wtorek, 23 kwietnia 2019

ULUBIEŃCY MARCA.



  Marzec był to niewątpliwie miesiąc targów. Pierwszy raz byłam na Ekocudach w Gdańsku i jeśli mam być szczera rozczarowały mnie...ciężki dojazd jeśli chodzi o osoby które nie posiadając prawa jazdy, mała przestrzeń i niestety mało wystawców w porównaniu do ilości jaka jest w Warszawie. Jednakże pojechałam tam z czystej ciekawości i nie wiem czy zdecyduje się pojechać jeszcze raz. No chyba, że dojdą jakieś świetne marki które będę chciała odkryć. Zrobiłam "małe" zakupy i były powroty do kosmetyków jakieś nowości ale nic mnie tak nie zachwyciło jak Bydgoska Wytwórnia Mydła bo wszystko co u nich zakupiłam na targach sprawdziło mi się i już wiem, że będę do tych rzeczy powracała i powracała.


 Po pierwsze cudo nad cuda...genialny kosmetyk który jest bardzo prosty. Bo to będzie mydło ale nie takie byle jakie bo solne. No i powiecie sobie mydło to mydło myje i nic więcej nie robi. Ale te to wymysł jakiegoś geniusza..i całkiem przypadkiem wpadło w moje ręce. Gdy na targach przeczytałam mydło solne do stóp od razu pomyślałam o mojej mamie. Ta chodzi bez skarpetek, a jak chodzi to w takich cienkich jakby w ogóle ich nie nosiła. Ma zawsze problem z twardymi piętami które z czasem pękają i tarkowanie ich nie pomaga. Więc jak zobaczyłam cenę 15 zł pomyślałam co szkodzi, jak nie będzie działać zużyje do ciała. Ale jakaż była rekcja mojej mamy po pierwszym użyciu- "kup pięć opakowań bo boje się, że się wyprzeda". Moja mama uzależniła się totalnie od tego mydła bo nic, nic nie daje takich efektów jak owe mydełko. Skóra stóp już po pierwszym razie była gładka ale po systematycznym używaniu jest porównywalna do miękkości stóp u niemowlęcia-nie żartuje. Spokojnie nie myślcie sobie, że jest to mydło w którym zatopione kujące kryształy soli, to bardziej sól sama w sobie rozpuszcza martwy naskórek, bo tutaj nie ma mowy o zdzieraniu. Ja może nie mam problemów z twardością skóry na stopach, mam miękką skórę aczkolwiek borykam się w z wypryskami na ramionach i plecach a zapobiegawczo używam tego mydła na całe ciało jako peeling. WOW!!!! Mydło przesusza mówię od razu ale jak ładnie wygładza i leczy wypryski. Mi jednak taka jedna kostka tego mydła starcza na 3 tygodnie każdorazowego użytku-2,3 razy w tygodniu na całe ciało łącznie ze stopami(ja jak i moja mama mamy swoje kostki). Ale jest wart tych pieniędzy i czuje, że teraz zamawiając mydło zamówię ich 10-5 dla mnie i 5 dla mamy :D Nawilżanie po tym mydle jest wskazane wręcz ale jest tego wart. Jeśli mam być szczera ogólnie moim zdaniem mydła z Bydgoskiej Wytwórni Mydła są najlepsze jakościowo-moja mama mydłem wege awokado myje włosy bez zakwaszania i bez odżywki i mówi, że są genialne-ale ona ma krótkie włosy  :) I muszę zaznaczyć, że ten post nie jest sponsorowany a wszystkie kosmetyki kupiłam za własne pieniądze.



 Nie mam loków, niestety nie jestem posiadaczką pięknych loków z którymi jest multum pracy ale wiem, że gdybym spięła się i spędzała większość wolnego czasu na pielęgnacji włosów to otrzymałabym przepiękne fale bo posiadaczką włosów prostych i gładkich również nie jestem. Mam włosy wysokoporowate takich których pielęgnacja nie kończy się tylko na szamponie. Ja jednak nienawidzę dbać o włosy, zawsze nakładanie tych olejków, masek, odżywek i innych specyfików mnie drażni i kończę na szamponie. Ale uwielbiam swoje włosy mimo wielu wad i wiem, że mogłyby być jeszcze piękniejsze-bo mam tendencję do falowania a nawet kręcenia a więc dobre wgniatanie żelu i sadzę, że byłby lok. Mój tata ma baranki a ja gdy byłam mała również miałam a więc kto wie, kto wie. Toteż bardzo lubię kosmetyki przeznaczone do włosów kręconych-nawilżające, ciężkie i odżywcze. Żadnych leciutkich konsystencji...ale jeszcze robię to nieumiejętnie bo nie wiem co kiedy nakładać. Ale też nie chce mieć 10 odżywek, 15 masek i stylizatory...chce rozsądnie podejść do włosów.
I oto przedstawiam Wam Zakręcony Box który został stworzony przez Bydgoską Wytwórnię Mydła gdzie jest też w zestawie poradnik od zakręcovni - czyli Emilii która prowadzi świetny kanał na Youtube i jest prześliczną dziewczyną ale jakie ma piękne włosy. To jest istne cudo <3 No i oczywiście musiałam mieć ten box. A tam maska z bananem i spiruliną oraz eliksir do włosów kręconych. Sam eliksir można kupić i kosztuję on wtedy 59 zł ale niestety nie można kupić tej cudownej maski, którą już wykończyłam :(  Totalnie się od niej uzależniłam bo jest genialna.
Ale od początku...olej stosuje co drugie mycie na całe włosy również na skalp, nakładam zarówno na suche włosy czy też na mokre, na odżywkę, na żel aloesowy...różnie go stosuje i za każdym razem włosy są przepięknie gładkie i miękkie, od kiedy regularnie go stosuje widzę, że włosy od dołu zaczynają niepewnie się falować-gdybym je gniotła efekt byłby lepszy. Zmywam owy olej babuszką agafi maseczką drożdżowa a potem myje włosy normalnie szamponem. W składzie oleju między innymi olej archaidowy, olej jojoba i konopny. Świetnie sprawdza się przy moich wysokoporowatych włosach ale tutaj ważna jest systematyczność.


 Co do maski nakładam ją zawsze gdy nie nakładam oleju, przed myciem na zmoczone włosy na całą ich długość-bez skalpu delikatnie wtłaczam ją we włosy i pozostawiam na ok. godzinę czasu. Oczywiście wymywam ją czasami odżywką a czasami szamponem-bo ja nie zawsze używam szamponu na całą długość włosów a jedynie na skórę głowy i włosy przy twarzy. To jest niewątpliwie najlepsza maska jaką daną mi było stosować i widzę po niej efekty-może dlatego, że w końcu jest dostosowania do mojego rodzaju włosów. Włosy są w dotyku miękkie, gładkie ale przy tym również lepiej falują się. No co można więcej napisać o masce? Wybaczcie ale włosomaniaczką nie jestem i jak nad serum do twarzy potrafię się rozpływać tak nad kosmetykami do włosów już ciężej mi to przychodzi. Aaaa maseczka jest koloru zielonego-ale spokojnie nie brudzi-i pachnie takim prawdziwym bananem i spiruliną-ciekawe czy taka papka z banana i spiruliny działałaby tak samo dobrze, jak myślicie?

Cały box kosztuje 119 zł. Chętnie wróciłabym do maski ale nie chce kupować znowu całego box-u bo oleju to mam chyba na cały rok. Bydgoska Wytwórnio Mydła, ładnie proszę wprowadźcie owe maski do stałej sprzedaży ale solo :)


Ostatnią ale wcale nie najgorszą rzeczą jaką chciałabym Wam przedstawić jest coś dla fanek "zero waste" to szczotka do masażu twarzy. Produkt jest w 100% wege i spokojnie może zastąpić peeling twarzy. Szczotkuje ciało na sucho i nie muszę Wam mówić jakie są tego korzyści-od czasu do czasu jednak wykonuje peeling całego ciała bo mam większe problemy z ciałem aniżeli z twarzą jeśli chodzi o pielęgnację, ale za każdym razem przed kąpielą wykonuje masaż. A o szczotkowaniu twarzy na sucho również słyszałam wiele dobrego. I robię to mimo iż jestem posiadaczką suchej, delikatnej i naczyniowej skóry-trzeba po prostu wyczuć szczotkę i wiedzieć jak nią kierować aby nie zrobić sobie krzywdy. Owa szczotka wykonana jest z szczeciny agawy, surowej bawełny(przepiękny woreczek w który szczotka jest opakowana) oraz drewna bukowego- szczotka w 100% jest biodegradowalna. Masaż taką szczotką nie tylko pomaga nam złuszczyć martwy naskórek ale ujędrnia skórę, poprawia ukrwienie ale i zapobiega wiotczeniu. Rano owy zabieg niezwykle pobudza moją skórę i neutralizuje opuchnięcia a wieczorem relaksuje-taki masaż wykonuje raz dziennie od czasu do czasu ale zdarza mi się parę dni pod rząd. Masuje ją okrężnymi posuwistymi ruchami nie dociskając nader mocno szczotki do skóry. Cena to 25 zł.

piątek, 12 kwietnia 2019

ZDENKOWANI III


I trzecia część jednego denka....te kosmetyki zużyłam tak naprawdę już w lutym ale wybaczcie nie zawsze znajduje czas by napisać posta bo mimo zapewnień wszystkich przed zaczynaniem prowadzenia bloga wszędzie powtarzane było, że to takie łatwe i szybkie. Ja z umysłem humanisty nie zawszę mam "wenę" by coś stworzyć. Poza tym dla niektórych to jedyna praca a dla mnie jedynie dodatek do życia. Poza tym moje posty są z reguły długie, bardzo długie i wole raz a porządnie aniżeli rozmieniać się na drobne.

TWARZ



Zacznę od mojej ulubionej partii ciała jeśli chodzi o pielęgnację czyli od twarzy. Wiecie jak bardzo uwielbiam pielęgnację właśnie twarzy i jak wiele czasu jej poświęcam-no i widzicie po zakupach jak wiele kosmetyków kupuje :D

Tonik/mgiełka marki May Lindstrom czyli The Jasmin Garden coś kompletnie nie wartego jakże wysokiej. To była istna głupota, że wydałam na niego aż 330 zł-głupia ja. W tym toniku działa tylko zapach...a tak nie robi nic nader wielkiego. Był to był, nie ma to nie ma...zostawię sobie jedynie to opakowanie bo jest przepiękne. Ocena 1/10-za piękny zapach

Był czas, że marka Omorovicza totalnie mnie oczarowała i chciałam przetestować wszystko z ich linii-no ale nie ukrywajmy to nie są tanie kosmetyki. Zdecydowałam się więc na mniejsze pojemności. Bardzo polubiłam maseczkę głęboko oczyszczającą i na pewno w przyszłości do niej powrócę ale do tych dwóch gagatków już nie. Zapachy tych kosmetyków to jakaś poezja...bardzo ziemste ale czyste, orzeżwiające...bo wiecie, ze te kosmetyki są oparte na węgierskim torfie leczniczym-ale ja ten zapach ubóstwiam. Zacznijmy od Cleansing Foam czyli piance do wyciśniecia-formuła jest genialna bo to taka sztywna, mocno zbita pianka która pachnie bardzo orzeżwiająco. Bardzo odświeża i energetyzuje skórę ale dla mnie mimo wszystko była za mocna. Ale bardzo to fajny produkt i wart zainteresowania a do tego jakże wydajny. Cena to ok. 250 zł/150 ml ocena 8/10. Drugim produktem jest coś czego nie potrafiłam używać a mowa o Moor Cream Cleanser bo ani nie nadawał się do pierwszego mycia ani do drugiego. Ostatecznie zmywałam nim makijaż, jego pierwszą warstwę. Tutaj już czuć było zapach torfu...był w konsystencji bardzo kremowy ale dobrze się zmywał za pomocą owej pianki. O wiele bardziej jednak polecam kupić piankę aniżeli to. Tutaj cena to ok. 270 zł za 150 ml. Ocena 5/10

Pomadka rumiankowa marki Alterra to kosmetyk który jest u mnie  od czterech lat i tego nie mam zamiaru zmieniać.  Ale ja nie aplikuje jej na usta a...na brwi i rzęsy. Olejek rycynowy w niej zawarty działa cuda z moimi naturalnie mocnymi i czarnymi rzęsami i brwiami. Wiem, że jednak nie u każdego działa. Nie oceniam już nawet tego kosmetyku bo nie warto się powtarzać :D

Gdybym miała Wam podać najlepszy kosmetyk do demakijażu-do pierwszego mycia-to byłby niewątpliwie ten kosmetyk. Najlepszy z najlepszych czyli Oil Cleanser od Kahina Giving Beuauty. WOW!!!
I niekiedy słyszę i czytam, że produkt do demakijażu nie ma znaczenia-jak szampon do włosów-bo jest tylko chwilę na twarzy i ma tylko dobrze zmyć...otóż u mnie ma robić też wiele innych kwestii. Nie podrażniać okolic oczu-bo używam go również do powiek-nie przesuszać i nie czyścić tak bardzo, że pozostaje efekt piszczącej skóry. A ma wygładzać i nawilżać skórę jak i dobrze zmywać makijaż. Ten produkt rozpuszcza wszystko nawet tusz do rzęs-którego używam 4-6 razy w roku.
Bezproblemowy produkt, ja z reguły zmywałam go żelem Eco by Sonya i nie pozostawała po nim żadna tłusta warstwa, nic z tych rzeczy. Cena 240 zł/100 ml to być może dużo ale jest bardzo wydajny-ja stosowałam go nieprzerwanie przez 6 miesięcy. Ocena to oczywiście 10/10!!!

WŁOSY


                           
W kwestii tego produktu...cóż byłam niesystematyczna a ostatecznie podałam go dalej. Mowa tutaj o trychologicznym peelingu czystek i czarnuszka do skóry głowy marki Biovax. Moim zdaniem niepotrzebne jest wydawanie pieniędzy na taki peeling bo dokładny masaż skalpu potrafi również działać cuda. Inna sytuacja jest jeśli stylizujecie włosy, używacie suchych szamponów, pianek czy lakierów toteż wtedy moim zdaniem jest to wskazane. Ja jednakże nie stosuje produktów do stylizacji a jedynie oleje/maski/odżywki i szampony. Peeling taki jest głównie polecany dla osób które borykają się z przetłuszczaniem ale również pomaga kosmetykom do pielęgnacji dojść głębiej bo odblokowuje dojścia do mieszków włosowych. Dlaczego robimy peeling twarzy czy ciała? Pod włosami również jest skóra. Kiedyś miałam peeling z Bandi w formie żelu ale tamten kompletnie niczego nie robił ten był już lepszy ale kolejne dwie minuty dodane do pielęgnacji włosów to dla mnie katorga. Poza tym ciężko mi było wypłukać małe nasionka z moich długich włosów..może kiedyś do niego wrócę bo jest w korzystnej cenie(ok. 15-25 zł za 125ml) i naprawdę pomaga włosom mimo wszystko. Gdyby nie moje lenistwo zapewne pisałabym o samych ochach i achach...daje  mocne 8/10.

Biovax maska intensywnie regenerująca bambus i awokado. Szampon z tej serii sobie ukochałam i postanowiłam również przetestować maskę. Wybaczcie ale ja ogólnie nie jestem nazbyt dobra ogólnie w ocenianiu kosmetyków do włosów bo mam naprawdę trudne włosy i zapewne są w "złym" stanie moim zdaniem właśnie przez nieodpowiednią pielęgnację. Zupełnie się nie znam na tych emolientach i proteinach i humekantach -to dla mnie czarna magia. Kompletnie nie potrafię czytać składów kosmetyków do włosów ale wiem, że mam włosy najgorsze z najgorszych bo wysokoporowate toteż nawet gdy są zdrowe wyglądają na zniszczone :D Silikonów nie używam od długiego czasu i wiem, że powinno się zabezpieczać włosy ale nie chce i nie mam zamiaru. Oleje mi wystarczą, dla mnie silikonowe wypełniacze czy to w produktach do twarzy czy włosów są po prostu złe. Dla mnie to była po prostu maseczka tyle. Nie potrafię nawet opisać jej działania bo dla mnie wszystkie działają tak samo-zapewne nie za dobrze ją dobrałam. Z reguły używam masek czy odżywek przed myciem włosów, bo na koniec mycia zawsze nie mogłam ich wystarczająco dobrze wypłukać. Ale też takie nakładanie przed myciem lepiej działa na moje włosy. Ocena 5/10 a co do ceny to jest to ok. 15-30 zł za 250 ml produktu.

CIAŁO



 Wiecie jaką sympatią darze kosmetyki marki Fridge. Mam swoje must have do pewnych kosmetyków do twarzy zawsze powracam tak jakoś omijam kosmetyki do ciała-bo chyba przerażają mnie te ceny. Ja nie jestem w ogóle zwolennikiem wydawania nazbyt dużo na właśnie kosmetyki do tej partii. 2.4 Avocado body nie należy do najtańszych bo za 190 g balsamu musimy wydać aż 227 zł i niestety muszę to powiedzieć ale nie kupię ponownie tego kosmetyku bo moim zdaniem aż tak wysokiej ceny nie jest wart-poza tym był bardzo wydajny i musiałam go nakładać bardzo dużo na ciało ażeby całego go zużyć przed terminem. Ja niekiedy produkt do ciała zużywam przez 6 miesięcy a ten musiałam w 2.5 miesiąca-dodatkowo tak ogromną pojemność. Te opakowanie jest przepiękne-cieżkie, szklane i czarne. Nie mam problemu z kosmetykami w szklanych opakowaniach-to dobre dla naszej Ziemi-ale też nigdzie nie podróżuje a więc nie rozpaczam, że coś by się stało podczas podróży, jak robi to wiele blogerek oceniając produkt. Nawilżał...ale czy zauważyłam jakieś inne właściwości tego kosmetyku chyba większe ujędrnienie i napięcie czułam po balsamie z Resibo którego zużyłam już trzy opakowania i kosztuje o połowę mniej-a nawet i troszkę mniej. Ocena 6/10.

Rata&co probiotic face oil-kupiłam w TkMaxxie nie spodobał mi się i wykończyłam go do ciała-tyle w tym temacie.

 Ciekawe czy Wy również macie taki sam problem z marką Resibo jak ja. Jak raz coś kupię to okazuje się totalnym bublem a kolejny kosmetyk jest wielką miłością. Tak mam z naturalnym kremem do rąk który bezkonkurencyjnie wygrał w kategorii "w miarę przystępnej cenie, naturalny i działający krem do rąk" :D Jest to po prostu najlepszy krem do rąk jaki było mi dane przetestować. Aktualnie stosuje ten marki Eco by Sonya i nie zauważyłam niczego rewelacyjnego a cena to ok 90 zł-niestety szykuje się pierwszy bubel od Sonya :( Ten krem kosztuje 29 zł za 75 ml...jest bardzo odżywczy, bardzo kremowy, pozostawia tłustą powłokę na skóze ale ten krem można zastosować raz na  i nawilżenie utrzymuje się przez cały dzień. Zimą nie było mowy o popękaniu czy suchości bo on przepięknie otulał skórę i nawet popękaną koił. Niestety myje ręce parę a nawet paręnaście razy dziennie i krem u mnie schodzi bardzo szybko-chyba będę musiała kupić coś tak dużego jak żel do mycia rąk i postawić na umywalce w pracy. Krem jak najbardziej na tak, bardzo, bardzo dobry...ocena 10/10 bo nie mam do niego zastrzeżeń.

sobota, 23 marca 2019

ULUBIEŃCY STYCZNIA/LUTEGO.



Włączył mi się ostatnio jakiś minimalizm kosmetyczny...nie chodzi bardziej o zminimalizowanie kosmetyków jakie kupuje ale ilość kosmetyków jakie nakładam na swoją skórę. Dawno nie byłam tak zadowolona ze stanu swojej skóry ale muszę tutaj do czegoś się odnieść. Nasza skóra nigdy, przenigdy nie będzie niczym z photoshopa. Niestety mamy pory które są w większości rozszerzone co sprawia, że nasza skóra nie jest idealnie gładka a poza tym zawsze kolor naszej skóry na twarzy w różnych rejonach będzie się różnił i tego nie zmienimy. Dla mnie najważniejsze jest by skóra była pełna blasku takiego od środka,by była pulchna od nawilżenia i nawodnienia a do tego by szybko się nie czerwieniła i oczywiście wygładzenie również jest priorytetem. Lubie siebie bez makijażu, akceptuje w 100% nawet z czerwonym nosem :D
Powiem Wam szczerze, że mimo iż moja pielęgnacja jest idealna to dieta już nie. Niestety lubię chipsy, czekoladki, pizzę i frytki ale w tym wszystkim jest balans. Z reguły szaleje jedzeniowo przed okresem i w jego czasie a tak czekoladka zdarzy się raz na trzy dni. Ale suplementuje cynk i kolagen i zauważyłam, że również wiele mi to daje. I picie wody ale nie popadajcie w paranoje. Nie jestem fanką sałatek, koktajli z zielonych warzyw, hummusów a nawet nie jadam codziennie awokado. Uwielbiam ryż, makaron, mozzarellę i jem mięso oraz jaja. I zauważyłam gdy dostarczam mojemu organizmowi wszystkiego po trochu skóra, włosy oraz  paznokcie są w świetniej kondycji ale i moje ciało bo nie muszę wcale ćwiczyć nazbyt wiele a moja forma wciąż się trzyma świetnie-ćwiczenia robię z reguły 2-3 razy w tygodniu i medytuje każdego wieczora przed snem.

Ale kosmetyki, ulubieńcy aż dwóch miesięcy bo jakoś nie miałam weny na pisanie posta-przyznaje się bez bicia. Łatwiej i szybciej jest mi po prostu odzywać się do Was na Instagramie, ale nie mogę tam przekazać Wam aż tak dużej treści.

Nie będzie dużo kosmetyków-bo tylko trzy-ale jak najbardziej są one warte zainteresowania z Waszej strony.


Po pierwsze Josh Rosebrook i complete moisture cleanse. Jeśli obserwujecie mnie od jakiegoś czasu to wiecie, że kosmetyki Josh'a uwielbiam i polecam z ręką na sercu. Kosmetyki może i drogie ale warte tych cen i bardzo wydajne. O Josh'u jego filozofii, kosmetykach i o nim samym spisałam post jemu poświęcony z mojej serii ZOOM NA MARKĘ . Ja wiem czego głównie szukamy w produkcie do zmycia makijażu-by to zrobił dobrze, mocno i by skóra piszczała z czystości. Ja już dawno temu odeszłam z takiej metody oczyszczania ma być skutecznie ale moja skóra nawet po zmyciu makijażu wciąż ma czuć się komfortowo a nie na ściągnięta i przesuszoną. Ja wiem, że produkt  do demakijażu i żel do mycia twarzy mają tylko myć ale u mnie takie produkty nie przejdą. Zawsze kończyłam ze skórą wysuszoną na wiór nie tylko ze względu na kosmetyki ale i wodę która leci u mnie w kranie...straszna. Od niedawna zrozumiałam, że wcale po myciu twarzy od razu nie musze sięgać po olejek by nie odpadła mi skóra, że są kosmetyki do zmywania makijażu które od razu dadzą mi nawilżenie albo po prostu nie zedrą jego z mojej skóry. I taki jest ten kosmetyki. Nie chce o nim też nazbyt wiele tutaj zdradzać, bo zapewne gdy będę przy końcu opakowania przyjdę z pełną recenzją ale ja stosuje go jako pierwszy etap zmywania mojego "makijażu". Muszę nadmienić, że ja nie stosuje mocnych podkładów, tuszu do rzęs, róży, bronzerów itp...wszystkie moje kosmetyki kolorowe są w konsystencji kremowej toteż musicie też to brać pod uwagę ale zmywa podkład mineralny a nawet zmywam nim cienie do powiek i nie szczypie w oczy. Jest bardzo komfortowy. Ja z reguły zużywam ok półtorej pompki na jedno mycie "rozkładam" go na całej twarzy dodaje odrobinę wody, masuje i pozostawiam na parę sekund po czym zmywam go żelem do mycia twarzy. Nakładam go zawszę na suchą skórę, na makijaż. Wiem jednak, że ten produkt z reguły używany jest  jako poranne mycie czy też do drugiego mycia. Ja mimo wszystko twierdze, że w moim odczuciu jako drugie mycie nie sprawdzałby się tak dobrze. Duo tego żelu i żelu od Indie Lee to duet idealny. Mogę pokusić się, że to mój najlepszy produkt do zmywania makijażu jaki mi przyszło stosować. Cudo <3 Przyjdę na pewno z jego pełną recenzją-ja lubię zużyć całkowicie produkt a dopiero potem przychodzić z taką rzetelną, prawdziwą opinią. Ale na ten moment ubóstwiam ten kosmetyk.


Gdy tylko do Douglasa weszła marka Kora Organics wpadłam w szał. Marka ta i jej kosmetyki była tak zachwalana w sferze eco beauty, że od zawsze chciałam coś od nich przetestować ale gorzej było z dostępnością i wysyłką do Polski. A nie chciałam sobie zawracać tym głowy. Noni glow face oil miał być przegenialnym kosmetykiem, blaskiem w buteleczce a dla mnie okazał się bublem-bardziej smalcem w butelce który nic więcej nie robi, tak samo z maseczką która jest przeciętna. Ale co do toników mogę polecić o ile chcecie wydać 149 zł za 100 ml. Czy lavender toner jest wart tego wydawania? Nie ale jest fajnym tonikiem który stosuje z reguły podczas wieczornej pielęgnacji bo zapach lawendy- tutaj znajduje się prawdziwa lawenda a nie taka sztuczna jak w większości kosmetyków-niezwykle mnie koi i uspokaja. Ale nie robi niczego poza tym ale przyjemnie się mi jej używało jak i nadal używa.


Tutaj Was zaskoczę bo będzie to próbka kosmetyku. Postanowiłam, że przed zakupem nowych kosmetyków muszę wykorzystać wszystko co mam-nawet próbki. Zawsze podawałam je dalej, zbytnio się nad nimi nie rozwodziłam i nie otwierałam nawet. Próbkę tego kosmetyku miałam już nie raz ale zawsze trafiała do kogoś innego. Gdy otrzymałam ją przy zakupie palety rozświetlaczy od RMS postanowiłam go w końcu wypróbować. I się zakochałam, totalnie. To bardzo odżywczy, silnie skoncentrowany i "tłuściutki" olejek ale nie w konsystencji tylko działaniu. Beauty Oil ma przepiękny pomarańczowy kolor który utlenia się na skórze, zapachem przypomina mi odrobinę olejek pod prysznic marki Isana...trochę rybi ale ja bardzo go lubiłam. Ale to działanie....świetnie nawilżał a nie natłuszczał, odżywiał i regenerował...szczególnie sprawdzał się gdy było zimno za oknem. Raz deszcz, raz śnieg jeszcze do tego wiatr to nie są idealne warunki atmosferyczne dla mojej skóry. Stosowałam go również pod oczy jak i na powieki ale i także na usta-WOW to najlepszy balsam do ust jaki miałam. Mocno zastanawiam się nad zakupem pełnego opakowania bo zrobił na mnie wrażenie oj zrobił. Niestety nie pokaże Wam jak wygląda, bo mam wykończoną próbkę ale możecie go TUTAJ dostać i poczytać sobie o nim. Kosztuje ok. 380 zł za 30 ml-ale taki olejek spokojnie starczy Wam na rok codziennego używania dwa razy dziennie.

sobota, 9 marca 2019

ZDENKOWANI II



 Mimo wszystko nie zużywam dużo kosmetyków. Naturalne kosmetyki dobrej jakości mają to do siebie, że są niezwykle wydajne. Olejki możemy używać nawet rok czasu bo już niekiedy kropelka wystarczy ażeby pokryć całą twarz a kolejna kropelka da radę pokryć naszą szyje i dekolt-pamiętajmy o pielęgnacji również tych partii ciała. Maseczki po pół roku mimo iż jestem ich ogromną fanką i potrafię nakładać je na twarz co dwa dni a nawet i każdego dnia. Nie otwieram nazbyt wielu kosmetyków ale używam ich każdego dnia. Niestety nie jestem fanką detoksu skóry, nie wyznaje zasady "jeden dzień bez pielęgnacji", mimo wszystko nie wierze, że moja skóra szczególnie zimą sama by się zregenerowała i nawilżyła. Mam wrażliwą skórę, suchą a więc dzień bez pielęgnacji po prostu wielce by jej zaszkodził. Poza tym to dla mnie ogromna przyjemność móc nałożyć na twarz ulubiony olejek i następnego dnia obudzić się z piękną skórą. Kompleks mojej skóry twarzy już dawno odszedł w niepamięć i mimo iż nie jest idealna-żadna skóra nigdy nie będzie-to ją uwielbiam. Jest tak pulchna, zawsze nawilżona nie narzekam na podrażnienia, zaczerwienienia a suche skórki już dawno odeszły w niepamięć. Pory również nie są tak rozszerzone i zabrudzone jak niegdyś poprzez częste ale nie za częste złuszczanie. Bo w pielęgnacji ważny jest umiar ale dostosowany do swojej skóry, ale wykluczenie całkowicie pielęgnacji wcale nam nie zapewni lepszej skóry, chyba, że coś nam szkodzi to z automatu wyrzucajmy to do śmietnika-albo bardziej eko podarujmy komuś bo to co nie służy tobie może posłużyć komuś innemu.

Dziś druga część denka-jest tak ogromne, że musiałam je podzielić aż na trzy. Miałam dużo kosmetyków gdzie pozostawały jakieś resztki, toteż postanowiłam je wykończyć a dopiero potem sięgnąć po nowości. Moja skóra nie lubi monotonnej rutyny, każdego dnia takiej samej. Każdego dnia borykam się z innymi problemami, raz wypryski przez zmiany hormonalne czy zjem po prostu za dużo czekolady w ciężki dzień a innego dnia brakuje jej blasku czy nawilżenia. Toteż dwa a nawet trzy olejki są u mnie musem tak samo jak przynajmniej trzy maseczki-choć wszyscy wiedzą, że jest ich więcej. Ja kosmetyków nie chomikuje, nie zostawiam na lepsze chwile, na ważne wyjścia a wykańczam albo się ich pozbywam chociażby oddając Wam. I mimo wszystko ich nie ma aż tak dużo.


TWARZ

Zaczynam od mojej ulubionej kategorii czyli pielęgnacji twarzy a tutaj:


Resibo energetyzująca esencja odmładzająca do typowej esencji jej daleko. Ja nazwałabym ją bardzo lekką emulsją która po roztarciu zamienia się w lepką wodę. Rano wklepana w skórę twarzy bardzo dobrze ją pobudza. Wszelkie opuchnięcia znikają a musicie wiedzieć, że ja wyglądam jak świnka z rana nie tylko pod oczami. Przepięknie pachnie jednakże zapach z czasem już mdli bo jest bardzo perfumowany, dodatkowo ten produkt z czasem się nudzi. Potrzebował trochę więcej chwili do wchłonięcia a ja rano na pielęgnację mam dosłownie pięć minut, zawsze musiałam aplikować coś na niego ponieważ sam niewystarczająco nawilżał, toteż aplikując na niego olejek rolował się pod palcami. Skóra jednak wyglądała przepięknie i mimo wszystko coś czuje, że do niego powrócę....gdyby nie pozostawiał lepiącej warstwy i nie pachniał tak intensywnie. Ocena 9/10 a cena to 99 zł/50 ml nie powiedziałabym jednak, że jest nader wydajny.

Pai bioregenerate rosehip oil uwielbiam. Co tu wiele mówić, zawsze powtarzam, że olej z dzikiej róży to taki olej który powinien mieć każdy. Najbardziej uniwersalny a mimo to świetnie działający. A ten marki Pai ubóstwiam, stosowałam go prawie rok, każdego dnia...dodając do maseczek, kremów, łącząc z innymi olejkami, używając solo. To ten produkt sprawiał, że moja skóra była taka GLOW...bardzo wydajny, bardzo ale to bardzo dobry. Już do niego powróciłam jednakże tym razem sięgnęłam po 10 ml...stosunkowo drogi jak na zwykły olej ale tutaj nie ma żadnych domieszek czy wypełniaczy a czysty olej z dzikiej róży. Ten olej jest niewątpliwie moim olejem życia i będę z wielką przyjemnością do niego wracać 11/10 a co tam a cena to ok. 120-130 zł za 30 ml.
Był w moich ulubieńcach 2018 a wiec to wiele znaczy.

Fridge ff fabulous face nie wiem już nawet które to opakowanie i na pewno nie ostatnie. UWIELBIAM!!!

Fridge 4.5 orange lips wiecie Fridge, że robicie kawał dobrej roboty? Bo to kolejny kosmetyk do którego wracam i widzę różnicę gdy go nie używam, usta już nie są takie całuśne. A niby tylko balsam do ust.


WŁOSY

Wspominałam już Wam, że mimo iż nie znoszę dbać o włosy to byłam zmuszona zacząć to robić. Kiedyś był tylko szampon a moje mycie włosów podwójnie trwało może 5 minut...a włosy sięgają mi już pasa. Teraz jest olejowanie włosów co drugie mycie, stosowanie odżywek/masek przy każdym myciu, nie traktowanie włosów jakimiś mocno wysuszającymi szamponami naturalnymi, stosowanie serum do skóry głowy oraz bardzo częsty masaż, staranie się czesać włosy jedynie gdy są wilgotne-choć nie zawsze dobrze wyglądają- i nawilżanie, nawilżanie...częste nawilżanie a raczej pozostawienie wilgoci we włosach. Nie znam się totalnie na tych całych emolientach czy proteinach, nie umiem czytać składów odżywek czy szamponów, nie wiem jakie mam włosy ale albo wysoko-porowate albo średnio-porowate. Włosy to nie jest mój konik ale uwielbiam długie, pełne objętości, mieciutkie włosy. Im dłuższe mamy jednak włosy tym ciężej z tą objętością a nie chce używać jakiś specyfików na objętość które mam aplikować na włosy przy skórze głowy bo przez to szybciej mi się przetłuszczają. Tak więc często kończę z oklapniętą grzywą :D Nie mam jednak kompleksu włosów i mimo iż niekiedy mam ich dosyć to je uwielbiam, a długie włosy dla mnie zawsze były synonimem kobiecości toteż nie mam w planach drastycznie ich ściąć. Jestem wierna "swojej" fryzurze już 6 lat i tak pozostanie.

Rahua voluminous shampoo mój ogromny ulubieniec niespełna 2 lat. Zawsze chętnie do niego wracałam bo nic, kompletnie nic nie dawało mi takiej objętości. Ten szampon miał wiele wad ale go uwielbiałam. Strasznie się go spłukiwało, przesuszał moje włosy z czasem ale nie mogę odmówić mu dodawania objętości bo to robił wspaniale a dodatkowo włosy nawet po trzech dniach od mycia wyglądały rewelacyjnie. Był bardzo wydajny i niekiedy starczał mi na pół roku a nawet i siedem miesięcy. Myje włosy dwa razy w tygodniu aż dwa razy. Ma bardzo gęstą mimo iż żelową konsystencję, nie spływa z rąk. Przepięknie pachnie tak trochę ziołowo i korci mnie by kupić kolejne opakowanie ale też się boję. Nie polubiłam tak bardzo żadnego szamponu by wracać do niego pięciokrotnie aż mimo iż kosztuje aż 170 złotych za butelkę. Mimo wszystko daje 10/10 bo to mój ogromny ulubieniec i działa bo daje mega objętość jak nic innego...ale pamiętajcie to szampon naturalny i jeśli używacie szamponów konwencjonalnych jemu daleko do nich.

Rahua hydration conditioner to niewątpliwie najlepsza odżywka z całej serii Rahua. Choć nie jest tak rewelacyjna, że warto wydać na nią ponownie 170 zł. Mnie ogólnie pielęgnacja marki Rahua niezwykle rozczarowała bo jak wiecie(lub też nie) przetestowałam prawie cała serię tych kosmetyków i szału nie było. Są lepsze tańsze odżywki naprawdę-ja mogę niewątpliwie polecić te marki Anwen ale teraz szukam czegoś w formie mydła-bo tak, tak wiem szampony występują w tej formie ale odżywki już rzadziej. Dobra ale dla mnie warta co najwyżej 20 złotych a nie jakże astronomicznej kwoty. Byłam jej ciekawa toteż kupiłam ją i nie polecam mimo wszystko. Szampon z tej serii jest genialny i możecie po niego sięgnąć jeśli borykacie się z suchymi włosami ale odżywkę odpuśćcie. Daje 4/10

Eco Laboratorie gentle care hair balm a to już produkt zupełnie nie zrozumiały przeze mnie. Raz był genialny a innego razu okazywał się totalnym bublem. Ostatecznie jednak zużyłam go jako krem do golenia :D Ale mimo wszystko większość opakowania zużyłam do włosów. Ja tego kosmetyku używałam w dwojaki sposób. Nie tak jak chyba się powinno ale nawet w tym przypadku dawał sobie radę. Bo był niekiedy moim szamponem, szczególnie gdy mój skalp był podrażniony. Niekiedy stosowałam go solo, czasami do drugiego mycia, czasami do pierwszego, jeszcze innego razu jako odżywka na całe włosy. Ale nie tęsknie za nim i był to dla mnie produkt zbędny. Ocena 5/10 cena to ok 20 zł.

Eco Laboratorie serum stimulate hair growth jestem niezwykle sceptycznie nastawiona do tego rodzaju  kosmetyków. Ale mimo to kupuje je coraz częściej :D Na ten natrafiłam całkiem przypadkiem jak na powyższy podczas zakupów w drogerii natura-gdzie mimo wszystko często nie jestem bo nie odwiedzam drogerii stacjonarnie typu Rossmann czy Natura albo Hebe bo w 98% wszystkie swoje zakupy robię online. Czy ten produkt działał? Raczej chyba nie...baby hair mam zawsze i to w ogromnych ilościach aż nie wiem jak je ujarzmić. Wypadały mi znacząco włosy ale na to nie ma lekarstwa, włosy muszą wypaść i tyle. W końcu kiedyś to się skończy. Jesienią wypadały mi one garściami ale wtedy sięgam po biotebal w kuracji-miesiąc stosuje, miesiąc przerwy i jeszcze miesiąc stosuje-i naprawdę nic więcej mi nie potrzeba. Poza tym używanie tego każdego dnia przetłuszczało jeszcze bardziej moje włosy-a jak wiecie myje je tak naprawdę 2-3 razy w tygodniu. Nie zauważyłam znaczącej zmiany jak używałam owego serum albo jak go odstawiłam. Moje włosy nie są idealne ale nie można odmówić im dobrej kondycji-fryzjerka nawet nie mogła uwierzyć, że nie podcinałam włosów od dwóch lat, mówiła, że są w świetnej kondycji. Dla mnie to niepotrzebny produkt, nawet nie wiem za bardzo jak go ocenić toteż odpuszczę to sobie. Cena to ok. 30 zł


RESZTA

BIO2YOU pasta do zębów whitening poprawna pasta do zębów. Nie powaliła mnie jednak na kolana, nie wybielała moich zębów i nie kupię jej ponownie. Moje ulubione pasty są marki Ecodenta a największym odkryciem jest proszek do mycia zębów marki Georganics. 2/10 cena to ok. 17 zł-kupiłam w TkMaxxie

Gorvita Aloe Vera żel to kolejny produkt do którego wracam bardzo często a raczej zawsze już od niespełna czterech lat. Produkt wielofunkcyjny, dobry na wszystkie partie ciała-nawet na włosy. Łącze go z olejkami, maseczkami, glinkami, miodem, wcieram w skórę głowy, stosuje na całe włosy, nawilżam twarz ale i ciało...ideał. I mimo iż jestem posiadaczką aloesu w doniczce to nie zawsze chce mi się go "rozbierać" bo jestem leniwcem. Kupuje ten żel w swoich sklepie ekologicznym za ok 18 zł-wystarcza mi na bardzo długo. 10/10!!!!

Byredo Gypsy Water zawsze powtarzam, że zapach jest istotny. I tutaj nie chodzi jedynie o zapach czystości-bo higiena jest bardzo ważna. Z reguły bardziej przyciągają mnie męskie perfumy ale to wynika z tego, że większość damskich jest za kwiatowa i za słodka-z reguły w perfumeriach. Toteż stawiam na perfumy niszowe..lubię pachnieć inaczej aniżeli cała reszta-nawet jeśli większości to nie pasuje. A od Gypsy Water całkowicie się uzależniłam...nie jest mi tak daleko do cyganów. Ten zapach to las, wolność, beztroska. To jednak mimo wszystko zapach głęboki i pełny...czuć tutaj ambrę, wanilię i drzewo sandałowe. Na 100% do niego wrócę tylko w formie olejku by zapach był jeszcze bardziej intensywny. To po Philosykos od Diptyque mój najlepszy zapach <3 ocena 11/10 cena to ok 495zł/ 50 ml...jednakże ja stosowałam go każdego dnia przez rok czasu.