czwartek, 12 maja 2016

Kosmetyczna lista zakupów-olejek do demakijażu, naturalna baza pod makijaż, naturalny filtr przeciwsłoneczny, woda perfumowana, cienie do powiek oraz cudowny balsam do ciała.



Wiosna i lato to te pory w roku kiedy stawiamy na naprawdę niewielką ilość makijażu toteż na mej liście pojawiają się typowe dla tych pór roku produkty. Balsam do ciała który wyrównuje koloryt skóry, naturalny filtr przeciwsłoneczny, wodę perfumowaną ,złoty cień do powiek w kremie oraz...delikatny różowy cień. 
W tym roku postanowiłam ocieplić swój wizerunek i moją ukochaną czerń schowałam głęboko w pudła. W mojej szafie przeważają ubrania w kolorze biały i niebieskim toteż postanowiłam "zaszaleć" i z makijażem. O ile ja w ogóle to potrafię. :D
Dziś chce Wam przedstawić moją małą listę produktów które w najbliższym czasie pragnę zakupić..




























1. Kjaer Weis, eye shadow Angelic- to totalna nowość która mnie urzekła od razu. Kjaer Weis wypuściła ten kolor specjalnie z myślą o wiośnie. Delikatny, dziewczęcy,beztroski...  Czyż nie jest cudowny?

2. RMS Beauty, eye polish Solar- gdy zrobiłam detoks swojej kosmetyczki zrozumiałam że nie mam żadnego złotego cienia w swej kolekcji a on świetnie nadaje się właśnie w tym ciepłym okresie. Szczególnie gdy delikatnie się opalę, pięknie podkreśla opaleniznę.

3. Prtty Peaushun, wyszczuplająco-wygładzający balsam do ciała- ten produkt jest uwielbiany przez gwiazdy. Używa go między innymi: Cameron Diaz czy Paris Hilton przed wielkimi wyjściami. Produkt ten wygładza teksturę ale i koloryt naszego ciała kryjąc różnego rodzaju pajączki, siniaki czy blizny pomagając im się goić. Cudowny produkt który muszą przetestować.

4. Fridge, woda perfumowana frozen lotus-uwielbiam markę Fridge. Za to że ich kosmetyki są w 100% naturalne a poza tym że po prostu są polskie. To cudowne że mamy tak cudowne rodzime marki. Uwielbiam ich krem pod oczy 1.4 eye cream oraz wodę perfumowaną sugar&tea teraz czas na coś bardziej letniego. Delikatnego i orzeźwiającego a jako że nie mam nic takiego w swej kolekcji postanowiłam postawić na zapach mrożonego kwiatu lotosu z dodatkiem mięty, rumianku oraz kroplą tulipana. Brzmi kusząco prawda?

5. Tata Harper, Nourishing Oil Cleanser- mój demakijaż składa się z trzech etapów: najpierw olejek, potem mydełko i Foreo Luna po czym tonik. Od ponad półtora roku bez przerwy stawiałam na olejek do demakijażu firmy Resibo-kolejna cudowna polska marka którą polecam z całego serca. Produkt ten jest niezwykle wydajny, w 100% naturalny i dosyć tani. Ale tym razem postanowiłam wypróbować olejek firmy Tata Harper który z olejku pod wpływem wody zamienia się w mleczko i przepięknie pachnie.

6. Vapour Organic, Stratus Instant Skin Perfector 902- to baza w formie sztyftu która może do najtańszych nie należy ale nie zawiera silikonów i jest w 100% naturalna. Daje piękne wygładzenie skóry oraz redukuje zaczerwienienia i uspokaja skórę dodatkowo dając jej zdrowe rozświetlenie. Po zamówieniu próbki i użyciu raz tego produktu zakochałam się w nim.

7. Suntegrity, "5 in 1" Natural Moisturizing Face Sunscreen Spectrum SPF30 -wiem, wiem doskonale że filtr przeciwsłoneczny używac trzeba cały rok właśnie przez jesień i zimę stawiam na kremy tonujące z filtrem teraz jednak używam podkładu firmy Sappho w którym nie ma filtra a poza tym używam olejki naturalne które w sobie zawieraja mniejszą lub większą ochronę. W tym roku postanowiłam postawić na naturalny filtr i bardzo, bardzo chciałabym po testować ten  z firmy Suntegrity-który daje ochronę przeciwsłoneczną dodatkowo świetnie nawilża i posiada kolor , niestety nie jest dostępny w Polsce a jedynie w Anglii oraz w USA bez możliwości wysyłki do Polski. :( Cóż w ostateczności kusi mnie ten z firmy John Masters Organics i chyba pozostanie mi go zakupić.


A co wy chciałybyście zakupić w tym słonecznym czasie?


piątek, 6 maja 2016

Co wypryski na twarzy mówią o twojej diecie?



Gdy byłam mniejsza uwielbiałam mleko. W końcu kto pił mleko ten był wielki, hektolitry wlewała we mnie moja babcia oraz mama. Kakao z mlekiem, mleko do placków, do pierogów z jagodami, zupa mleczna, płatki z mlekiem...dodatkowo jadłam wiele jogurtów oraz twarogu. Uwielbiałam nabiał. Teraz go nie jem a wiecie dlaczego? To prosta odpowiedź ponieważ moja skóra ale i organizm nienawidzą mleka.Również nie mogę jeść fast food-ów i żywności przetworzonej. Nawet słodycze w dużej ilości zjedzone przeze mnie wychodzą na wierzch.
Jeśli zawsze myślałaś że te nowe pryszcze na twej twarzy to z powodu kremu to być może byłaś w błędzie.
Bardzo długo zmagałam się z podskórnymi grudkami na twarzy, nic nie pomagało. Moja skóra nie jest problematyczna ale te nieestetyczne grudki które widziałam tak naprawdę tylko ja i wciąż pojawiające się krostki na brodzie.
Postanowiłam się nie poddawać i zaczęłam zapisywać przez dwa tygodnie to co zjadam w ciągu dnia. Dosłownie wszystko-nawet ten okruszek ciasta który tylko skubnęłam. W tych dwóch tygodniach jadłam dużo żółtego sera i piłam mleko.Moja skóra z dnia na dzień była w coraz to gorszym stanie. Gdy odstawiłam nabiał wszystko wróciło do normy. Było pięknie.
Tak oto zadecydowałam całkowicie zrezygnować z nabiału który zamieniłam na tofu oraz mleka roślinne. Czuje się lepiej no i co najważniejsze podskórne grudki zniknęły a wypryski powstają tylko i wyłącznie w czasie "tych dni"-no albo chyba od nieodpowiedniego kremu.
Teraz staram się ograniczyć cukier-ale to już trudniejsze :)


Jedzenie ma ogromny wpływ nie tylko na twą wagę, samopoczucie i zdrowie ale i na naszą skórę. Zła dieta bardzo szybko odbija się na naszej cerze. Twarz jest niczym otwarta księga-można z niej wyczytać wszystkie dietetyczne błędy.





Jakie skutki wywołuje cukier.

Każda z nas kocha słodycze-ja również je uwielbiam. To one najbardziej nas pocieszają, ale powinnyśmy też pamiętać że nam szkodzą. Cukier nie tylko powoduje tycie ale również pozostawia ślady na skórze.

* zwiotczała skóra pod oczami
* bolesne, czerwone wypryski na twarzy
* szara cera
* wyraźnie cieńsza skóra
* zmarszczki na czole

Powód owych objawów: nadmiar cukru w organizmie powoduje niszczenie włókien kolagenowych w organizmie, skóra wtedy traci elastyczność i jest bardziej podatna na zmarszczki. Cukier niszczy dobre bakterie które są niezbędne do działania układu odpornościowego. Dlatego MY miłośniczki słodyczy tak często borykamy się z wypryskami. Prowadzę zdrowy tryb życia, biegam ćwicze odżywiam się zdrowo ale czasami o te parę Oreo zjem za dużo i wtedy borykam się z wypryskami.




Jakie skutki wywołuje gluten.

Białe pieczywo-coś co kiedyś jadło się cały czas i nikt nie miał z tym problemów. Pamiętam jak zajadałam się świeżym chlebem, który był tak przepyszny że można było zjeść cały bochenek samemu. Teraz nie jadam białego pieczywa, ograniczyłam je do minimum i jem tylko pełnoziarniste. Ale dlaczego przez chleb czy makaron na naszej twarzy pojawiają się niespodzianki. Gdyż gluten jest ciężki do trawienia i odbija się to na naszej skórze.

*opuchnięte, czerwone policzki
* ciemne plamy pigmentowe
* wypryski na czole oraz brodzie

Powód owych objawów: dla niektórych z nas gluten jest ciężki bądź niemożliwy w ogóle do strawienia. Jedzony w nazbyt dużych ilościach, może powodować stany zapalne w organizmie, rezultatem właśnie są opuchnięcia oraz zaczerwienienia. Uważaj!!! zaczerwienienia na żuchwie oraz brodzie mogą świadczyć o nietolerancji glutenu.




Jakie skutki wywołuje mleko. 

Masz te objawy? Niestety musisz odstawić mleko, najlepiej całkowicie nabiał.

* cienie pod oczami
* worki pod oczami
* drobne krostki na brodzie
* obrzęk powiek

Powód owych objawów: często są to objawy nietolerancji laktozy. Laktoza, która nie może zostać strawiona, prowadzi do pojawienia się stanu zapalnego, a więc powoduje nadmierne reakcje układu odpornościowego. Mleko dodatkowo stymuluje komórki skóry do większej ilości wytwarzania sebum, co w rezultacie prowadzi do zapchania porów skóry oraz wyprysków.




Jakie skutki wywołuje wino.

Coś co kobiety lubią najbardziej- choć jeśli ja mam być szczera to nie przepadam za nim. Częste picie wina
może głównie pogorszyć stan skóry w okół oczu.

*opadająca powieka
* powiększone pory
* odwodniona skóra ze zmarszczkami na policzkach
* czerwone policzki i nos
* głębokie fałdy nosowo-wargowe

Powód owych objawów: alkohol pozbawia nasz organizm wody i zawiera sporo cukru. Odwodniony organizm zmusza nasze ciało, a zwłaszcza wątrobę do dodatkowej pracy. Przytłoczenie trawieniem alkoholu widać na skórze. Wino dodatkowo sprawia, powiększenie się porów co za tym idzie skóra się wysusza a to prowadzi do pojawienia się głębokich zmarszczek.


poniedziałek, 2 maja 2016

Ulubieńcy kwietnia.



Pomimo iż jesteśmy w połowie majówki ja dzisiejszy, piękny na pomorzu dzień spędzam w pracy. Wolnego czasu jak zawsze nad wyraz mało toteż piszę tego posta w wolnej chwili w pracy. Ulubieńcy to niewątpliwie coś po co chętnie sięgamy, nosimy lubimy mieć przy sobie. Tak naprawdę rzec można że wszystko co znajduje się w mej kolekcji kosmetyków ale i ubrania czy też rzeczy które mnie otaczają są mymi ulubionymi. Wyznaczyć więc tą trójkę którą chce Wam przedstawić było trudno.




Pierwszym jednak ulubieńcem takim spoza kategorii jest piękna pogoda. Oj tak to niewątpliwie coś co daje mi jakże dużo energii na każdy kolejny dzień. Brakowało mi wiosny, tych zapachów jakie zaczynają nas otaczać, tych odgłosów przyrody...coś cudownego. Od razu porzucić można wszelakie grube swetry, ciemne barwy na poczet lekkich, delikatnych i jasnych ubrań. Od razu nasze myślenie staje się o wiele bardziej pozytywne, jesteśmy szczęśliwsi ja osobiście dzięki takiej pogodzie mam więcej energii.



Ale wracając do bardziej namacalnych ulubieńców po pierwsze jest to olejek do którego powróciłam.
po dosyć dłuższym czasie, za którym również bardzo tęskniłam. Jest to olejek po który wcześniej jak i również aktualnie najchętniej sięgam. Lubie w nim wszystko: zapach, teksturę, kolor a co najważniejsze działanie. Mowa tutaj o olejku z pestek śliwki z ministerstwa dobrego mydła(czy tylko ja uwielbiam tą nazwę, nie wiem czemu ale kojarzy mi się z Harrym Potterem :D )
Pamiętam że zakupiłam ten olejek po raz pierwszy w tamtym roku w październiku na prezent, aczkolwiek ostatecznie pozostał ze mną. Kupiłam go z myślą o skórze problematycznej, tłustej i trądzikowej. Zupełnie innej aniżeli moja która jest delikatna, odwodniona i bardzo często podrażniona. Skusił mnie jednak zapach tego olejku-apetyczny,aromatyczny marcepan dodatkowo olejek naprawdę szybko się wchłania i jest bardzo lekki.. Nie jest nazbyt intensywny i w ogóle nie wyczuwalny po wchłonięciu się w skórę. Moja skóra pokochała ten olejek o wiele bardziej aniżeli olej jojoba, arganowy czy z dzikiej róży. Olej ten świetnie nawilża, nie podrażnia a wręcz odbudowuje zniszczony płaszcz lipidowy dodatkowo koi przynosi ulgę mojej skórze,a co najważniejsze oczyszcza moją skórę z wszelkich zanieczyszczeń. Po jego użyciu niewielkie wypryski są zniwelowane wręcz do zera.
Boje się że moja skóra uodporni się od tego olejku a wtedy będę musiała go odstawić.



Kolejny jest produkt który lubię ale przeżyłabym bez niego-jak i również moja skóra. Produkt który niezwykle koi moje zmysły przy czym jest niezwykle kosztowny. Nie ukrywam że zakupiłam go po wypróbowaniu próbki. Niezwykle ciekawiły mnie produkty marki Tata Harper- jest to organiczna, naturalna firma która jest rozsławiona na cały świat. Wszyscy się jednak zastanawiają dlaczego ich kosmetyki sa tak niezwykle drogie. Tata-tak na imię ma założycielka marki-posiada farmę na której rośnie prawie większość roślin jakie wykorzystuje do swych unikatowych kosmetyków. Coś co mnie skusiło jeśli chodzi o te kosmetyki to zapach. Produkty są nafaszerowane naturalnymi olejkami eterycznymi, co niestety nie każdemu może odpowiadać. Cóż koniec o marce, zacznę o produkcie a mowa tutaj o lekkim serum Replenishing Nutrient Complex za którego 10ml musimy zapłacić 200 złotych. Wiem kwota jest astronomiczna. Produkt ma nam zapewnić poprawę kolorytu skóry, wyrównać jej strukturę oraz poziom nawilżenia. Zgodzę się z poprawą kolorytu, mam bardzo wrażliwą skórę i skorą do rumienia się szczególnie po demakijażu, po jakimkolwiek tarciu, te serum koi i uspokaja moją delikatną skórę. Produkt ten pachnie nieziemsko i szczególnie używam go w porze wieczornej, przed snem...koi nie tylko moją skórę ale i zmysły.Produkt ten daje mi coś jeszcze blask którego szukałam w wielu produktach i to nie jest do podrobienia, toteż zapewne będę rozważała ponownie zakup tego produktu. Zamknięty jest w niewielkim szklanym opakowaniu typu roll-on. Arnika w składzie przywraca w skórze równowagę zmniejszając zaczerwienienia i procesy zapalne-świetnie sprawdza się gdy wyskoczy Ci pryszcz natomiast luceryna swiena dotlenia skórę i odżywia ją. Olej jojoba głęboko nawilża i wygładza powierzchnię skóry natomiast pelargonia pachnąca-która pachnie najintensywniej w tym olejku, polepsza jej koloryt. Coś dobrego zawsze musi być tak drogie?




  Na koniec pozostawiłam dwie perełki, coś co kupić chciałam od dawna. Nie zmieniłam jedynie pielęgnacji na naturalną ale również i kosmetyki kolorowe. Kosmetyków nie zakupuje już w drogeriach czy perfumeriach ale przeszukuje internet ażeby trafić na perełki. Tak oto odkryłam markę RMS Beuaty ale i Kjaer Weis-nie pokochałam ich podkładu ale pokochałam prasowane cienie i to z wzajemnością. Również nie należą do najtańszych gdyż za gramaturę 1,2g musimy zapłacić ok.96 złotych. Ja wiem co powiecie że w MAC-u dostaniecie cienie tańsze i zgadzam się z tym ale te nie podrażniają mych delikatnych powiek jak i oczu. Nie zawierają talku,ropy naftowej, parabenów, sztucznych barników i zapachóworaz emulgatorów petrochemicznych. 70% składników tych cieni pochodzi z upraw organicznych, produkty te nie są testowane na zwierzętach. Ja aktualnie posiadam dwa odcienie cloud nine-który idealnie sprawdza się do rozświetlania kącika oraz charmed-który jest jasnym, opalonym brązem. Pięknie wygląda przy opalonej, nawet lekko muśniętej słońcem skórze. Cienie są niezwykle jedwabiste i mają jak na cienie "naturalne" naprawdę dobrą pigmentacje, aby ją pogłębić wystarczy nałożyć cień na powiekę mokrym pędzelkiem. Nie osypują sie i dobrze blendują, nie tworzą plam. Ciesze się ze Kjaer Weis głównie skupiła się na odcieniach ziemi- gdzie górują odcienie brązów.
Ulubieńcem również niewątpliwie jest moja Z palette w której przechowuje cienie :)


A co zawładnęło waszym sercem w minionym miesiącu???


poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Moja kolekcja kosmetyków kolorowych.



W dzisiejszym poście postanowiłam otworzyć przed Wami moją kolekcję kosmetyków kolorowych i podzielić się moimi opiniami na ich temat-gdyż nie każdy z nich jest mym ulubieńcem wiele z nich się nie sprawdziło-ale spokojnie już znajdują nowe domy.



Jestem minimalistką-minimalizm wcale nie oznacza że musimy posiadać jeden podkład oraz tusz do rzęs.Jeśli korzystasz z nich możesz mieć i nawet pięć tuszy i co dzień korzystać innego. Nie ograniczam się, kupuję to na co mam ochotę jednakże ówcześnie sprawdzając skład danego kosmetyku oraz dowiaduje się czy owy kosmetyk nie jest testowany na zwierzętach. To bardzo dla mnie ważne. Nie ukrywam, że nie wszystkie zakupy były strzałem w dziesiątkę. Niektórych wyborów żałuje, ale bardzo często nie używane kosmetyki oddaje siostrze czy odsprzedaje. Nigdy niczego nie wyrzucam-chyba że już jest po terminie przydatności.
Uwielbiam mieć duży wybór jeśli chodzi o podkłady jak i o cienie do powiek. Na co dzień natomiast nie korzystam z bronzera, tuszu do rzęs oraz nie przepadam za produktami do ust- nie licząc balsamu ochronnego.
Ale dziś nie o produktach do pielęgnacji ale o kosmetykach kolorowych. O tych kosmetykach które my kobiety tak uwielbiamy.




Po pierwsze baza...
Nie jest u mnie wymagana ale lubię ją mieć gdy mam jakieś ważne wyjście. Przed detoksem mych kosmetyków uwielbiałam bazę firmy Benefit  the porefessional- która była cudowna gdyż nic tak nie wygładzało mojej skóry i nie wypełniało porów. Ale to zasługa silikonów, toteż pare miesięcy temu zużyłam ostatnie opakowanie i rozstałam się z nią. Aktualnie w posiadaniu mam bazę "rozświetlającą" firmy 100% pure ale nie wiem czy mnie wystarczająco urzekła. Posiada w sobie drobinki, które są niezauważalne na twarzy ale są, poza tym nie daje jakiegoś wielkiego efektu rozświetlającego a dla mnie bardziej matujący-zawiera krzemionkę. Ładnie za to nawilża i wygładza, pomimo iż ma bardzo zdrowy skład a co za tym idzie nie posiada silikonów pozostawia skórę niezwykle miękką i gładką. Podkład wygląda nałożony na nią wrecz nieskazitelnie. 
Ja jednak szukałam czegoś co daje większy efekt glow a nie mat. 


Kolejnym-wymaganym już u mnie krokiem jest podkład.
 Gdybym miała wybrać tylko jeden kosmetyk kolorowy byłby to właśnie podkład. Dlaczego? Wcale nie dlatego że ukrywam pod jego warstwą swoje prawdziwe "ja". On chroni moją delikatną skórę od zanieczyszczeń, kurzu, toksyn, chroni przed wiatrem i słońcem. Ja traktuje podkład jako delikatną barierę ochronną. Mam wrażliwa i delikatną skórę na twarzy więc podkład jest mi potrzebny. Z reguły używam delikatnych kremów czy też podkładów. Tak naprawdę dwa z pięciu podkładów nie sprawdziło mi się i już szukają nowych domów. Jeden jest na większe wyjścia natomiast dwóch używam na co dzień.

Complexion Rescue Bare Minerals jest moim ulubieńcem roku 2015. To jest produkt którego szukałam. Delikatny, nawet dobrze kryjący, nawilżający, rozświetlający, nie zapychający i bardzo, ale to bardzo wydajny. Gdy coś złego dzieje się z moją skórą(suche skórki, wypryski itp) wiem że gdy go nałożę mimo wszystko moja skóra będzie wyglądać pięknie. To jest produkt który zawsze musi być ze mną. Aktualnie zużywam drugie opakowanie i zakupie zapewne kolejne.
*Kolejnym ulubieńcem jest produkt niedostępny w Polsce stacjonarnie-od czego jest internet-nie należy również do tanich ale jest to świetny produkt. Cover FX Custom Cover Drops jest to czysty pigment w kropelkach, używam go w szczególności gdy ma przed sobą wielkie wyjście i zależy mi na gładkiej, nieskazitelnej po prostu cudownej skórze. Nie polecałabym go nakładać samego na suchą skórę-ja łącze go z complexion rescue- i efekt jest przecudowny. Utrzymuje się całą noc na twarzy, nie waży się i nie roluje. Mój must have jeśli chodzi o cos bardziej kryjącego-ale w połączeniu również z kremem możesz stworzyć za jego pomocą lekki krem BB.

Teraz produkt który jest pomiędzy lubię go i nie lubię do końca. Jest to produkt firmy RMS Beauty un cover-up. Podoba mi się w nim jakże czysty skład, te słodkie malutkie opakowanie, fakt iż produkt jest wydajny ale nie odpowiada mi w nim olej kokosowy którego moja skóra nienawidzi. No i wykończenie nie każdemu może odpowiadać gdyż jest wręcz tłuste. Lubi również uwidaczniać suche skórki o których w ogóle nie miałaś pojęcia. Mimo to daje naprawdę świetne krycie, jeśt bardzo dobrze napigmentowanym produktem-jak każdy produkt firmy RMS Beauty, uspokaja wszelkiego rodzaju wypryski...gdyby nie ten olej kokosowy w składzie kochałabym owy produkt.

Teraz pozostały kosmetyki które się u mnie nie sprawdziły, co nie oznacza że są produktami złymi. Pamiętajcie że każdy z nas ma inną cerę oraz inne wymagania co do produktu.
Pierwszym jest podkład firmy 100% Pure healthy skin foundation. To bardzo gęsty, kremowy podkład który daje satynowe wykończenie. Bardzo dobrze kryje jednakże przesusza moją odwodniona skórę. Jest głównie przeznaczony dla skóry mieszanej oraz tłustej. Posiada w swoim składzie jedynie naturalne składniki oraz barwniki z owoców. Mam do odsprzedania owy podkład o tutaj

Kolejny jest podkład z którym wiązałam wielkie nadzieje, był wielce zachwalany na różnych blogach czy na youtube. Postanowiłam że spróbuje i ja pomimo iż owy podkład jest niezwykle drogi- ok. 290 złotych, dodatkowo niedostępny w Polsce. Mowa tutaj o podkładzie firmy Kjaer Weis. Produkt niezwykle luksusowy ale nie dla każdego, na pewno nie dla skóry suchej. Tak jak i podkład RMS Beauty ten podkład posiada w swoim składzie olej kokosowy-po paru dniach jego użytkowania pod rząd pod moją skórą pojawiają się podkórne zaskórniki, jest niezwykle suchy, pod wpływem ciepła naszych palców rozstąpią się i można go aplikować na twarz. Uwidacznia suche skórki o których nie miałam pojęcia, posiada świetne krycie, ma dobrą pigmentację i sadzę że będzie ideałem dla cer tłustych jak i mieszanych. Zapakowany jest w piękne metalowe opakowanie- które dobre nie jest do noszenia w torebce gdyż jest niezwykle ciężkie. Mam do odprzedania owy produkt tutaj



Kolejny krok u mnie to korektor który jest wymagany pod oczami jak i na niespodzianki-wolę ukryć poszczególny element mojej twarzy aniżeli całą twarz zapychać ciężkim podkładem.
Muszę posiadać dwa korektory-jeden kremowy natomiast drugi bardziej rozświetlający do rozświetlania okolic pod oczami oraz szczytu nosa.
Jako pierwszego używam korektora w formie kremu. Nakładam go pod oczy przed użyciem podkładu.
Aktualnie używam korektora firmy 100% Pure long lastin concealer-który ma naprawdę zadowalające krycie. Wole jednak nakładać go po użyciu kremu pod oczy, gdyż lubi delikatnie przesuszać moją delikatną skórę pod oczami a poza tym ładniej wygląda gdy skóra pod oczami jest nawilżona.

Korektor w kremie natomiast firmy Bare minerals nie potrzebował nawilżenia przed nałożeniem gdyż w moim mniemaniu jest bardziej kremowy aniżeli ten z firmy 100% pure. Zdenkowałam w tamtym roku owy produkt i tak go pokochałam że zakupiłam kolejne opakowanie jednak Sephora nie oferuje najjaśniejszego odcienia i zakupiłam nieodpowiedni. Niezwykle żałuje. Korektor odsprzedaje tutaj

Kolejny korektor to moje uwielbienie, odkrycie roku i wielki ulubieniec. Mowa tutaj o korektorze wygładzająco-rozświetlającym firmy Yves Rocher. Zużyłam już chyba z cztery opakowania tego kosmetyku. Nie znalazłam jeszcze wystarczająco dobrego zastępcy tego korektora, tak więc wciąż go katuje i sadzę że tak już pozostanie. Uwielbiam efekt rozświetlenia toteż sięgam po podkłady dające efekt glow, korektory, uwielbiam rozświetlacze oraz cienie do powiek. Dla mnie cera rozświetlona to cera zdrowa. Może tak mi się kojarzy gdyż jako posiadaczka skóry wręcz odwodnionej moja skóra jest matowa.
Ten korektor wygładza miejsce pod oczami, ukrywa rozszerzone pory no i rozświetla, dzięki niemu spojrzenie jest od razu świeższe i zdrowsze. Wyglądam promienniej, no i ten piękny beżowy kolor.



Pora na kosmetyki do brwi i rzęs. Nie ma tego nazbyt wiele-czarna kredka, duralline, tusz do rzęs i transparentny żel do brwi.
Czarna kredka do oczu to coś czego nazbyt często nie używam ale musi być. Tak dla bezpieczeństwa na jej temat nazbyt wiele nie będę się rozpisywała, bo każdy wie do czego służy. Do zagęszczania brwi, można jej użyć jako eyeliner, rozmazać i stworzyć smokey eye, obrysować linię wodną.. Ja zdecydowałam się na ta z firmy Lily Lolo.

Teraz tusz- kosmetyk który używam może z 10 razy w roku, również mam go dla bezpieczeństwa w razie gdy gdzieś mam wyjść- bardziej mowa tutaj o jakiejś imprezie, święcie czy innej szczególnej okazji. Jestem posiadaczką  gęstych, długich i czarnych rzęs na co dzień stawiam na delikatny makijaż nie zajmujący dużo czasu i energii...dodatkowo nie lubię uczucia gdy mam coś na rzęsach no i nie lubię gdy coś mi się rozmazuje. Aktualnie używam maskary firmy Bare Minerals Lash Domination która jest delikatna dla osób które posiadają wrażliwe oczy, daje naprawdę przepiękny efekt wydłużonych i pogrubionych rzęs przy tym nie rozmazując się i nie krusząc. Polecam tą maskarę.

Kolejny produkt to duraline który tak jak czarna kredka jest must have w mojej kolekcji.

Kolejny już produkt używam notorycznie, każdego dnia. Jest to transparentny żel do brwi firmy Lavera i powiecie po co używać czegoś czego nie widać. Jak i rzęsy tak i brwi mam ładne- nigdy nie mam z nimi problemu. Brwi są jednak nad wyraz sztywne i rano każdy idzie w swoją stronę, ten żel pomaga mi je "ogarnąć" i "ugłaskać". Dodatkowo pielęgnuje je i nabłyszcza i przepięknie pachnie. W owym żelu nie ma ani odrobiny chemii, same naturalne składniki. No i jest nie drogi jego cena to ok 35 złotych.



Kolejną kategorią jest niewątpliwie moja ulubiona. Mowa tutaj o cieniach do powiek-o tych kremowych jak i prasowanych. Być może jest ich niewiele(gdyż to tylko osiem cieni) ale niektórzy potrafią żyć i z jednym cieniem. Uwielbiam neutralne kolory, nie szaleje z kolorami, stawiam na klasykę. Potrafię nałożyć jedynie jeden cień na powiekę i jestem gotowa do wyjścia.
Moimi niewątpliwymi ulubieńcami są cienie kremowe firmy RMS Beauty które są świetnie napigmentowane a dodatkowo nawilżają powieki-gdy masz tłuste powieki wystarczy że przed nałożeniem owych cieni nałożysz na powieki puder matujący. Cienie te mają przepiękne kolory, utrzymają się przez cały dzień. Do mojej kolekcji w tym tygodniu dołączy nowy kolor....aktualnie w swym posiadaniu mam odcień Myth oraz Seduce.

Kolejnymi ulubieńcami jesli chodzi o cienie do powiek są te z firmy Kjaer Weis- cienie nie należą do najtańszych gdyż kosztują ok. 90 złotych za pojemność 1,2g ale nie zawierają niklu, talku ani parabenów co odczuwają moje oczy. Należą do wrażliwych i gdy używałam cieni firmy Urban Decay niestety łzawiły a dodatkowo cienie wcale nie wyglądały ładnie na powiekach. Te są genialne. Ich pigmentacja jest naprawdę świetna, nie osypują się, dobrze się blendują i ładnie się łączą ze sobą. Nie tworzą plam i nie ścierają się. Aktualnie ma tylko dwa odcienie-Charmed który świetnie ociepla moje oko oraz Cloud Nine-cień idealny do rozświetlania kącika oka. Mam w planach zakup jeszcze pięciu cieni ale to z czasem.

Ostatnia jest paletka czterech cieni firmy Bare Minerals o nazwie The Truth. Uwielbiam tych cieni używać szczególnie na wielkie wyjścia. Osypują się delikatnie ale to ze względu na to iż są to cienie mineralne. Namiętnie używam tych dwóch cieni u góry- ten jaśniejszy niedługo dobije denka. Nie są matowe ani błyszczące, są delikatne w konsystencji, świetnie zmielone. 


Pora na wykończenie makijażu, rozświetlenie oraz ocieplenie.
Pudru nie używam na co dzień jak i bronzera. Nie lubię, nie potrzebuje i nie chce. Nie potrzebuje efektu a'la Kim Kardashian na co dzień, dla mnie makijaż ma wydobywać nasze naturalne piękno a nie "rysować" nowe.
Kończę puder firmy Make Up For Ever HD Powder- zakupiłam go o wiele wcześniej aniżeli rozpoczęłam detoks kosmetyczny a jakoże to zwykła krzemionka tak naprawdę postanowiłam że go wykończę. Ładnie przedłuża trwałość makijażu, nie przesusza, nie daje również efektu płaskiego matu...naprawdę go lubię.

Kolejny jest bronzer w formie kremowej uwielbianej przeze mnie firmy RMS Beauty burit bronzer. Daje bardzo naturalny, muśnięty słońcem efekt, można nim również delikatnie wykonturować twarz. Jest naprawdę bardzo delikatny toteż nadaje się również dla jasnej karnacji ale o ciepłych tonach. 

Kolejny produkt jest również w postaci kremowej i jest to rozświetlacz niespotykany- RMS Beauty living luminizer. To jest czysta tafla, to jaki efekt daje na skórze jest cudowne. Daje wręcz mokry efekt, jest bardziej chłodny, wręcz srebrny ale firma RMS wypuściła już cieplejszą wersje owego rozswietlacza nazywa się master mixer i już niedługo będzie w mym posiadaniu-nie mogę się już doczekać.
Rozświetlacz nakładam go głównie w kącikach oczu, pod brwiami na szczyt nosa oraz w łuku kupidyna. Tego produktu nie da opisać się słowami.



Ostatnia kategoria to usta-coś bez czego o dziwo potrafię żyć. Gdy widzę ile kobiety mają w swych kolekcjach pomadek, szminek i błyszczyków boli mnie wręcz głowa. Dla mnie najważniejsze jest posiadanie klasycznej czerwonej szminki-w tym przypadku postawiłam na Mac-a w odcieniu Ruby Woo- pomimo chęci nie mogę znaleźć bardziej "zdrowego" zamiennika tej szminki.Matowe szminki firmy Mac nie mają sobie równych gdyż są nie do zdarcia. To idealny odcień czerwieni dla mnie, dodatkowo do tego czerwona konturówka, tutaj akurat firmy Pierre rene. Kolejnym odcieniem jaki musi znaleźć się u mnie to Nude w tej kwestii postawiłam na firmę Too Faced i szminkę La Creme w odcieniu Nude Beach który jest idealnym beżowo-różowym odcieniem do mojej karnacji. Dodatkowo owa pomadka jest nawilżająca i utrzymuje się dosyć długo na ustach.
Kolejny jest jedyny błyszczyk w mej kolekcji firmy ILIA o nazwie White Rabbit. Moim ulubieńcem do niedawna był błyszczyk marki Dior Lip Maximizer-ale gdy skończyłam opakowanie po bardzo długim czasie nie zdecydowałam się na ponowny zakup. Ten błyszczyk szybko "zjada" się z ust, jest niestety nie wydajny ale daje ładny efekt na ustach, nie posiada za dużych drobinek i nie jest lepiący się, daje uczucie nawilżenia na ustach. Potrafię żyć bez błyszczyka a więc nie wiem czy zdecyduje się ponownie na jego zakup.
Na sam koniec produkty bez których potrafię żyć. Lubię je aczkolwiek nie dobrałam kolorów do siebie. Oba produkty są za bardzo różowe, za bardzo cukierkowe. Ja lubię produkty neutralne nie rzucające się za bardzo w oczy.
Pierwszy produkt jest firmy Tarte Cosmetics butter lipstick w kolorze golden pink. Produkt ten jest niedostępny w Polsce. Przed nałożeniem tej pomadki warto wykonać peeling ust- potrafi ukazywać suche skórki, daje fajne uczucie na ustach, chłodzące ale nie nawilża nazbyt dobrze ust. Uwielbiam opakowanie tej pomadki-tekturowe, idealne do recyklingu....nic więcej nie urzekło mnie w niej. Posiadam ją do odsprzedania o tutaj.
Kolejnym produktem do ust jest coś na pograniczu pomadki i błyszczyku. Usta po jego użyciu są błyszczące, nawilżone ale i świetnie napigmentowane. Podoba mi się formuła samej pomadki ale nie kolor. Jest za różowy i za jasny. RMS Beauty w kolorze Honest. Do odsprzedania tutaj.


Jak widzicie moja kolekcja kosmetyków nie jest nazbyt pokaźna a to ze względu na to iż bardzo często robię porządki w toaletce, nie chomikuje przeterminowanych kosmetyków oraz takich których nie używam. Lubię również testować nowe kosmetyki toteż tak naprawdę na dłużej pozostają ze mną jedynie wielcy ulubieńcy. A jak jest z Wami uwielbiacie mieć dużo kosmetyków kolorowych czy też stawiacie na podstawowe kosmetyki?