wtorek, 11 lipca 2017

ZALETY WITAMINY C.


 Jestem wielką fanką witaminy C. Uwielbiam ją w kosmetykach ale i uwielbiam ją po prostu zjadać, bo cudownie działa na moje ciało ale i zdrowie.
Witamina C wzmacnia odporność i pomaga podczas przeziębień ale to nie wszystko.
Dzięki zawartym w witaminie C kwasie askorbinowym wolniej starzeją się nasze komórki oraz lepiej spala się tkanka tłuszczowa dodatkowo to naturalny eliksir młodości który dba o nasz piękny wygląd ale i zdrowie. 


Nie zapominaj o tym ażeby ta cudowna witamina każdego dnia była obecna w twoim jadłospisie czy to w postaci warzyw czy owoców, świeżych soków czy kiszonek a nawet naparów z aronią czy rokitnikiem. 
Witamina C jest ważnym składnikiem wielu kosmetyków ze względu na swoje właściwości rozjaśniające jak i odmładzające, ja jestem wielką fanką kosmetyków z witaminą C i zawsze jest ze mną. 

Osobiście polecam Wam zapoznać się z ofertą marki Liqpharm- LIQC Dermocosmetics która posiada lekkie serum rozświetlające z 15% witaminą C oraz bogate serum z tą samą ilością witaminy. To produkty polskie, nietestowane na zwierzętach z bardzo prostym i krótkim składem. Osobiście używam wersje bogatszą i jestem bardzo zadowolona,ale więcej informacji na jego temat zapewne podam w ulubieńcach czerwca.

 Po pierwsze witamina C wspomaga odchudzanie a to zapewne ważne dla wielu z Nas. Powiem Wam, że warto zaczynać dzień od szklanki wody z cytryną, właśnie swój dzień tak rozpoczynam nie by schudnąć ale dlatego, że ma ona działanie pobudzające organizm, w naturalny sposób dodaje energii lepiej niż kawa. Spożywanie jej już z samego rana w postaci naparu podkręca metabolizm i oczyszcza układ trawienny oraz pobudza nas do działania. Postaw na kwaśne owoce oraz kiszonki pomoże Ci to w procesach spalania tłuszczów a bogata w nią dieta zagwarantuje Ci wymarzoną figurę. 

Po drugie działa przeciwstarzeniowo gdyż jest silnym przeciwutleniaczem i to właśnie dlatego dodaje się ją do większości kosmetyków anti-age. Walczy z wolnymi rodnikami i chroni komórki skóry przed szkodliwym działaniem promieni UV, warto więc stosować wzbogacone w nią serum lub naturalne olejki. Polecam stosować olejek z pestek malin który idealnie pielęgnuje skórę latem i posiada naturalny filtr przeciwsłoneczny.

Witamina C również zwalcza stres i to on jest jej największym wrogiem. Jeśli jesteś ofiarą stresu spożywaj jeszcze więcej produktów bogatych w ten przeciwutleniacz. Zaopatrz się w dziką różę, cytryny, pomarańcze, truskawki, maliny, kiszoną kapustę oraz rokitnik gdyż to właśnie tam znajdziesz najwięcej witaminy C.

Kolejną zaletą witaminy C jest fakt, że zdaniem naukowców pomaga w leczeniu raka, gdyż ma działanie przyśpieszające zabijanie komórek nowotworowych i łagodzi toksyczne efekty chemioterapii.  

Ostatnią zaletą moim zdaniem jest fakt, że witamina C rozjaśnia skórę, gdyż to idealny lek na problemy skórne. Zawarty w niej kwas askorbinowy który zwalcza przebarwienia i wyrównuje koloryt. Dzięki niemu twarz przestanie nosić oznaki zmęczenia i odzyska świeżość i młodzieńczy wygląd. Warto stosować ją zewnętrznie za pomocą kosmetyków ale i domowych kuracji pielęgnacyjnych. Nie musisz wydawać majątku na kosmetyki wystarczy, że dodasz sok z cytryny do maseczek czy peelingów oraz przemywaj nim twarz raz dziennie jak tonikiem.

A jakie Waszym zdaniem są zalety witaminy C? Jesteście również fankami tejże witaminy?



Post nie jest sponsorowany. 

WISHLISTA KOSMETYCZNA.


 Wiecie co lubię w spisywaniu tego co chciałabym kupić? Chociażby że rozsądniej kupuje, zastanawiam się i podejmuje dobre decyzję dzięki temu mało bubli trafia do mojej "kolekcji".

Z ostatniej listy jaka pojawiła się w marcu(tutaj link) udało mi się kupić trzy produkty, jeden natomiast przerzuciłam na późniejszy zakup, zaś z dwóch zrezygnowałam całkowicie z witaminy C od Drunk Elephant ze względu na bardzo wysoką cenę(dostępny tylko na ebay gdy dodałam cenę za produkt, za przesyłkę i cło wyszła mi astronomiczna kwota) zaś z kremu rozświetlającego od Taty Harper ze względu na to iż ten krem w ogóle się u mnie nie sprawdził po zakupieniu próbki i cieszę się, że nie wydałam na niego 380 złotych bo niezwykle bym żałowała wydanych pieniędzy.

Dziś przychodzę z kolejną listą, tym razem jeszcze bardziej przemyślaną i pewną. Każdy z tych kosmetyków zakupie w bliższej czy też dalszej przyszłości.



Po pierwsze produkt zupełnie nowy w asortymencie marki Fridge bo mowa tutaj o żelu do mycia twarz. Żel ma być delikatny o czym mówi już sama nazwa 3.3 good morning face! który posiada w sobie dwa ekstrakty, pierwszy z zielonej herbaty który działa regenerująco i tonizująco, drugi zaś z żeń-szenia który poprawia ukrwienie skóry i ma wpływać korzystnie na jej odnowę. Akurat kończy mi się mydełko do mycia twarzy tak więc sądzę, że będzie to mój pierwszy zakup. Cena to 79zł za 145g produktu. 

Kolejny produkt będzie jedynym kosmetykiem kolorowym który pragnę zakupić w najbliższym czasie(tylko i wyłącznie dlatego iż wykańczam un-cover up)i będzie to korektor od Hynt beauty o nazwie Duet perfecting concealer. Ten korektor jest już kultowy w strefie ekobeauty i mam nadzieje, że będzie idealnym zamiennikiem dla tego od RMS Beauty. Korektor ma być lekki ale dobrze kryjący a dodatkowo ma leczyć i chronić naszą skórę. Pordukt wtapia się w skóre i utrzymuje cały dzień. Kryje całkowicie przebarwienia, trądzik oraz cienie. Korektor posiada bardzo dobry skład i cena nie jest jakoś strasznie wysoka. Koszt to ok. 92 złote.

Na mojej liście pojawi się również jeden produkt do pielęgnacji włosów o którym wspominałam już na Instagramie(do którego obserwowania zapraszam, gdyż to właśnie tam jestem najbardziej aktywna), a jest nim Finishing Treatment od marki Rahua która tworzy genialne kosmetyki. Owy produkt to nic innego jak regenerujący krem do włosów który działa już po pierwszym użyciu. Nawilża, regeneruje, chroni oraz rewitalizuje. Cudo. Cena za 60ml to ok. 199 złotych. 

Kolejnym produktem jest uwaga samoopalacz. Nie należe do osób z jasną karnacją, aczkolwiek nie eksponuje ciała na słońce z braku czasu ale i ze względu na zdrowie. Nienawidziłam samoopalaczy za ich zapach, za to, że łatwo tworzą smugi i opalenizna jaką dawały była nienaturalna. Ale od kiedy odkryłam markę Eco Tan uzyskanie pięknej, delikatnej opalenizny jest możliwe. W tym roku zdecyduje się na zakup Invisible Tan który jest ekologicznym samoopalaczem, delikatnie pachnący wodą różaną i dający naturalny kolor już w 6-8 godzin. Miałam wersję Winter Skin która jest delikatniejsza a teraz chciałabym wypróbować coś "mocniejszego". Te samoopalacze nie tylko nadają kolorytu skórze ale i dodają jej blasku oraz świetnie nawilżają i odżywiają ją. Za 150ml musimy zapłacić od 170 złotych. 

Z tej samej marki planuje również wypróbować peeling do ciała(gdy podam wam kwotę wiem co pomyślicie-"oszalała") z różową solą himalajską. Od jakiegoś czasu sama robię peeling właśnie z tą solą bo świetnie wpływa na moją skórę. Himalayan Salt Scrub od EcobySonya ma intensywnie złuszczać a przy tym pozostawiać skórę czystą, gładką oraz nawilżoną. Walczy dodatkowo z trądzikiem skóry na twarzy(można go stosować również w tym miejscu) ale i na ciele np. na plecach czy ramionach. Wygładza miejsca suche, podrażnione i popękane. Za 175ml musimy zapłacić tyle co za samoopalacz ok. 170 złotych. 

Ostatnie pięć produktów zakupie trochę później aniżeli 5 pozycji wcześniej ze względu na to iż, najpierw muszę wykończyć kosmetyki przeznaczone do danych partii ciała jakie już mam w swojej kolekcji.




Pierwszy jest to krem pod oczy do którego powrócę po już po raz piąty-tak, bardzo go lubię. Mowa tutaj o 1.4 eye od Fridge który świetnie nawilża, regeneruje i odmładza spojrzenie. Krem zawiera dodatkowo filtr UV. To mój idealny krem pod oczy i zawsze do niego wracam. Cena to 165 złotych za 14g.

Drugim produktem na mojej "chciej liście" jest dezodorant już kultowy. A mowa tutaj o produkcie marki Agent Nateur N3. Ten duży dezodorant ma neutralizować nieprzyjemny zapach potu przez wiele godzin, uwalniając przy tym zapach miodu, lawendy oraz eukaliptusa. Ma bardzo przyjemny, naturalny skład dodatkowo wytwarzany jest ręcznie.Cena to ok. 83 złote za 50 gram.

Natomiast trzecim produktem jest nowość od Taty Harper maseczka oczyszczająca Clarifying mask która ma być bronią przeciw niedoskonałością. Produkt przywraca balans skórze, maseczka daje efekt peelingu enzymatycznego, koi zaczerwienienia, walczy z niedoskonałościami a przy tym nie wysusza.
Maseczka jest w pięknym zielonym kolorze dzięki zawartości chlorelli. Cena za 30ml to ok. 290 złotych. 

Przedostatnia jest również maseczka ale tym razem marki Josh Rosebrook- to marka dla mnie zupełnie nowa ale z ilości opinii pozytywnych jakie przeczytałam na jej temat stwierdzam, że warta jest uwagi. A mowa tutaj o Cacao Antioxidant Mask, wiem na pewno, że zakupie wersję mniejszą jej-wtedy szybciej będę mogła wypróbować czegoś nowego. Maseczka ma za zadanie detoksykować skórę, odmładzać ją ale i również oczyszczać ją. Kakao zawarte w maseczce ma pomagać w produkcji kolagenu aby zwiększyć elastyczność i blask. Maseczka ma pomagać w szybszym gojeniu się skóry, uspokajać ją, odżywiać i utrzymywać nawilżenie skóry. Za duże opakowanie ok. 45 ml musimy zapłacić ok. 225 złotych.

Ostatnim już produktem jest Hydrating Accelerator od Josh Rosebrook. Owy tonik ma nic innego jak zadbać o odpowiednie nawodnienie skóry suchej, a nawet łuszczącej się. Owy tonik to toner oraz lekki balsam w jednym. Ma uspokajac skórę, nawadniać ją, pomagać jej w gojeniu ran oraz poprawiać krążenie i ujędrniać. Produkt jest dostępny w Europie ale za taką cenę, że wolę sprowadzić go z Kanady. Koszt to ok. 120 złotych za 120ml.

Jesteście czegoś bardziej ciekawe? Na pewno najszybciej zakupie korektor oraz żel do mycia marki Fridge gdyż wykańczam powoli te produkty, z resztą wyjdzie to z czasem, zapewne dojdą też inne produkty pilnej potrzeby jak szampon, żel pod prysznic ale to w odpowiedni czasie będę Wam przedstawiać. Znacie któreś z produktów jakie Wam przedstawiłam w może są dla Was zupełnie nowe?








czwartek, 6 lipca 2017

ULUBIEŃCY CZERWCA.


Tak, tak kolejny miesiąc za nami a kolejny przed nami. Z tego też powodu przychodzę do Was z ulubieńcami miesiąca czerwca który nie rozpieszczał nas zbytnio pogodą.
Będą trzy produkty, dwa do pielęgnacji twarz(ich zawsze jest najwięcej) oraz jeden tym razem do pielęgnacji ciała.


Zacznę od największej miłości poprzedniego miesiąca, ale i również tego a jest to bowiem LIQCC serum rich 15% vitamin boost-bogate serum rozświetlające z witaminą C. Uwielbiam produkty z witaminą C, bardzo często  znajdowałam je w TkMaxxie w bardzo okazyjnych cenach ale ostatnio się zdarzyło, że nic nie było. Myślałam nad zakupem witaminy C od Drunk Elephant ale nie wydam aż powyżej 500 złotych(cena produktu, koszt wysyłki+cło) za serum które jest tak naprawdę ważne jedynie pół roku. Stwierdziłam, że poczekam może znajdę coś co mnie zainteresuje...no i znalazło się, dodatkowo buteleczkę ze zdjęcia wygrałam w konkursie. Jakie było moje szczęście, ale jeszcze większe było gdy zobaczyłam efekty już po pierwszym zastosowaniu. Serum delikatnie złuszcza i dodaje blasku skórze-to takie zdrowe "glow", wyrównuje bardzo koloryt skóry-świetne jest to serum na wszelakie przebarwienia po wypryskach, nie wiem jak sprawdzi się po przebarwieniach po słonecznych. Serum bardzo szybko się wchłania, nie podrażnia ani nie wysusza skóry. Używam go jedynie wieczorem ale owa witamina C może być również stosowana o poranku(warto wtedy pamiętać o wzmocnionej ochronie przeciwsłonecznej).
Serum jest genialne i polecam Wam je z ręką na sercu a dodatkowo to polska marka no i nie testują swych produktów na zwierzętach. Cena za 30ml to ok. 62 złotych.


Kolejna będzie esencja/tonik Organic Flower Toner  od firmy Whamisa. Mam ją już od jakiegoś czasu ale tak naprawdę polubiłam go dopiero ostatnio i szczerze powiem, że widzę różnicę gdy zaczynam używać owy produkt oraz gdy go odstawiam. Moja wersja toniku to deep rich(ale mamy do wyboru jeszcze dwie original oraz refresh). Tonik w konsystencji jest lekko powiedziałabym żelowy, na pewno cięższy od wody i najlepiej aplikować go ruchami oklepywania w twarz bo tak najlepiej się wchłania.Ja również nakładam go na szyje, dekolt a nawet ramiona. Preparat w głównej mierze ma przywrócić skórze jej naturalne pH, łagodzić stany zapalne(naprawdę uspokaja wypryski które u mnie pojawiają się przed miesiączką) i cudownie ale to cudownie nawilżać. Może nie wchłania się od razu ale jakie uczucie nawilżenia pozostawia...o matko. Zauważyłam, że jego używanie pomaga mi w zwężeniu rozszerzonych porów oraz w wyrównaniu kolorytu skóry, pomaga również-ale sądzę, że to nie jedynie jego zasługa-w redukowaniu delikatnych przebarwień. Cena za 120ml(jest bardzo wydajny) to 149 złotych.


Ostatni już produkt to również moje odkrycie i wisienka na torcie. Mowa tutaj o kokosowym mleczku do ciała od Eco Tan. Jak wiecie, powtarzałam to wiele razy, nie jestem fanką kremowych konsystencji tak więc nie używam kremów do twarzy(jedynym wyjątkiem jest krem pod oczy) jak i również balsamów, mleczek, maseł czy kremów do ciała jednakże ostatnio zauważyła, że nie wystarczająco olejki nawilżają moją skórę ciała która jest problematyczna chwilami wręcz łuszcząca się. Poczytałam to tu to tam i postawiłam na markę której naturalne samoopalacze uwielbiam i którą lubię. Mleczko nie pachnie jakoś nad wyraz pięknie-nie odpowiada mi ten zapach bo to ani kokos(pomimo iż mleczko jest kokosowe)ani aloes...powiem szczerze śmierdzi w moim odczuciu. I źle również się go aplikuje bo bardzo ciężko się wchłania i tworzy smugi przy rozsmarowywaniu go. Poza tymi dwoma, malutkimi minusami świetnie nawilża skórę podrażnioną, odwodnioną i łuszczącą się. Koi podrażnienia, intensywnie wręcz nawilża tworząc na skórze powłokę zabezpieczającą no i co najważniejsze skóra przez wiele godzin po jego aplikacji jest jedwabiście gładka. Można go również stosować na twarz. Mleczko szczególnie pomaga mi w walce z podrażnieniami po depilacji, podrażnienia są mniejsze i w o wiele krótszym czasie po prostu znikają. Produkt jest niezwykle wydajny i sądze, że owa butla pozostanie ze mną przez jakiś czas...a nawet jeśli się skończy to wiem, że do niego powrócę.
Cena za 500ml to ok 170 złotych.

Znacie jakiegoś z moich ulubieńców? A może macie ochotę poznać bliżej? Jakie produkty w czerwcu skradły Wasze serca?






czwartek, 29 czerwca 2017

MAHALO THE UNVEIL.



Dziś recenzja produktu stosunkowo taniego jeśli chodzi o markę Mahlo-tylko 69 euro-produktu który polubiłam ale nie zakupie go ponownie właśnie przez tą stosunkowo "niską" cenę bo uważam, że na rynku są równie dobre produkty w na pewno niższych cenach.


Z marką Mahalo jest taki problem, że nie jest dostępna w Polsce(jak większość cudownych, naturalnych marek), jest w Europie(sklep Alyaka oferuje ich kosmetyki-dostawa jest darmowa), ceny są naprawdę wysokie i niby kosmetyki są dobre to jednak nie jest to wielka miłość.

Z Rare Indigo Balm miałam tak, że z początku widziałam efekty, uwielbiałam przepiękny zapach produktu ale z czasem nie widziałam niczego już na mojej twarzy a zapach już za bardzo podrażniał mój nos.
A z The Unveil-czyli bohaterem dzisiejszego posta jest tak, że dobrze oczyszczał...no i to na tyle.
Ja jestem zwolenniczką podwójnego mycia-czyli pierwszą warstwę zmywam za pomocą olejku czy to balsamu po czym sięgam po produkt myjący. Producent jednak zaleca nam używanie jedynie tego balsamu, ja nie czułam jednak, że wystarczająco oczyściłam swoją skórę(nawet nie chodzi o makijaż bo jego nakładam jak najmniej na twarz ale spędzam cały dzień wśród kurzu który również osiada na mojej twarzy no i w porach).
Ale zacznę może od początku.

The Unveil to skoncentrowany produkt do mycia, w przepięknym słoiczku zaraz po otwarciu zobaczymy przepięknie zielony balsam który po rozsmarowaniu w dłoniach zamienia się w olejek a gdy dodamy do niego wody, zmienia się w mleczko. Istna magia! To pierwszy krok w demakijażu tak więc nakładamy go na makijaż ażeby go rozpuścić i z tym produkt daje sobie radę.

W składzie balsamu znajdziemy biokompatybilne olejki oraz enzymy roślinno-witaminowe które są bogate w przeciwutleniacze to połączenie tworzą delikatny ale skuteczny środek do czyszczenia, łagodzenia oraz wygładzenia skóry pozostawiając przy tym nienaruszoną barierę wilgoci na skórze. I z tym się zgodzę po użyciu balsamu, po jego zmyciu skóra nie była wysuszona ale zauważyłam delikatne zaczerwienienie i to już mi się nie podobało. Wiem, że wiele użytkowników poleca używanie produktu właśnie z tego względu jedynie parę razy w tygodniu, ale ja zazwyczaj mam jeden produkt do pierwszego mycia..nie będę kupowała następnego.


Produkt na pewno jest wydajny. To znaczy w moim przypadku a jak wspominałam już nie mam za dużo do zmywania z twarz tak więc malutka ilość mi wystarczy. Opakowanie 50 ml zużyłam w przeciągu trzech miesięcy.

Co do zapachu i koloru. Przepiękny, zielony kolor zawdzięczamy  zielonej herbacie która również jest w składzie. Zapach natomiast jest świeży ale również niezwykle ostry, czuć mocno zapach cytryny który połączony jest z fragonią, imbirem, kardamonem i pieprzem różowym. Wiem również, że nie każdemu odpowiada ten zapach, ja jednak bardzo długo korzystałam z kosmetyków bezzapachowych i ten zapach mnie nie drażni w żaden sposób.

Produkt pomaga na pewno głęboko oczyścić skórę z makijażu, zanieczyszczeń i brudu, produkt również ma za zadanie delikatnie złuszczać i zmiękczać naszą skórę dzięki zawartości naturalnych enzymów owocowych oraz pomagać nam w gojeniu się skóry.

Nie poleca się zmywać produktu szmatką czy też gorącym ręczniczkiem, gdyż balsam bardzo łatwo zmywa się z twarzy gdy ma się już tylko zwilżone dłonie.


Ten balsam to czysta magia gdyż to balsam, olejek i mleczko w jednym. To kompleks bogaty w oleje i masła dzięki czemu tworzy niezwykle bogatą, miękką oraz lekką konsystencję która wręcz sunie po twarzy niczym jedwab. Balsam równoważy wydzielanie sebum, nawilża i głęboko oczyszcza pozostawiając tym samym skórę oczyszczoną ale i jedwabiście miękką, nawilżoną i nie podrażnioną. Mieszanka olejków eterycznych takich jak cytryna, fragonia, imbir i kardamon pomagał mi osobiście złagodzić stres i napięcie nerwowe po ciężkim dniu w pracy.


Kluczowe składniki w balsamie to:

zielona herbata(matcha)- posiada w sobie przeciwutleniacze oraz przeciwzapalne flawonoidy które pobudzają produkcję kolagenu i odpowiadają za ujędrnienie i rozjaśnienie skóry. Jest dodatkowo bogata w antyoksydanty, enzymy, aminokwasy oraz witaminy i minerały dzięki czemu pomaga stymulować regenerację skóry. Badania kliniczne wykazały, że preparaty zawierające zieloną herbatę zmniejszają skutki uszkodzeń słonecznych poprzez hamowanie wolnych rodników i zmniejszając stan zapalany.

papaja-enzym papaina naturalnie zmiękcza skórę oraz zwiększa odnowę komórkową, oferuje wspaniałe właściwości przeciwutleniające a poza tym to świetna kombinacja węglowodorów, kwasów oraz karotenu. 

wierzba-pozwala na łagodną eksfoliację czyszczenia porów od wewnątrz, usuwając gromadzenie się ropy naftowej(znana wszystkim parafina), zanieczyszczeń, potu, brudu a nawet i krwi oraz innych toksyn. To kwas salicylowy prosto z natury, złuszcza bez podrażnień.

awokado- bogaty w witaminy A,B,G i E świetnie nawilża skórę suchą i zniszczoną

olej makadamia- jest bardzo zbliżony do naszego sebum, bogaty w kwasy tłuszczowe oraz fitosterole jak kortyzon ochronny który pomaga zregenerować skórę oraz ją nawodnić.

Pełny skład:  prunus amygdalus dulci (sweet almond) oil and in-house phytonutrient infusion* [medicago sativa (alfalfa), arnica montana (arnica), calendula officinalis (calendula), symphytum officinale (comfrey), centella asiatica (gotu kola), ocimum sanctum (holy basil tulsi), azadirachta indica (neem), scutellaria lateriflora (skullcap)], persea gratissima (avocado) butter*, macadamia integrifolia (macadamia) oil*, helianthus annuus (sunflower) oil*, jojoba esters, mangifera indica (mango) butter*, theobroma cacao (cocoa) butter*, astrocaryum murmuru butter*, theobroma grandiflorum (cupuacu) butter*, argania spinosa (argan) oil*, cera alba (beeswax)*, ricinus communis (castor bean) oil*, cetearyl olivate (and) sorbitan olivate, non-gmo mixed tocopherols, salix alba L. (willow) bark*, plukenetia volubilis (sacha inchi) oil*, coco glucoside, camellia sinensis (green tea) leaf*, calophyllum inophyllum (Polynesian tamanu) oil*, cucurbita pepo (pumpkin) seed oil* & papain*, lecithin*, montmorillonite (french green clay), citrus lemon oil*, agonis fragrant (fragonia) oil*, elettaria cardamomum (cardamom) oil*, zingiber officinalis (ginger) oil*, schinus molly (peppercorn) oil*, frankincense sacra oil*, melaleuca quinquenervia (niaouli) oil*, citrus aurantium var. bergamia (bergamot) oil*, commiphora myrrh oil*, rosmarinus officials (rosemary antioxidant) extract*, limonene+, linalool+, zingiberene+, gingerol+

I jak zainteresował Was owy produkt czy może też wręcz przeciwnie?