wtorek, 22 stycznia 2019

*ULUBIEŃCY PIELĘGNACYJNI 2018*


 Rok 2018 był pełny pięknych kosmetyków. Oczywiście górowała u mnie pielęgnacja-w kwestii kolorówki jestem raczej wierna starym odkryciom-odkryłam multum naprawdę świetnych marek jak i kosmetyków. Tak, przeważały te drogie i niedostępne w Polsce, ale wierze, że niegdyś pojawia się i u nas. Perfumerie takie jak Douglas czy Sephora przejrzą na oczy i zobaczą, że kobiety nie żyją  tylko Chanel i Estee Lauder,  że jesteśmy coraz bardziej świadome tego co nakładamy na swoje ciała, że chcemy żyć w zgodzie z natura. Drogerie w Polsce idą do przodu ale i tak są daleko w tyle, bo gdy przejrzy się amerykańską Sephorę cóż widać różnicę. Ale świetnie, że coraz więcej pojawia się sklepów online gdzie te "naturalne dobra" możemy otrzymać od ręki nie musieć przy tym czekać 10-20 dni na dostawę.
Jak będzie w roku 2019? Równie intensywnie ale jeszcze bardziej rozważnie, tak w roku 2018 pojawiały się buble i chciałabym ich w ogóle nie kupować. Buble to znaczy produkty które się u mnie nie sprawdziły, nie oczarowały mnie, nie zdołały moim wymaganiom, takimi kosmetykami dzieliłam się z Wami nie chcąc ich wyrzucać a przy tym mając nadzieje, że kogoś uszczęśliwią.

Przychodzę do Was dzisiaj z ulubieńcami pielęgnacyjnymi roku 2018. Nie będzie tego nazbyt dużo-jak to u mnie zawsze z ulubieńcami. Bardzo rozważnie ich wybieram, jestem niezwykle krytyczna i muszę jednak po testować dany produkt by wyrazić o nim opinie. Będą tylko dwie kategorię twarz oraz ciało. W roku 2018 nie pojawił się ulubieniec roku w kategorii włosy mimo iż trochę tych kosmetyków przetestowałam. Całkowicie mnie rozczarowała marka Rahua której przetestowałam prawie wszystkie kosmetyki, niestety w roku 2019 kończę przygodę z tą marką-również z moim ulubieńcem od dwóch lat czyli szamponem dodającym objętości. Jaka marka jeszcze mnie rozczarowała? Niewątpliwie Leahlani którą testowałam na początku poprzedniego roku-przetestowałam cztery produkty i cztery były dla mnie totalnymi bublami-i te okropnie duszące zapachy. Pokochałam natomiast na nowo markę Eco by Sonya których produkty samoopalające są genialne-ich kosmetyki do pielęgnacji twarzy które weszły w roku 2018 to rewelacja, istne cuda, powtarzam to cały czas ale gdybym żyła w Australii były by to jedyne kosmetyki jakie bym stosowała, cały asortyment tej marki uwielbiam toteż w roku 2019 będę do nich powracała. I czekam oczywiście na kolejne nowości tej marki. Moje uzależnienie czyli marka May Lindstrom z linii nie przetestowałam jeszcze tylko dwóch kosmetyków które zapewniam pojawią się w tym roku. Ostatnią miłością jest Josh Rosebrook-GENIALNE!!! Tyle mogę powiedzieć no i zapewniam, że w 2019 będzie tych kosmetyków również sporo. Lista na rok 2019 spisana, w lutym zaczynam zakupy i testowania nowych kosmetyków dla Was. Czuje, że to będzie dobry rok ale jeszcze trzeba zamknąć poprzedni kosmetycznie.



TWARZ:

 ECO BY SONYA SUPER CITRUS CLEANSER



Ten kosmetyk otrzymał ode mnie miano najlepszego żelu do mycia twarzy. Jednogłośnie jest największym ulubieńcem poprzedniego roku. Stosuje go od sierpnia, każdego dnia, raz dziennie(myje twarz żelem tylko podczas demakijażu)jest niezwykle wydajny bo wciąż mam dosyć sporo tego kosmetyku i sadzę, że kolejną butelkę zakupię dopiero w marcu. Tak dobrze słyszycie, zakupię kolejną butelkę gdy tylko wykończę tą. A wiecie dlaczego? Bo nie przesusza mojej delikatnej skóry, nie ściąga jej a wręcz nawilża i koi...skóra po jego zastosowania jest niezwykle miękka i gładka, super oczyszczona nie potrzeba do niego żadnych szczoteczek czy innego rodzaju urządzeń. Opuszki palców genialnie się sprawdzają. W składzie na pierwszym miejscu jest żel aloesowy-składnik który moja skóra kocha-przez to, że woda nie jest na pierwszym miejscu a dopiero na czwartym ten produkt nie wysusza. Dodatkowo delikatnie złuszcza naszą skórę dzięki nasionom które znajdują się wewnątrz limonki które zawierają duże ilości kwasu cytrynowego, jabłkowego, mlekowego i glikolowego. Nie obawiajcie się jednak, ten produkt jest ultra delikatny i idealny do codziennego stosowania. Kosmetyki marki Eco by Sonya są tak czyste, że bardziej nie mogą i co najważniejsze działają i pomagają skórze mimo bardzo prostych i krótkich składów. Jest odpowiedni do każdej skóry, bardzo wydajny i nie należy do najdroższych kosmetyków bo za 175ml produktów musimy zapłacić 116 zł-ale ten produkt jest tego wart. ULUBIENIEC NUMER JEDEN ROKU 2018!!!


FRIDGE  4.5 ORANGE LIPS



Zapewne wiecie jak problematyczne jest znalezienie balsamu do ust idealnego. Takiego co głęboko nawilża, wygładza, sprawia, że na naszych ustach nie ma suchych skórek, że można je tylko całować a dodatkowo je upiększa. Ja miałam ogromny problem ze znalezieniem balsamu idealnego i to nie takiego do torebki ale do stosowania rano i wieczorem-tak by tylko używać go dwa razy dziennie i mieć usta idealne. Udało się, znalazłam i to nie musiałam daleko szukać....
Uprzednio stosowałam 1.5 lips cream od Fridge i ten produkt totalnie nic nie robił z moimi ustami i bałam się trochę kupić drugi balsam marki, ale dobrze, że zaryzykowałam. Bo w ciągu roku zużyłam trzy opakowania. Pierwszy raz balsam kupiłam w lutym i po pierwszym użyciu się zakochałam, usta stały się nawilżone w mgnieniu oka i takie pełne, po prostu całuśne. Muszę nadmienić, że nie używam peelingów do ust ale również nie używam szminek, kredek czy błyszczyków. Balsam jest zamknięty w malutkim słoiczku co jest plusem ale i minusem bo jak wspominałam tego balsamu używam jedynie podczas porannej i wieczornej pielęgnacji i usta przez cały dzień są nawilżone. Stosuje go również do suchych skórek przy paznokciach ale i przy skrzydełkach nosa gdy dopadało mnie przeziębienie i dużo dmuchałam nos. W składzie znajdziemy miód, olej makadamia, olej pomarańczowy ale i również wosk pszczeli, masło shea. Bardzo dobry balsam jego jedynym minusem jest fakt, że jest ważny 3 miesiące i tak nie warto go przetrzymywać dłużej bo nie działa a wręcz wyrządza szkody na ustach-u mnie pojawia się pewnego rodzaju zgrubienie na ustach którego nie widać ale ja czuję gdy przejeżdżam językiem. Będę do niego wracała mimo wszystko cały czas bo warto poza tym to mój jedyny produkt do ust-zarówno do pielęgnacji jak i kolorówki-toteż mogę wydać na niego troszkę więcej. Cena to 59 zł za 6 g-za bardzo wydajny, gdybym nie stosowała go na inne partię ciała to nie zużyłabym go w terminie.

PAI SKINCARE BIOREGENERATE  OIL



O cudownym działaniu oleju różanego na naszą skórę nie muszę Wam przypominać. Wiedziałyście, że Kate Middleton używa tego olejku każdego dnia i jest to jej główny kosmetyk pielęgnacyjny(księżna jednak stosuje olejku marki Trilogy który jest równie kultowy co ten który chce Wam przedstawić).
Olej cudo-tak można byłoby opisać ten produkt.  Zakupiłam go w marcu i dopiero dwa dni temu go wykończyłam a muszę nadmienić, że stosowałam go każdego dnia. Czy to dodając do kremu Fridge, mieszając z innym olejkiem, stosując samodzielnie...często na Instagramie pytałyście się mnie skąd ten blask na twarzy? To była zasługa tego olejku, on w niezwykły sposób budzi skórę, dodaje jej blasku i takiego młodzieńczego wyglądu. Często gdy wstawiałam zdjęcie na instastory pytałyście się co to za rozświetlacz który daje mi takiego blasku-to była zasługa tego olejku. Niezwykle uniwersalny produkt-może być stosowany do pielęgnacji twarzy ale i ciała jak i włosów. Uważam, że to świetny olej podstawowy który sprawdzi się przy każdej skórze, każdym problemie skórnym...to taki "must have". Bardzo, bardzo wydajny kupiłam go w marcu a zużyłam dosłownie dwa dni temu- za 30 ml musimy zapłacić ok. 100 złotych ale warto, warto. Muszę jednak wspomnieć, że jest w kolorze pomarańczowym ale ten kolor się ulatnia z czasem z buteleczki a co za tym idzie i działanie tego olejku, nie farbuje jednak skóry jak w przypadku olejku z rokitnika, nie pachnie rewelacyjnie bo nie posiada w sobie żadnych olejków eterycznych ani sztucznych zapachów. Wrócę do niego w roku 2019-zapewniam.

Stosowałam wiele olejków, serum ale nic tak mnie nie zaskoczyło pozytywnie jak właśnie zwykły, podstawowy olej różany-uwielbiam róże w pielęgnacji.
Za to pokochałam aż dwie maseczki. Czuje, że to wciąż krok pomijany przez wiele z Was w pielęgnacji a jest niezwykle ważny a efekty widać od razu po zmyciu.

ECO BY SONYA COMPOST MASK



Produktem lata 2018 niewątpliwie była ta maseczka. Ogólnie uwielbiam sięgać po markę Eco by Sonya właśnie w okresie letnim, bo ona kojarzy mi się przez zapachy z latem, z ciepłem, z morzem, z piaskiem...wszystkim co przyjemne. Poza tym przecudowne samoopalacze po które sięgam latem-bo nie opalam się już od paru lat. Do tej maseczki wrócę latem, to pewne. I to niby nic wielkiego, ja nazywam ją "maseczka z obierków" bo z czym kojarzy nam się kompost. Nazwa maseczki jest trafna w 100%-w składzie znajdziemy oczywiście na pierwszy  miejscu sok aloesowy a ponadto szpinak, chloerellę oraz nasiona chia. Ma w sobie olej kokosowy który kompletnie nie robi mi krzywdy, masło shea i białą glinkę. Tą maseczkę stosowałam każdego dnia, zapewniam każdego dnia. Przez całe wakację...to bardzo szybka bo 7-minutowa maseczka która przepięknie odżywia skórę. Rozjaśnia ją, oczyszcza, pozostawia gładką i przepięknie nawilżoną i odżywioną a do tego świetnie koiła podczas gorących dni. Czego chcieć więcej latem? Pachnie jarmużem, bardzo zielono i zdrowo a dodatkowo wygląda się w niej niczym Shrek. Kosztuje 145 złotych ale aż za 100 ml-jeśli szukacie maseczki na lato ta jest genialna.


MAY LINDSTROM THE PROBLEM SOLVER



Druga maseczka to istne zaskoczenie bo to już maska typowo oczyszczająca. To maseczka do której zakupu bardzo długo się przygotowałam, bo jest bardzo, bardzo droga a dodatkowo z początku mówiłam sobie po co mi przy skórze suchej, delikatnej maseczka oczyszczająca? Ona zmieniła moje życie, życie mojej skóry. To maseczka ratująca skórę. Za cenę 430 złotych otrzymujemy aż 250 ml proszku który mieszamy z wodą, tonikiem...ja mieszam ją ze wszystkim bo i z miodem, ulubionym olejkiem, żelem aloesowym. Poprzez dodatek czegoś innego aniżeli woda możemy wzbogacać owa maseczkę o dodatkowe właściwości. Jak nazwa wskazuje maseczka ma rozwiązywać problemy skóry, wiele osób nakłada ją jedynie punktowo na niedoskonałości-świetnie je wysusza, goi i nie powstają po tym przebarwienia czy blizny. Maseczka bardzo skutecznie oczyszcza skórę-wyciąga nawet na wierz podskórne grudki z którymi mam problem szczególnie gdy zjem nabiał czy też słodycze-gasi stany zapalne, przyśpiesza krążenie krwi i delikatnie rozgrzewa skórę-jestem wrażliwcem i nie kończę z popękanymi naczynkami. Poza tym sama May ma bardzo delikatną skórę a tworząc kosmetyki patrzyła na swoje potrzeby, toteż maseczka jest odpowiednia nawet dla skór delikatnych, naczynkowych. Ja już nie raz wspominałam, że używanie tych kosmetyków to czysta magia i tak jest w tym przypadku. Gdy do proszku dodamy odrobinę wody tworzy się piana, wszystko musuje i strzela...przepięknie pachnie naturą-ziemią taką brudną, mokrą. Bardzo, bardzo wydajny produkt nawet gdy jest stosowany na całą twarz, maseczka z którą nigdy się nie rozstanę. W składzie znajdziemy antyoksydacyjne surowe kakao oraz oczyszczający węgiel bambusowy i glinkę rhassoul które oczyszczają, pomagają usunąć zaskórniki oraz wchłaniają nadmiar sebum. Mieszanka cynamonu, gałki muszkatołowej i goździka pomaga dodać skórze blasku, zwiększyć krążenie krwi. Kurkuma oraz korzeń prawoślazu natomiast łagodzą stany zapalne oraz wyrównują koloryt naszej skóry. Genialny produkt chyba najlepszy z całej serii kosmetyków May jakie miałam przyjemność testować.


ARGENTUM200 SREBRO KOLOIDALNE



Dziwie się sama sobie, że właśnie ten produkt jest w ulubieńcach roku 2018. I to nie ze względu na niską cenę czy nieatrakcyjne opakowanie a właściwości tego kosmetyku. To prawdziwe srebro w mgiełce jest odpowiednie dla każdego typu cery. Tonik ten sporządzony jest na bazie najczystszej wody demineralizowanej, mgiełka jest odpowiednia również dla skóry wrażliwej. Srebro wykazuje działanie przeciwzapalne oraz bakteriobójcze, jony tego metalu tworzą na powierzchni skóry powłokę która jest nieprzenikalna dla wirusów i bakterii. Srebro dodatkowo pomaga odbudową tkanek miękkich i poprawia odporność, regeneruje i nawilża ale również ma działanie ściągające i normalizujące. Właśnie ze względu na właściwości dziwie się, że tutaj jest ale tak bardzo pokochałam ten kosmetyk, że nie wyobrażam sobie bez niego swojej pielęgnacji. Stosuje go nie tylko na twarz ale i na ramiona i plecy-gdzie mam problem z wypryskami oraz zapchanymi porami. To idealny zamiennik alkoholowego toniku który ma wysuszyć pryszcza po prostu. Stosuje go każdego dnia po demakijażu i zauważyłam ogromną różnicę od kiedy go stosuje...przyśpiesza gojenie się wyprysków ale również dzięki niemu tak bardzo nie wychodzą na wierzch jakby je zatrzymywał na etapie małej kropki. Uwaga na początku może Was wysypać na twarzy podczas jego stosowania ale to normalna rzecz-w ten sposób oczyszcza się nasza skóra.
Jednak nie mogą go stosować osoby uczulone na srebro. Również warto co jakiś czas go odstawić aby nie nabawić się srebrzycy-przed stosowaniem tej niepozornej wody warto poczytać o niej dogłębnie i po prostu być ostrożnym. Ja w ubiegłym roku zużyłam dwa opakowania i zapewne będzie ich więcej.

JOSH ROSEBROOK HYDARTING ACCELERATOR



Jestem wielką fanką toników, mgiełek, wód i wierzę w ich działanie. Pryskam twarz takim specyfikiem aż trzy razy dziennie, najdłużej stosowałam (nie)zwykłą wodę różaną, ale jestem typem odkrywcy i lubię testować wszystko co nowe. Mgiełkę od Josh'a zakupiłam rok temu i pokochałam ją dopiero gdy jej u mnie zabrakło. Gdy ją stosowałam to tylko rozpływałam się nad jej zapachem..iście ziołowym, trochę amolowym-od zawsze powtarzam, że mój nos jak i mózg lubują się w bardzo dziwnych zapachach od zapachu ropy po błota. Wszyscy kochają tą mgiełkę i to nie bez powodu...jest genialna i to coś więcej aniżeli zwykły tonik. To jest o poziom wyżej...poza tym Wy wiecie jak kocham kosmetyki od Josh Rosebrook.
Drogi, drogi bo aż ok 170 złotych musimy dać za 120 ml produktu ale jest on bardzo wydajny. Używałam go dwa razy dziennie i wystarczył mi na 5 miesięcy. Powrócę do niego i to już niedługo.
Ale dlaczego tak za nim tęsknie? To coś więcej aniżeli tonik, to nawilżacz i lekki krem nawilżający w jednym. Witaminowa woda z aloesem zwiększa nawilżenie i dostarcza aktywnych składników odżywczych w skórze. Przebogata w łagodzące i nawilżające składniki które ujędrniają i zmiękczają skórę. To bardziej pracowita wersja mgiełki. Oprócz soku z aloesu w skłądzie znajdziemy olej marula, rokitnik, ogórecznik, nagietek i kurkume, owoc róży, jagody goji, burak, lukrecji i co najważniejsze detoksykujący mniszek lekarski. Produkt jest wykonany w 100% z naturalnych, organicznych i dzikich składników. Gdy przeczytamy cały skład to zrozumiemy, że to nie jest zwykły tonik...to jakie nawilżenie on dawał...WOW. Lepsze aniżeli niejeden krem do twarzy czy nawet olejek. Tych efektów może nie zauważamy gdy stosujemy ten tonik każdego dnia ale gdy go zabraknie-widać różnicę. To jest jednogłośnie najlepszy tonik/mgiełka jakie dane mi było stosować. Produkt już niewątpliwie kultowy jeśli chodzi o środowisko BIO stosowany przez wszystkich i uwielbiany.

JOSH ROSEBROOK NUTRIENT DAY CREAM TINTED SPF 30



Tego kosmetyku nie mogło tu zabraknąć. Moja idealna "baza" jeśli chodzi o makijaż latem...delikatny krem z kolorem z SPF. Możecie mnie zbluźnić ale nie stosuje kremu z filtrem przez cały rok a jedynie w okresie letnim. Bardzo mało czasu spędzam na zewnątrz a poza tym nie opalam się...bezsensowne to dla mnie choć wiem o szkodliwości promieni słonecznych na nasze zdrowie i skórę.  Ale wracając do kosmetyku...uwielbiam pomimo iż jest strasznie drogi. Za 60 ml musimy zapłacić ok. 460 złotych-majątek-ceny podaje ze sklepów dostępnych w Europie. Ale to coś więcej aniżeli krem z filtrem. Ma delikatny kolor a więc zastępuje mi podkład/krem CC czy BB jednak nadmieniam on nie kryje nader mocno. Latem jednak mój makijaż mógłby już w ogóle nie istnieć-ochrona jest najważniejsza. Poza tym wiecie jak ja bardzo toleruje swoją nagą skórę i nawołuje do tego aby chętniej ją odsłaniać spod tego całego makijażu. Dla mnie ważniejsze jest zdrowie aniżeli jeszcze piękniejszy wygląd.
Czy chroni skórę ciężko mi określić-jak wspominałam nie opalam się ale mi nie potrzeba długo siedzieć na dworze ażeby słończe mnie chwyciło, nigdy nie kończę z poparzeniami słonecznymi czy przebarwieniami a więc w tej kwestii ciężko jest się mi wypowiedzieć. Krem chroni nie tylko przed promieniami UVA ale i UVB, daje matowe wykończenie i nie pozostawia białych smug. Przepięknie pachnie w moim odczuciu czekoladowo. Ale to nie tylko krem z filtrem ale super bogaty krem nawilżający, pełny przeciwutleniaczy oraz właściwościami przeciwzapalnymi. W składzie między innymi kojący rumianek, regenerująca róża, detoksykujący mniszek lekarski, nawilżająca konopia, ogórecznik i rokitnik. Minerały zawarte w kremie i dodające mu koloru idealnie wtapiają się w nasz naturalny kolor skóry, poprawia ją i rozjaśnia tworząc delikatny udoskonalony efekt.  SPF30  dostarczany jest dzięki wysokiej jakości, niepowlekanemu mikronizowanego tlenku cynku. Kolejny kosmetyk tej marki wart zainteresowania, niewątpliwie mimo wysokiej ceny latem powrócę do niego i to na 100%.

CIAŁO:


BIOAKTYWNA ODŻYWKA DO PAZNOKCI ALBA 1913



Ostatni kosmetyk to już ciało..a raczej paznokcie. Totalne zaskoczenie. Coś bez czego nie wyobrażam już sobie pielęgnacji swoich paznokci...tak, tak ich również nie maluje. Mam jakieś dwa lakiery od NCLA na większe wyjścia ale jakoś nie kręci mnie malowanie paznokci poza tym bardziej podobają mi się zadbane, naturalne paznokcie. Takie odżywki jednak kupowane za parę złotych konwencjonalnych marek działały jedynie gdy się je używało non stop. Przy dłuższych przerwach paznokcie wciąż były w tragicznej kondycji. Ten olejek/serum/odżywka działa. Tak już zdradziłam wam konsystencja w formie olejku, 10 ml z początku może okazać się małym opakowaniem ale ja stosuje tą odżywkę od sierpnia zarówno na paznokcie u rąk jak i stóp i powiem Wam, że nie zużyłam jeszcze nawet połowy opakowania. Dodatkowo pędzelek jest genialny po jedno pociągnięcie pokrywa cały paznokieć. Ale co ta odżywka robi-najważniejsze. Znacznie rozjaśnia płytkę paznokcia ale i ją wygładza a paznokcie stają się mocniejsze. Paznokcie połyskują, wyglądają na zadbane i zdrowe. A dodatkowo przepięknie pachnie-bardzo, bardzo ziołowo. Ja nakładam ją na 3 minuty po czym wcieram pozostałości w paznokcie oraz skórki.  Kluczowymi składnikami w odżywce są kolagen. gliceryna, olejek z drzewa herbacianego, olej oregano oraz olejek pomarańczy słodkiej. Mój kolejny must-have w roku 2018.



sobota, 5 stycznia 2019

ULUBIEŃCY LISTOPADA.


 Mamy styczeń a ja przychodzę z ulubieńcami....listopada :D Nie, nie nic mi się nie pomyliło, nie lubię łączyć miesięcy jeśli chodzi o ulubieńców bo moje posty są długie a gdybym miała mówić o ulubieńcach listopada i grudnia..nikt by tego nie czytał. W dzisiejszym poście będzie lekkie zdziwienie bo tylko jeden kosmetyk do pielęgnacji twarzy a aż dwa do włosów. Moje włosy wciąż przeżywają kryzys ale jest coraz lepiej, już nie wypadają, teraz rosną i mam mnóstwo baby hair których nie mogę ujarzmić, ze stanu skóry jestem bardzo zadowolona. Ale zapobiegam i nawilżam bo to zimą najważniejsze przy skórze suchej z nadwrażliwością i tendencją do pękających naczynek.



Ale zacznę od twarz.

To jest miłość. Tak ja kocham kosmetyki, to jest miłość bo gdy widzę jak wiele dobrego robią dla mojej skóry to jak tu ich nie kochać? Markę Josh Rosebrook po raz pierwszy odkryłam rok temu kupując wtedy Hydrating Accelerator, nie mogłam zupełnie zrozumieć fenomenu tej marki? Dlaczego rynkiem naturalnych kosmetyków tak zawrzało gdy pojawił się Josh? Hydrating w mojej opinii gdy go używałam był ok-zapach był genialny, ale gdy przestałam go używać zrozumiałam jak świetnym jest kosmetykiem oraz, że bardzo mi go brakuje. To najlepszy tonik jaki przyszło mi używać-oczywiście woda różana zawsze będzie w moim sercu. A dziś o kolejnym cudzie-i nie będzie to ostatni produkt w ulubieńcach tej marki, bo za tydzień/dwa pojawią się ulubieńcy grudnia a tam aż dwa kosmetyki Josh'a. Mowa o Advanced Hydration Mask która jest genialna. Zacznę od konsystencji która jest zaskakująca. Produkt w słoiczku-oczywiście, eleganckie, cięzkie, szklane-jest w formie stałej, trochę przypomina konsystencją "balm"-produkt nafaszerowany olejkami i masłami, mój ulubiony rodzaj kosmetyku jeśli chodzi o zimę-i taki jest bo gdy zaaplikujemy go na twarz, zamienia się w gęsty olej który otula naszą skórę. Gęsty olej jest tutaj nie użyty bez powodu, bo to olej ale który po aplikacji nie znika, tylko osiada na naszej skórze tworząc warstewkę która chroni, nawilża naszą skórę. To "zbiór" olei i maseł które zachowują się jak maseczka. Uwielbiam aplikować ją od razu po mocnym peelingu gdyż wtedy czuje, naprawdę czuje jak porami maseczka wchodzi głębiej i głębiej.





Jak dochodzi do drenażu skóry, głębokiego nawilżenia, to coś niesamowitego ciężkiego do opisania. Jeśli miałyście tonik tej marki i zapach Wam nie przypadł do gustu nie kupujcie tej maseczki, bo zapach jest na tej samej linii-mocno ziołowy ale magiczny.  Po mocnym, mechanicznym peelingu również stosuję ją dlatego,że świetnie koi dzięki aloesowi w składzie oraz wygładza strukturę skóry(ja porównałabym skórę bo jej użyciu do pupci niemowlaczka)-wiem, wiem mam skórę delikatną i suchą a używam mechanicznych zdzieraków a to dlatego, że moja skóra to lubi a peelingi robię z rozwagą. W składzie między innymi znajdziemy kwas hialuronowy, olej jojoba,  ashwagandhe(indyjski żeń szeń), jagody goji, rumianek oraz lukrecję. Czy warto wydać na nią 200 zł za 22ml? Jak najbardziej, szczególnie jeśli macie skórę suchą-nie, nie ukryje Wam suchych skórek bo od tego jest peeling-ale świetnie nawilży, głęboko nawilży i wygładzi oraz ukoi skórę. Szczególnie polecam po mocnym peelingu. Sądzę, że będę do niej wracała w okresie jesienno-zimowym gdyż latem nie potrzebuje aż takiego nawilżenia. Maseczka ta występuje w dwóch pojemnościach 22ml oraz 45 ml i bez zastanowienia kupujcie mniejszą pojemność bo maska jest bardzo wydajna przez swoją konsystencję.

A teraz czas na włosy. Temat zupełnie mi obcy, nie jestem w tej kwestii specjalistką, ja nawet włosów nie potrafię zakręcić :D Moje włosy żyją własnym życiem, uwielbiam myć je jedynie dwa razy w tygodniu-i jedni powiedzą, że to źle ale ja najlepiej znam swoje włosy i wiem co dla nich dobre. Lubię również gdy włosów jest dużo, gdy są odbite od nasady i gdy wyglądają jakbym przed chwilą wstała z łóżka, bo rozczesuje je niekiedy jedynie po myciu. Ja nawet do pewnego czasu nie używałam masek czy odżywek do włosów bo nie wiem czy nie potrafię ich wypłukać z włosów ale ja je czuje na włosach-chyba, że użyje mojej ulubionej maseczki od John Masters z awokado i lawendą-moje ukochane składniki <3
Ale dziś przychodzę z kosmetykami które są przyziemne cenowo i naprawdę dobre.



Moja Farma Urody to marka z której obkupiłam się strasznie a jedynie sprawdził mi się Olej Pokrzywowy. Ludzie tak zachwalali chociażby maseczki sokowe a one u mnie kompletnie nic nie robiły-mimo iż miały w składzie miód, to mój miód więcej dobrego robił. Ale olej jest genialny i mimo iż on nadaje się do ciała i włosów ja pochłaniam jego do mojej "grzywy".Ja jestem ogromną fanką pokrzywy i wierze, że to ratunek dla włosów. Pije codziennie napar z pokrzywy, od czasu do czasu oblewam nim włosy, ale o oleju pokrzywowym nigdy nie słyszałam. Olejuje nim głównie skalp ale również przejeżdżam nim całe włosy i robię to przed każdym myciem włosów czyli dwa razy w tygodniu. Mówię od razu jest ciężki do zmycia i naturalne szampony nie do końca dają sobie radę a więc dodaje do nich odrobinę sody i wtedy jest ok. Ale ile mi baby hair urosło po zaczęciu kuracji tym olejem, jak skalp się unormował, nic mnie już nie swędzi, nie drapie a jakie włosy stały się miękkie w dotyku. Olej z reguły aplikuje na żel aloesowy który wcześniej nakładam na skalp oraz włosy na całej długości, po czym wykonuje masaż samego skalpu albo dodaje do odżywki. Wierzę w jego działanie i to, że pomoże mi z moimi włosami.



Ostatnią rzeczą jest produkt który przypadkowo wpadł w moje ręce. Wykończyłam akurat wszystkie szampony ze swojej "kolekcji"-a muszę zaznaczyć, że stosuje podczas jednego mycia aż dwóch szamponów-i nie miałam niczego w zamian bo nie zdążyłam kupić po prostu. Moi domownicy nie zwracają uwagi na to aby kosmetyki były z dobrym składem czy też aby były nie testowane na zwierzętach, ja jednak nawet podczas takich kryzysowych sytuacji nie użyje szamponu marki Lorea'l a moja mama je uwielbia. Ale akurat jakaś resztka szamponu była marki Biovax awokado i bambus i cieszę się, że przez przypadek wpadł w moje ręce bo pewnie sama bym po niego nie sięgnęła. O tym, że drogerii nie odwiedzam wcale wspominałam nie raz. Mieszkam na wsi, pracuje na wsi i nie za często "wypadam na miasto", zakupy robię z reguły internetowo bo taniej i łatwiej, po prostu. Zakupy kosmetyczne robię z reguły na stronach z naturalnymi kosmetykami, nie używam wacików a tampony zakupuje w większych ilościach- tak nawet one są naturalne i dobre dla środowiska. Ale ten szampon jest genialny, od razu powiem dla mnie mieści się w kategoriach tych bardziej oczyszczających, od ponad trzech lat stosuje tylko naturalne szampony i przyzwyczaiłam się do delikatnego oczyszczania które pasuje mi, moim włosom ale i co najważniejsze mojej skórze głowy która jest delikatna. Po tym szamponie uczucie mocnego oczyszczenia jest jak i również swędzenie skóry głowy toteż stosuje go tak naprawdę co dwa-trzy mycia. Pragnę zaznaczyć, że myje włosy dwa razy w tygodniu. Dodatkowo myje nim włosy po raz pierwszy a do drugiego mycia stosuje szampon nawilżający z czystym już w pełni składem. Ten szampon zawiera 84% składników naturalnych ale jednak 16% jest tych "złych" i delikatnie mnie podrażniają. Ale szampon jest genialny-odbija włosy od nasady, stają się one tak sypkie, miękkie, puszyste, jest ich optycznie więcej i również włosy u nasady tak szybko się nie przetłuszczają. Uwielbiam jego jakże kremową, gęstą konsystencję. Uwielbiam w nim wszystko i jest moim zamiennikiem sody-czyli takim mocniejszym szamponem którego używam od czasu do czasu. Maseczkę z tej linii również uwielbiam. Jestem naprawdę pozytywnie nim zaskoczona.

piątek, 28 grudnia 2018

ZOOM NA MARKĘ* JOSH ROSEBROOK.


 Przetestowałam naprawdę na przestrzeni paru lat mnóstwo kosmetyków jak i sporo marek. Wiecie, że mam słabość do marek trudno dostępnych w naszym kraju i droższych ale nie raz się przekonałam, że w kwestii kosmetyków naturalnych jakość idzie w parze z ceną. Uwierzcie mi nie mogę sobie pozwolić na wyrzucanie kosmetyków bo okażą się bublami, toteż z reguły stawiam na sprawdzone marki i produkty. Nie sięgam za kosmetyki tanie-choć to dla każdego pojęcie względne. Gdybym nie miała możliwości kupowania tego co kupuje zapewne stosowałabym surowce kosmetyczne-oleje, masła, żel aloesowy, do mycia twarzy mydła...nie zaopatrywałabym się w Vianki i pochodne tych firm czy Nacomi bo dla mnie tam więcej wypełniaczy aniżeli składników które naprawdę pomogą naszej skórze. Wolałabym odłożyć i kupić jeden kosmetyk aniżeli zasypywać się multem niepotrzebnych kosmetyków bo ażeby nasza skóra dobrze funkcjonowała są potrzebne jedynie trzy kroki-oczyszczanie, złuszczanie i nawilżanie. I mimo iż nawet aktualnie otaczam się małą armią kosmetyków to manewruje między nimi a tak naprawdę podczas porannej pielęgnacji stosuje dwa produkty do pielęgnacji twarzy+balsam do ust a podczas wieczornej wraz z demakijażem aż 5 produktów+balsam do ust...co dwa dni złuszczanie i maseczka. A więc tak naprawdę nie ma tego dużo ale ja lubię mieć więcej produktów bo każdego dnia moja skóra boryka się z innym problemem i jeden krem nie zawsze wszystko załatwi więc przynajmniej dwa olejki/kremy/serum są nam potrzebne.



I jak myślałam, że po May Lindstrom żadna marka już mnie tak pozytywnie nie zaskoczy no to pomyliłam się bo znalazłam nową miłość. Josh Rosebrook..niestety kolejna droga marka ale jakże cudowna.

Tak dziś kolejny ZOOM NA MARKĘ...czyli post który wymaga ode mnie najwięcej czasu ale też najbardziej mnie cieszy.

Moja przygoda z marką rozpoczęła się rok temu kiedy zakupiłam Hydrating Accelerator który jest genialnym kosmetykiem i zapewne niegdyś do niego powrócę. Potem w lecie zakupiłam Nutrient Day Cream tinted i to była kolejna miłość-wrócę na 100% do niego latem. A teraz gdy jestem podczas testowania trzech kosmetyków całkowicie przepadłam i chce więcej i więcej.


Ale od początku założycielem marki jest Josh Rosebrook-a to zaskakujące. Może to Was zaskoczyć ale przygoda Josh'a nie zaczeła się od skóry a włosów. Gdy skończył 10 lat zaczął już podcinać włosy swoich młodocianych sąsiadów, wyszło to u niego dosyć naturalnie i nie mógł pojąć jak ludzie mogą nie dbać o swoje włosy. Zainteresowanie skórą w Josh'u narodziło się kilka lat później zanim jeszcze był nastolatkiem czytał składy, zadawał wiele pytań i porównywał wyniki. Tworzył swoje własne mieszanki naturalnej pielęgnacji skóry, diet, rośli i ziół. Josh Rosebrook nie jest naukowcem czy chemikiem, laborantem a fryzjerem. I cała przygoda z kosmetykami naturalnymi zaczęła się od tego, że szukał naturalnych kosmetyków do pielęgnacji włosów gdy pracował w wysokiej klasy salonach fryzjerskich i nigdzie nie mógł ich znaleźć.


Kierując się pragnieniem tego co chciał a także doświadczeniami, badaniami z wcześniejszych lat, przebudził się i zrozumiał jaka jest skuteczność czystych składników roślinnych oraz tego jak wspierają one prawdziwe zdrowie skóry i włosów. Zaczął więc opracowywać własne preparaty botaniczne, dzieląc się ręcznie wykonanymi wyrobami z klientami, ku jego zachwytowi klienci zaczeli odczuwać widoczne efekty, odnowienie skóry i chcieli więcej i więcej począwszy od znanej czekoladowej maski  i to właśnie wtedy zrodziło się Josh Rosebrook Skin and Hair Care. Dzisiaj już Josh pracuje z zespołem który obejmuje czołowych fitochemików oraz zielarza. Wspólnie projektują, tworzą, testują formuły ale ostateczną decyzję podejmuje sam założyciel marki, musi przetestować dany produkt na własnej skórze czy włosach.

Jeśli szukasz czegoś zielonego i czystego  to twoje poszukiwania kończą się na Josh Rosebrook.

Składniki.

Niezrównany poziom czystości każdego składnika jakiego używa firma jest dużą częścią tego, co sprawia, że ich produkty są wyjątkowe i tak bardzo skuteczne. Wszystkie składniki roślinne w produktach są w 100% organiczne, certyfikowane organicznie lub dziko-rosną sobie wolno. Zaangażowanie firmy w jakość składników pozwala każdej recepturze pracować na zaawansowanym poziomie, gdzie aktywne składniki roślin nie są hamowane przez potencjalne destrukcyjne, szkodliwe i niepotrzebne składniki, co pozwala im pracować jako całość z naszą skórą jak i włosami, dzięki temu mają większą energię i pomagają w ogromnej transformacji. Rośliny i zioła zawsze były i są prawdziwym, oryginalnym źródłem aktywnych, witalnych składników odżywczych dla organizmu. Silne ekstrakty, oleje oraz esencje czystych całych roślin zapewniają najwyższy poziom odmłodzenia i regeneracji skóry, skóry głowy oraz naszych włosów po bardzo profesjonalnym sformułowaniu.

W kosmetykach marki Josh Rosebrook pełno składników przeciwzapalanych, przeciwbakteryjnych, przeciwutleniających, kwasów tłuszczowych, aminikwasów, witamin, minerałów.
Te potężne składniki roślinne ułatwiają i wspierają ciało we własnych wrodzonych, cudownym uzdrawiającym uzdolnieniu, pozwalając ciału na pełne wykorzystanie hojnych składników odżywczych. Dlatego nie mogę pojąć jak ktoś nakładając na twarz same naturalne kosmetyki do pielęgnacji potem sięga po podkład, puder, korektor firm konwencjonalnych. To nie jest pomaganie naszej skórze.

Zespół Josh'a składa się z trzech naturalnych chemików kosmetycznych, zielarza, aromaterapeutów oraz samego założyciela i to oni wyselekjowali oleje roślinne w każdym produkcie, które tworzą unikalny profil odżywczy kwasów tłuszczowych wraz z określonymi ziołami dla synergistycznej kombinacji aktywnych składników odżywczych zaprojektowanych w celu poprawy i transformacji wyglądu skóry i włosów. Podstawą owej pielęgnacji są przeciwzapalne i przeciwutleniające składniki ziołowe. Spowolnienie starzenia się skóry wymaga wsparcia przeciwzapalnego co ułatwi proces, który łagodzi, uspokaja i zmniejsza stan zapalny dzięki czemu może nastąpić proces wrodzonego gojenia się skóry i mogą wystąpić naprawdę widoczne zmiany.






Marka dokłada wszelakich starań aby zapewnić absolutną czystość i bezpieczeństwo, zero szkodliwości składników.

Od sezonu do sezonu całkowicie naturalne i organiczne składniki różnią się kolorem i fakturą.

Wszystkie napary ziołowe i ekstrakty wykonują sami w zakładzie produkcyjnym. Nie kupują gotowców-tworzą sami aby zapewnić czystość i siłę działania.

*Ekologiczny ocet jaki jest wykorzystywany wytwarzany jest z ekologicznej kukurydzy toteż nie zawiera GMO, oraz ekologicznego żyta-bez glutenu, pszenicy, nabiału, soi, jaj, orzechów drzewnych i kazeiny.

*Certyfikowana witamina E pochodzi z soi organicznej.

* Organiczna gliceryna roślinna wytwarza jest z niezawierającej GMO soi, kukurydzy i nasion gorczycy.

* Guma ksantanowa wyjątkowo wysokiej jakości wykonana jest z kapusty i ciecierzycy-również ECO.

* Aloes odbarwia się w procesie filtracji węglowej i nie zawiera aloiny.

* Miód zbierany z ekologicznych uli i kwiatów koniczyny, które nie były narażane na działanie herbicydów lub pestycydów. Nie zawiera dodatków oraz konserwantów.

* Afrykańskie czarne mydło jest certyfikowane przez IMO dla Sprawiedliwego Życia Społecznego i Uczciwego Handlu. Czarne mydło składa się z popiołów z kilku źródeł roślinnych: liście babki lancetowatej, strąki kakao, pozostałości masła shea, kora drzewa shea oraz kora lokalnego drzewa zwanego Agow.

*Organiczne masło shea jest certyfikowane zgodnie z zasadami Fair Trade, ponieważ gwarantuje, że rolnicy i pracownicy którzy je produkują otrzymują uczciwe ceny i płace oraz pracują w bezpiecznych warunkach. Ponadto środowisko chronione jest i otrzymuje fundusze rozwojowe, aby wzmocnić i poprawić swoje społeczeństwo!!!

* Organiczny alkohol winogronowy  w ich perfumach jest jakości farmaceutycznej i absolutnie nie jest denaturowany.

Produkty marki Josh Rosebrook które zawierają określoną ilość wody, organicznego soku z aloesu i olejków razem wymagają systemu konserwującego. Dzięki szeroko zakrojonym testom i rozwojowi marka odkryła, że niewielka ilość naturalnie występującego, spożywczego sorbinianu potasu-sól kwasu sorbinowego, łatwo metabolizowana przez organizm i biodegradowalna wraz z własną, wewnętrzną, opatentowaną wodą strukturalną formuła która została nasycona organicznymi witaminami roślinnymi i przeciwutleniaczami aby stworzyć potężny koncentrat, hamuje psucie i wydłuża okres przydatności. Różne produkty wymagają różnych systemów konserwacji. Marka jednak stwierdziła, że są to najbardziej efektywne, nietoksyczne i szerokie spektrum dostępne dla zapewniania bezpiecznego, wysokiej jakości produkty.

Marka nie testuje swych kosmetyków na zwierzętach, twierdzi, ze jest to złe, nieludzkie i musi się skończyć. Nigdy nie będą tolerować testów na zwierzętach.

W ich kosmetykach nie znajdziemy siarczanów, parabenów, syntetycznych substancji zapachowych, sztucznych barwników, silikonów, produktów petrochemicznych lub organizmów modyfikowanych genetycznie.





Jakie są bestselery zdaniem Josha?

Nutrient Day Cream, Vital Balm Cream, Hydrating Accelerator oraz Nourish Shampoo to kosmetyki które najczęściej się sprzedają.

Josh twierdzi, że jeśli wprowadzasz na rynek nowy produkt musisz umieścić coś co nie istnieje, coś zupełnie nowego albo marnujesz swój czas i pieniądze bo rynek jest aktualnie zalany. Musisz być troskliwy, coś stworzyć dla siebie samego, coś co samemu chciało by się nakładać na twarz.
Mój ukochany kosmetyk Vital Balm Cream Josh stworzył ponieważ nie był zadowolony z tradycyjnych kremów na bazie wody-były za lekkie nie wystarczająco nawilżające, ani tradycyjnych balsamów-nie wchłaniały się za dobrze, nie były tak nowoczesne jak potrzebował tego Josh i wciąż czuł na twarzy olej a nie o to mu chodziło. Vital Balm Cream to idealne połączenie właśnie balsamu i kremu-nie za lekki, nie za bardzo oleisty, szybko się wchłaniający ale pozostawiający mgiełkę ochrony, nawilżenia. Produkt idealny, i właśnie takie odczucia towarzyszyły mi stosując jakikolwiek kosmetyk.

Skóra podobnie jak ciało, ma niezwykłą zdolność leczenia. Naszym zadaniem jest ułatwienie tego potężnego procesu regeneracji i administrowania odpowiednimi naturalnymi elementami aby wspierać i przyśpieszać tę niesamowitą transformację dla uzyskania najwyższej witalności, zdrowia i jasności.

Nasze ciało jest naturalne, a oryginalne źródło składników odżywczych i olejków niezbędnych do regeneracji ciała, skóry, włosów i skóry znajduje się w naturze:rośliny, zioła, orzechy, owoce, nasiona, łodygi, liście i kwiaty. Rośliny te zawierają składniki odżywcze, które mają różne podobieństwa molekularne i strukturalne i mają takie same naturalne zdolności odżywcze w organizmie. To podobieństwo lub bio-dopasowanie ma naturalne wibracyjne ustawienie i aktywuje regeneracyjny proces komórkowy w ciele bezpiecznie i skutecznie, wspierając zdrową skórę, włosy i funkcję skóry głowy.

Oto 7 faz które są potrzebne aby utrzymać naszą skórę zdrową i piękną.

Mycie:

Josh oczyszcza skórę zarówno rano jak i wieczorem usuwając dzięki temu brud, zanieczyszczenia i niezrównoważone oleje aby wspierać w ten sposób i chronić równowagę naszego płaszcza lipidowego skóry.

Złuszczenie:

Dwa razy w tygodniu to idealna ilość złuszczenia zdaniem Josh'a wtedy idealnie usuniemy niechciane, tępe i martwe komórki, odkryjemy nową, zdrową skórę i stymulujemy jej regenerację. Właściwe złuszczanie jest również kluczem do zwiększenia skuteczności wszystkich innych kroków w pielęgnacji.

Oczyszczanie:

Cotygodniowe zabiegi oczyszczające aktywują skórę i przyśpieszają naturalny proces gojenia się organizmu, oczyszczają mikro-zanieczyszczenia oraz toksyny aby wzmocnić naszą skórę ujędrnić ją, stonować i rozjaśnić.

Nawodnienie:

Ten krok musi być wykonywany minimum dwa razy dziennie. Nawilżenie ma kluczowe znaczenie dla maksymalnej skuteczności we wszystkich innych fazach pielęgnacji skóry, tworząc niezbędny system dostarczania substancji odżywczych i substancji czynnych do głębszej penetracji i korzyści dla naszej skóry. Ciągłe nawodnienie wspomaga zdrowie i krążenie komórek, ale także wzmacnia nawilżenie dla pulchnej i jędrnej skóry.



Odżywienie:

Dwukrotne, codzienne odżywienie skóry ma zasadnicze znaczenie dla regeneracji komórek, ochrony i optymalnego jej zdrowia. Przeciwutleniacze, witaminy, minerały, aminokwasy oraz kwasy tłuszczowej oraz gęste składniki odżywcze są dostępne  biologicznie w czystych, organicznych roślinach i ziołach które wspomagają skuteczne działanie skóry i spowalniają jej rozkład.

Nawilżenie:

Również dwukrotne codzienne nawilżanie dodatkowo wspomaga krążenie, odżywienie i ochronne przed odwodnieniem(oraz wysuszeniem w skutek niskich temperatur) poprzez wiązanie powierzchniowych komórek skóry i wzmacnianie jej bariery lipidowej. Prawidłowe uszczelnienie w hydracji zachowuje miękką, pulchną skórę oraz rozjaśniony koloryt.

Ochrona:

Codzienna ochrona środowiska jest niezbędna do skutecznej pielęgnacji skóry.Gładkie nawilżające składniki, które zawierają bogate przeciwutleniacze roślinne, pomagają zrównoważyć uszkodzenia skóry spowodowane zanieczyszczeniem a wysoki zasięg SPF z naturalnym, nie nao tlenkiem cynku chronią skórę przed uszkodzeniem przez wolne rodniki.

Włosy oraz skalp(o którym tak zapominamy)



Piękne i lśniące włosy zaczynają się w mieszku włosowym i skórze głowy.
Włosy są dostarczane z naszego wnętrza, naczynia krwionośne wewnątrz brodawki skórnej odżywiają komórki, które dzielą i wyrastają w łodydze włosa. Gdy się rozwijają, nieustannie wypychają utworzone wcześniej komórki w górę, a ostatecznie z głowy jako piękne, lśniące włosy.

Pamiętaj, że spożywanie gęstych, odżywczych pokarmów oraz minimalizowanie i radzenie sobie ze stresem zachęca włosy do bycia jeszcze bardziej silnymi i lśniącymi. Włosy powstają poprzez pobieranie składników odżywczych które otrzymują z krwi. Podnoszenie częstości akcji serca za pomocą ćwiczeń sercowo-naczyniowych stymuluje krążenie co również zachęca do zdrowego wzrostu włosów.

Włos jest posty w budowie, wykonany głownie z keratyny, odrobiny oleju i wilgoci. Kiedy włosy wyrastają z mieszków włosowych, twardnieją i obumierają, stając się włosami które widzisz, nasmarowanymi i chronionymi prze ciało naturalnymi olejami. Oleje działają zmiękczająco i dodają połysku włosom oraz nawilżają i chronią skórę głowy przed środowiskiem.

Odpowiednie szampony oraz odżywki skutecznie oczyszczają włosy i skórę głowy, zachowują naturalną równowagę olejowa skóry głowy.


Manifest Josh'a:

" Ludzie byli rzemieślnikami, produkowali wszystko w swoich domach, sprzedając i kupując od innych. Ludzie uprawiali własne jedzenie, uprawiali ziemię i codziennie byli połączeni z ziemią, z naturą w iście prawdziwy sposób.
Rewolucja przemysłowa to zmieniła. Nagle wszystko można było dostać tanio, dostarczyć daleko i w dużych ilościach. Początkowo branże te zapewniały pracę dla tych ludzi, aby pomóc w tworzeniu konsumentów dla wszystkich tych towarów. Ponieważ jednak gospodarka stała się coraz bardziej wydajna a pracownicy byli za powolni stopniowo zostawali wycofywani. Miejsca pracy jakie pozostały były w większości na niższym poziomie, wymagające minimalnych umiejętności i oferujące równie niewielkie wynagrodzenie, a co gorsze, brak spełnienia.

Szukając lepszych możliwości, coraz większa liczba tych pracowników przeniosła się do nowej gospodarki-sprzedaż, serwis i przemysł wytwórczy stały się możliwe dzięki sieci i jej zdolności do utrzymywania nas wszystkich w jednym miejscu. Jesteśmy nowymi artystami-projektantami, myślicielami i innymi twórcami kultury. Produkcja i sprzedaż detaliczna nigdy nie zniknie. Zaczęło się ponowne uznanie dla jakości jak niegdyś, a nie za często to co wychodzi z fabryki jest dobre jakościowo.

To nas napędza. Ekscytacja i możliwość tworzenia czegoś naprawdę wyjątkowego. Codziennie."

Uwielbiam wspierać firmy które robią coś z miłości, pasji a nie tylko dla zysku. Josh jest właśnie taką osobą wkłada to naprawdę całą energię i miłość, po jego pracy widać, że to jego ogromna pasja i robienie tego sprawia mu satysfakcję. Fajnie wspierać takich ludzi toteż cóż przyszło mi tylko popędzić Was do testowania, kupowania tych kosmetyków bo naprawdę warto. WARTO!!!
Kosmetyki są chociażby do dostania na stronie COLIMA-kosmetyki dostępne od ręki w Polsce, ale również na Cult beauty.

środa, 19 grudnia 2018

DLACZEGO WARTO PIĆ ZIOŁA?


Pamiętam jak niegdyś śmiałam się z mojej babci, że pije napary- z reguły były to herbaty liściaste-przesiewa jakieś fusy jakby nie mogła chwycić za herbatę w torebce. Teraz nie wyobrażam sobie życia bez herbaty sypanej, liściastej takiej prawdziwej gdzie jej smak jest o wiele bogatszy, prawdziwszy i świetnie działa na nasz organizm. Ale prócz zielonej i białej herbaty piję różne zioła które u nas są dosyć kontrowersyjne. Wszyscy się zawsze śmieją gdy wspominam, że pije skrzyp polny, rumianek czy pokrzywę..



Zioła mają naprawdę magiczną moc i są od tysięcy lat wykorzystywane w medycynie naturalnej. Potrafią one wyleczyć przeziębienie, złagodzić dolegliwości trawienne, zwalczyć trądzik...wiem większosci z Was takie leczenie naparami kojarzy się z jakimiś szamanami którzy robią pranie mózgu. Wszystko rozumiem ale zioła jako dodatek do zbilansowanej diety potrafią zdziałać cuda.

W ziołach znajdziemy bombę antyoksydantów, minerały i witaminy, toteż te mieszanki oczyszczą ciało z toksyn a co za tym idzie nadadzą cerze, włosom i paznokcia siłę i blask.

Wzbogacenie codziennej rutyny o zioła doda Ci również ogrom energii każdego dnia i doskonałe samopoczucie.

HIBISKUS

To istny eliksir młodości, w herbatkach na urodę zawsze znajdziecie hibiskus. Posiada w sobie sporą dawkę witaminy C, polifenole, kwas cytrynowy oraz jabłkowy. Jeśli macie cerę naczynkową szczególnie Wam polecam ten napar ponieważ łagodzi podrażnienia i pielęgnuje skórę od środka. Tak napar z hibiskusa również pomaga w odchudzaniu, obniża poziom złego cholesterolu oraz zwalcza wolne rodniki dzięki zawartości przeciwutleniaczy.

Bo piękna cera to nie tylko zasługa drogich kosmetyków a aktywności fizyczna, zróżnicowana dieta, suplementacja oraz zioła...bo nie wystarczy nałożyć maseczkę z dobrym składem na twarz by cieszyć się piękna skórą.

MIĘTA

Kiedy po nią sięgamy? Z reguły kiedy doskwierają nam dolegliwości trawienne. Bo tak napar z jej liści wspomaga trawienie i łagodzi ból ale nie tylko. Zawarte w nim olejki eteryczne posiadają działanie przeciwwirusowe a przez to, że herbata chłodzi organizm jest idealnym napojem na upalne dni. A mięta dodatkowo zmniejsza apetyt na słodycze.

KOPER WŁOSKI

Każda mama zna tą herbatkę, no kto z nas za dziecka nie poczuł smaku kopru włoskiego. To naturalny środek wzmagający laktację ale i rozkurczowy lek na niemowlęce kolki. Jednak to nie jedyne zalety tej rośliny. Napar z niego działa odprężająco na układ nerwowy oraz jego picie skutecznie redukuje stres dzięki właściwością antyseptycznym. Olejki eteryczne odświeżają jamę ustną i podkręcają metabolizm toteż warto go pić po posiłku.

RUMIANEK

Rumianek to antidotum na problemy ze snem gdyż rozkurcza on mięśnie i koi zmysły, wprowadza nasze ciało w stan relaksu. Roślina ta jest pełna witaminy C, soli mineralnych, związków kumarynowych oraz antyalergiczny chamazulen. Mieszanka ta genialnie wpływa na stan skóry dzięki temu zapewnia szybkie gojenie ran oraz łagodzi stany zapalne. Płukanka z herbaty rumiankowej stosowana na blond włosy je rozjaśnia i pozostawia słoneczne, wakacyjne refleksy-ale to chyba każdy wie.

POKRZYWA

To moja królowa wśród ziół. Nie wyobrażam sobie dnia bez niej. Suszona pokrzywa jest sekretem nieskazitelnej cery wielu modelek, dodawanie jej do koktajli(sproszkowanej wersji) daje taką samą moc antyoksydantów co jęczmień czy trawa pszeniczna. Pokrzywa doskonale wzmacnia włosy, oczyszcza cerę z trądziku i zwalcza stres(głównie dlatego oczywiście ją pije :D). Napar z jej liści posiada silne działanie moczopędne co za tym idzie przyśpiesza detoks organizmu i sprzyja lepszej przemianie materii.

MORWA

Napar z morwy to bogactwo witaminy B która pozytywnie wpływa na nasz nastrój, lepszą pracę mózgu oraz obniżenie złego cholesterolu. Taki napar również działa antybakteryjnie i sprawdza się jako naturalny środek przeciwgorączkowy oraz wzmacnia nasz organizm gdy dopadną nas gorsze dni. Pij morwę w ciągu dnia a dzięki temu zmniejszysz łaknienie na słodycze, poprawisz metabolizm oraz wzmocnisz swoją odporność.

A Wy jakie ziółka popijacie??