy, zachowują naturalną równowagę olejowa skóry głowy.
Manifest Josh'a:
" Ludzie byli rzemieślnikami, produkowali wszystko w swoich domach, sprzedając i kupując od innych. Ludzie uprawiali własne jedzenie, uprawiali ziemię i codziennie byli połączeni z ziemią, z naturą w iście prawdziwy sposób.
Rewolucja przemysłowa to zmieniła. Nagle wszystko można było dostać tanio, dostarczyć daleko i w dużych ilościach. Początkowo branże te zapewniały pracę dla tych ludzi, aby pomóc w tworzeniu konsumentów dla wszystkich tych towarów. Ponieważ jednak gospodarka stała się coraz bardziej wydajna a pracownicy byli za powolni stopniowo zostawali wycofywani. Miejsca pracy jakie pozostały były w większości na niższym poziomie, wymagające minimalnych umiejętności i oferujące równie niewielkie wynagrodzenie, a co gorsze, brak spełnienia.
Szukając lepszych możliwości, coraz większa liczba tych pracowników przeniosła się do nowej gospodarki-sprzedaż, serwis i przemysł wytwórczy stały się możliwe dzięki sieci i jej zdolności do utrzymywania nas wszystkich w jednym miejscu. Jesteśmy nowymi artystami-projektantami, myślicielami i innymi twórcami kultury. Produkcja i sprzedaż detaliczna nigdy nie zniknie. Zaczęło się ponowne uznanie dla jakości jak niegdyś, a nie za często to co wychodzi z fabryki jest dobre jakościowo.
To nas napędza. Ekscytacja i możliwość tworzenia czegoś naprawdę wyjątkowego. Codziennie."
Uwielbiam wspierać firmy które robią coś z miłości, pasji a nie tylko dla zysku. Josh jest właśnie taką osobą wkłada to naprawdę całą energię i miłość, po jego pracy widać, że to jego ogromna pasja i robienie tego sprawia mu satysfakcję. Fajnie wspierać takich ludzi toteż cóż przyszło mi tylko popędzić Was do testowania, kupowania tych kosmetyków bo naprawdę warto. WARTO!!!
Kosmetyki są chociażby do dostania na stronie COLIMA-kosmetyki dostępne od ręki w Polsce, ale również na Cult beauty.
środa, 19 grudnia 2018
DLACZEGO WARTO PIĆ ZIOŁA?
Pamiętam jak niegdyś śmiałam się z mojej babci, że pije napary- z reguły były to herbaty liściaste-przesiewa jakieś fusy jakby nie mogła chwycić za herbatę w torebce. Teraz nie wyobrażam sobie życia bez herbaty sypanej, liściastej takiej prawdziwej gdzie jej smak jest o wiele bogatszy, prawdziwszy i świetnie działa na nasz organizm. Ale prócz zielonej i białej herbaty piję różne zioła które u nas są dosyć kontrowersyjne. Wszyscy się zawsze śmieją gdy wspominam, że pije skrzyp polny, rumianek czy pokrzywę..
Zioła mają naprawdę magiczną moc i są od tysięcy lat wykorzystywane w medycynie naturalnej. Potrafią one wyleczyć przeziębienie, złagodzić dolegliwości trawienne, zwalczyć trądzik...wiem większosci z Was takie leczenie naparami kojarzy się z jakimiś szamanami którzy robią pranie mózgu. Wszystko rozumiem ale zioła jako dodatek do zbilansowanej diety potrafią zdziałać cuda.
W ziołach znajdziemy bombę antyoksydantów, minerały i witaminy, toteż te mieszanki oczyszczą ciało z toksyn a co za tym idzie nadadzą cerze, włosom i paznokcia siłę i blask.
Wzbogacenie codziennej rutyny o zioła doda Ci również ogrom energii każdego dnia i doskonałe samopoczucie.
HIBISKUS
To istny eliksir młodości, w herbatkach na urodę zawsze znajdziecie hibiskus. Posiada w sobie sporą dawkę witaminy C, polifenole, kwas cytrynowy oraz jabłkowy. Jeśli macie cerę naczynkową szczególnie Wam polecam ten napar ponieważ łagodzi podrażnienia i pielęgnuje skórę od środka. Tak napar z hibiskusa również pomaga w odchudzaniu, obniża poziom złego cholesterolu oraz zwalcza wolne rodniki dzięki zawartości przeciwutleniaczy.
Bo piękna cera to nie tylko zasługa drogich kosmetyków a aktywności fizyczna, zróżnicowana dieta, suplementacja oraz zioła...bo nie wystarczy nałożyć maseczkę z dobrym składem na twarz by cieszyć się piękna skórą.
MIĘTA
Kiedy po nią sięgamy? Z reguły kiedy doskwierają nam dolegliwości trawienne. Bo tak napar z jej liści wspomaga trawienie i łagodzi ból ale nie tylko. Zawarte w nim olejki eteryczne posiadają działanie przeciwwirusowe a przez to, że herbata chłodzi organizm jest idealnym napojem na upalne dni. A mięta dodatkowo zmniejsza apetyt na słodycze.
KOPER WŁOSKI
Każda mama zna tą herbatkę, no kto z nas za dziecka nie poczuł smaku kopru włoskiego. To naturalny środek wzmagający laktację ale i rozkurczowy lek na niemowlęce kolki. Jednak to nie jedyne zalety tej rośliny. Napar z niego działa odprężająco na układ nerwowy oraz jego picie skutecznie redukuje stres dzięki właściwością antyseptycznym. Olejki eteryczne odświeżają jamę ustną i podkręcają metabolizm toteż warto go pić po posiłku.
RUMIANEK
Rumianek to antidotum na problemy ze snem gdyż rozkurcza on mięśnie i koi zmysły, wprowadza nasze ciało w stan relaksu. Roślina ta jest pełna witaminy C, soli mineralnych, związków kumarynowych oraz antyalergiczny chamazulen. Mieszanka ta genialnie wpływa na stan skóry dzięki temu zapewnia szybkie gojenie ran oraz łagodzi stany zapalne. Płukanka z herbaty rumiankowej stosowana na blond włosy je rozjaśnia i pozostawia słoneczne, wakacyjne refleksy-ale to chyba każdy wie.
POKRZYWA
To moja królowa wśród ziół. Nie wyobrażam sobie dnia bez niej. Suszona pokrzywa jest sekretem nieskazitelnej cery wielu modelek, dodawanie jej do koktajli(sproszkowanej wersji) daje taką samą moc antyoksydantów co jęczmień czy trawa pszeniczna. Pokrzywa doskonale wzmacnia włosy, oczyszcza cerę z trądziku i zwalcza stres(głównie dlatego oczywiście ją pije :D). Napar z jej liści posiada silne działanie moczopędne co za tym idzie przyśpiesza detoks organizmu i sprzyja lepszej przemianie materii.
MORWA
Napar z morwy to bogactwo witaminy B która pozytywnie wpływa na nasz nastrój, lepszą pracę mózgu oraz obniżenie złego cholesterolu. Taki napar również działa antybakteryjnie i sprawdza się jako naturalny środek przeciwgorączkowy oraz wzmacnia nasz organizm gdy dopadną nas gorsze dni. Pij morwę w ciągu dnia a dzięki temu zmniejszysz łaknienie na słodycze, poprawisz metabolizm oraz wzmocnisz swoją odporność.
A Wy jakie ziółka popijacie??
środa, 12 grudnia 2018
FRIDGE 4.4 FACE THE GREEN.
Jeśli obserwujecie mnie od jakiegoś czasu mogłyście już zauważyć, że w moich recenzjach/opiniach/ulubieńcach czy zakupach jakie przedstawiam Wam na swoim instagramie nie pojawiają się kremy do twarzy. Nie lubię ich toteż nie pojawiają się w mojej pielęgnacji. Z reguły przeraża mnie konsystencja kremu-kremowa, ciężka, wcale nie otulająca a wręcz oblepiająca i zapychająca albo tak lekka, że nic nie robi. Nie raz mi się zdarzyło, że mimo idealnego składu krem mnie zwyczajnie zapychał i żyłam potem z kaszką pod skórą którą musiałam wyciągać na wierzch i wtedy usuwać pryszcze(okropny opis ale prawdziwy). Wysuszanie pryszczy to jeszcze nie jest taki problem ale usuwanie blizny po nim-masakra. Poza tym nie wierze w te wszystkie obietnice producentów, że krem zrobi jeszcze więcej od olejku...ja jestem fanką olejków i serum i tak pozostanie chyba już zawsze.
Okłamałam Was bo jest jeden krem. Krem nad kremami który ubóstwiam i bez którego nie wyobrażam sobie zimnych miesięcy.
Jak Wiecie moją jedną z ukochanych firm jest nasze rodzime Fridge-kosmetyki tak świeże, że trzeba trzymać je w lodówce. Dosłownie pokarm dla skóry. Marka nie płaci mi za reklamowanie jej ...każdy produkt który kupiłam i testowałam ubóstwiam po prostu. Wiecie zapewne, że FF to wręcz pożeram i zawsze będzie ze mną, różany krem po oczy również...ale i tonik różany, żel do mycia ciała...koniec bo dziś o kolejnym wspaniałym kosmetyku chciałabym Wam opowiedzieć.
Krem 4.4.face the green pojawił się w moich ulubieńcach roku 2017 a więc to znaczy wiele. Aktualnie zużyłam drugie opakowanie-jak wspominałam wcześniej lubię go stosować jedynie na przestrzeni jesieni/zimy. Bo to bardzo odżywczy krem...ale od początku.
Mam skórę delikatną, wrażliwą, cienką a co za tym idzie naczynkową-a ta skóra nie znosi mrozu, zmieniających się temperatur-raz zimno a raz ciepło-toteż zawsze kończę z czerwonym nosem i policzkami. Nie używam również podkładu a jedynie FF a więc nie ma nazbyt dużej bariery między moją skórą a warunkami atmosferycznymi. Olejki w tej kwestii nie dawały sobie rady i cóż musiałam czegoś poszukać. Nie chciałam niczego nowego a więc zaufałam marce Fridge i się nie zawiodłam.
To dyniowy mistrz regeneracji-jak piszę Fridge- i ja się pod tym podpisuje. To regeneracja w słoiczku.
Krem dedykowany jest cerze bardzo suchej-moja sucha ale zimą podwójnie-wrażliwej i skłonnej do podrażnień czyli idealnie JA. Jest w przepięknym zielonym kolorze dzięki olejkowi z pestek dyni który gra w tym kremie pierwsze skrzypce i dla mnie właśnie pachnie delikatnie miąższem z dyni i właśnie pestkami-choć ja inaczej odczuwam zapachy.
W konsystencji krem jest zbity, bardzo odżywczy i natłuszczający a więc jeśli nie lubicie efektu "tłustej" skóry zaaplikujcie go 10 minut przed robieniem makijażu. Ja jestem wariatką i jeszcze dodaje do tego kremu dwie kapki olejku z dzikiej róży-dla efektu WOW bo ja lubię efekt tłustej skóry.
Krem ma bardzo silne działanie nawilżające ale i regenerujące-w tamtym roku przy -15 stopniach zdarzało mi się wychodzić z domu bez makijażu a jedynie z tym kremem i nic mi nie popękało, nic się nie przesuszyło...zero suchych skórek a więc naprawdę działa.
Krem właśnie dlatego iż posiada w składzie zimnotłoczony olej z dyni to istne bogactwo wielonienasyconych kwasów tłuszczowych które uszczelniają naszą naturalną barierę naskórkową ale i kolejnym cudownym składnikiem owego oleju są fitosterole które odtwarzają ochronną barierę hydrolipidową-którą sami lubimy naruszać. A więc skóra poniekąd sama się chroni i nie reaguje tak bardzo źle na niską temperaturę czy chociażby śnieg. W składzie również masło kakaowe, masło shea i mocznik-a jeśli mocznik to świetne zmiękczenie skóry co za tym idzie skóra po aplikacji kremu jest gładziutka i mięciutka. Ekstrakt glicerynowy z lnu działa kojąco a olej z rumianku łagodzi wszelakie podrażnienia.
Krem jest niezwykle wydajny ale ważny jak większość kosmetyków marki tylko przez 2.5 miesiąca...ja jednak tego kremu używam również jako taka szybka maseczka regenerująca gdy z moją skórą jest źle czyli jest cała czerwona a co za tym idzie podrażniona.
oto cała lista składników:
Aqua, Glycerin, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Theobroma Cacao Seed Butter, Cetearyl Olivate, Cucurita Pepo (Pumpkin) Seed Oil, Sorbitan Olivate,
Butyrospermum Parkii (Shea Butter) Fruit, Urea, Citrus Grandis (Grapefruit) Seed Extract, Anthemis Nobilis (Chamomile) Flower Oil, Linum Usitatissium (Flax) Seed Extract, Limonene*, Linalool*, Geraniol*, Citronellol*
Krem mnie nie zapycha-to najważniejsze- nie pozostawia uczucia lepkości na skórze, nawilża skórę przez cały dzień i dobrze sprawdza się również do rąk-wiem, bo wcieram resztkę właśnie w tą część ciała i moje dłonie są wdzięczne. Sądzę, że marka Fridge zrobiłaby chyba krem do rąk który byłby moim ideałem <3
Krem kosztuje 187 zł/30 g i moim zdaniem szczególnie zimą nie ma co oszczędzać na dobry krem. A więc tak krem jest wart tych pieniędzy i już zawsze będzie ze mną w zimne miesiące-no chyba, że zamieszkam na bezludnej wyspie ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)













