czwartek, 2 maja 2019

AKTUALNA PIELĘGNACJA WŁOSÓW.





O tego posta dostaje niezwykle często zapytania. Jednak pragnę już na samym wstępie zaznaczyć, że nie jestem włosomaniaczką nie znam się na proteinach, emolientach i humektantach totalnie nie wiem co kiedy powinno się stosować. Wyznaje taką pielęgnację która się u mnie sprawdza. Mam włosy wysokoporowate, nigdy nie były gładkie, proste i delikatne. Od zawsze borykałam się z szopą na głowie, nawet miałam przez pewien czas ksywkę "siekiera" co miało być nawiązaniem do oczywiście Shakiry :D Kompletnie niegdyś nie potrafiłam o nie zadbać, myłam je więc jedynie szamponem z silikonami i SLS-ami a potem prostowałam bo szopa nad wyraz mnie denerwowała. Włosy od prostowania jednakże wyglądały coraz gorzej, traciły blask, kruszyły się...nie było tutaj mowy o miękkich i długich włosach. Jakich zbrodni się jeszcze dopuściłam w swoim dotychczasowym życiu? Farbowanie na kruczoczarny kolor, bo odcienie hebanowe, jagodowe, granatowe...ombre i sombre. Nigdy nie schodziłam jednakże z koloru za pomocą dekoloryzacji czy ściągania koloru, z czerni wyszłam w bardzo prosty sposób...odczekałam ażeby odrost miał 10 cm i na reszcie włosów zrobiłam ombre-sama. Dopiero przy ostatnim ścięciu pozbyłam się lekko żółtych końców. Aktualnie moje włosy mają 60 cm długości(ścięłam niedawno 10 cm), od 7 lat ich nie farbuje, nie prostuje i nie suszę. Nie lubuje siebie w prostych włosach, toteż na większe wyjścia chwytam za lokówkę-ale robię to maksymalnie trzy razy do roku. Jeśli mam być szczera ja nawet za bardzo nie lubię ułożonych włosów...preferuje totalny nieład, grzywę lwa, wielką objętość która mimo wszystko jest naturalna-tapirowi mówię nie. Nie stosuje żadnych specyfików do stylizacji włosów, mimo wszystko najczęściej chodzę w włosach spiętych w koczka ze względu na moją pracę. A mając długie włosy niestety często one przeszkadzają. Gdy byłam mała miałam włosy niczym baranki z czasem się wyprostowały ale mam do tego predyspozycję bo mój tata ma włosy kręcone, bardzo gęste i grube. Gdybym bardziej przyłożyła się do pielęgnacji wiem, że byłby skręt może nie lok ale taka porządna fala. Nie chce mi się ugniatać włosów a potem jeszcze suszyć dyfuzorem. Jestem za leniwa.
Fryzjerzy w 99% zawsze powtarzali, że mam włosy niezwykle zniszczone, że nie wiedzą totalnie za co się zabrać bo najlepiej jest ściąć połowę włosów. Niestety włosy wysoko porowate tak wyglądają, jakby były zniszczone. Dopiero moja aktualna fryzjerka powtarza, że włos jest zdrowy a dodatkowo piękny i mam bardzo gęste włosy toteż nigdy się u mnie nie podejmie ścięcia na krótko bo tych włosów byłoby szkoda. Podciąć końce może ale nic poza tym :D Czego nie robię przy moich włosach...nie czeszę ich. I to nie tak, że nie mam grzebienia w domu ale gdy wyczeszę włosy na sucho powstaje jedynie puch, przeczesuje delikatnie włosy palcami i to mi wystarcza- a włosy myje średnio co dwa-trzy dni. Czeszę je jedynie na mokro grzebieniem z szeroko rozstawionymi ząbkami. I w moim przypadku musi to być grzebień plastikowy te drewniane się u mnie nie sprawdzają. Co do mycia włosów....mam włosy suche na końcach i przetłuszczające się przy skórze głowy-totalny klasyk. Ale mimo to udało mi się tak rozpracować moje włosy, że przez dwa dni od mycia wyglądają naprawdę świeżo. Nie jestem jednak w stanie Wam powiedzieć czego jest to zasługa...uwierzcie, że niegdyś myłam włosy każdego dnia a one wciąż się przetłuszczały. Uważam, że to zasługa braku silikonów i sls-ów w szamponach jakie używam. Tutaj ważna jest determinacja i wytrwałość bo niestety na początku Waszej przygody z naturalnymi szamponami skóra głowy może wytwarzać aż za dużo sebum ale z czasem to minie. Ja naturalne szampony stosuje od trzech lat i cóż nie żałuje...ba nigdy nie powrócę do szamponów z SLS-ami i silikonami. Właśnie a propos silikonów nie stosuje ich już od dawien dawna...i ja wiem, że one chronią i są naprawdę potrzebne. Mi nie są, fakt moje włos nie są tak pięknie gładkie jak włosy większości kobiet ale dla mnie właśnie silikony przetłuszczały za szybko moje włosy...oblepiają włos nie dając mu oddychać, po prostu żyć. Oczywiście SLS-y także to robią przez fakt, że są za bardzo agresywne i pozbawiają włosów wszystkiego co potrzebne...to tak samo jak z pielęgnacją naszej skóry na twarzy. Dlaczego zapominamy o tym, że piękne włosy to zadbana skóra głowy? Dlatego warto od czasu do czasu zastosować peeling na skórę głowy, wykonać jej masaż, mimo przetłuszczającego się skalpu nałożyć olejek. Mimo przetłuszczającej się skóry głowy ja olejuje również skalp. Nie powiem, że ważne jest by podcinać końcówki co miesiąc bo ja zrobiłam to po dwóch latach a mimo to włosy były w świetnym stanie...naprawdę jeśli nie robicie nazbyt wiele przy włosach nie narażacie ich na wysokie temperatury moim zdaniem raz na pół roku wystarczy. I nie róbcie tego same w domu, lepiej wybrać się do fryzjera by włosy zagęścić odpowiednim cięciem i by rosły prosto. U mnie dużo dało zrezygnowanie również z cieniowania-a raczej szarpania włosów- i podcinania włosów  w prostej linii, zyskały one bardzo na objętości. A jakie końce są piękne...

A teraz czas na produkty i krok po kroku moją pielęgnację:




Za każdym razem przed myciem olejuje włosy. Jako że włosy myje średnio 2-3 razy w tygodniu nie mam z tym problemu. Mam nawet określone dni w jakich myje włosy: niedzielę, środę i w piątek. W niedziele z reguły pozostaje cały dzień w domu, toteż olej nakładam na cały dzień w inne dni aplikuje go na godzinę-dwie przed myciem. I mam wiele sposobów na olejowanie...największe jednak efekty widzę gdy nałożę olej na mokro na ekstrakcie z aloesu, na żelu aloesowym ale i też na zwykłej wodzie. Olejowanie na odżywkę u mnie się nie sprawdza a po olejowaniu na sucho nie widzę żądnych efektów.
Aktualnie stosuje eliksir do włosów kręconych Bydgoskiej wytwórni mydła który nie pachnie nader przyjemnie ale bardzo fajnie zmiękcza włosy, sprawia, że są nawilżone pięknie się rozczesują i naprawdę są wręcz takie sprężyste. Na całe włosy potrzebuje średnio dwie pompki takiego oleju-ale jest on strasznie wydajny.  Olejowałam nim również skalp, bo od kiedy to robię-ale nie tylko tym olejem przed tym robiłam to olejem lnianym-zauważyłam, że o wiele szybciej rosną mi włosy a wysyp baby hair wręcz mnie przerasta bo nie mogę ich ogarnąć. Nie tyle czym ale z jaką częstotliwością będziemy robić masaż skóry głowy daje świetne efekty. Czasami gdy oglądam serial nanoszę na opuszki palców olej i po prostu masuje skalp-to bardzo relaksujące przy okazji.



Ale aktualnie testuje coś innego na skórę głowy czym wykonuje masaż. I bardzo, bardzo to polubiłam i sadzę, że będę do tego wracać. Mowa tutaj o kosmetyku niestety niedostępnym w Polsce ale spokojnie dostaniecie go w Europie i jego koszt za 57 g to ok. 100 zł. To jedne z nielicznych kosmetyków do włosów w których działanie naprawdę wierzę bo założycielka marki- Bhavna-jest posiadaczką przepięknych, zdrowych długich włosów. Nie chce na temat marki ani samej założycielki zdradzać tutaj nad wyraz dużo bo myślę o "zoomie na markę" bo historia założenia marki przez tą delikatną i śliczną dziewczynę jest zaskakująca. Ale wracając do produktu...stosuje go przed olejowaniem wlosów jedynie na skalp-bo takie jest jego przeznaczenie- wmasowując w suchy skalp odrobinę tego produktu przez kilka minut. Produkt w formie jest oleisto-wodnisto-lepiący się. Pachnie bardzo intensywnie ziołowo-a więc jeśli nie jesteście fankami naturalnych zapachów to nie jest produkt dla Was. Są dwa rodzaje tego produktu dla normalnego skalpu oraz z problemami/przesuszonego. Ja mam ten drugi rodzaj...a co za zadanie ma sam produkt. Przyśpieszyć wzrost włosów dzięki nawilżeniu i stymulacji- to jego główna rola a dodatkowo łagodzi on podrażnienia i złuszcza delikatnie skalp pozbawiając skórę martwego naskórka, zanieczyszczeń itp. W składzie m.in. masło shea, olej neem, olejek z drzewa herbacianego, olej arganowy, olej rycynowy. Bardzo fajny produkt..więcej zapewne opowiem Wam o nim w ulubieńcach kwietnia. Pozostawiam ten produkt tak samo jak w przypadku oleju na włosach-na cały dzień albo na parę godzin.

Pytanie teraz jak ja zmywam te całe oleiste produkty z moich włosów. Sam szampon niestety nie daje rady...albo pytanie co robię jeśli jestem u fryzjera i ten zastosuje multum silikonów.

Po pierwsze jak zmywam oleje...odżywką. Po prostu nakładam ją na całe włosy delikatnie pocieram i zmywam, ale bardzo dokładnie. Moje włosy kompletnie nie lubią gdy na włosach pozostaje odżywka. Od razu są przetłuszczone. Aktualnie do wypłukiwania oleju używam drożdżowej maseczki od babuszki agafi-jest ona tania toteż nie jest jej mi szkoda na wypłukiwanie oleju.




Co do silikonów i ich zmywania tutaj wchodzi cięższa artyleria...i nie, nie mam specjalnego szamponu bo ja ogólnie nie używam mocno oczyszczających szamponów bo ich nie potrzebuje. Nie używam produktów do stylizacji toteż co mam zmywać? Nawet nie używam szamponu na całe włosy a jedynie na te przy twarzy i na skalp. Tutaj sprawdza się zwykła soda...dodaje jej odrobinę do szamponu i myje całe włosy, dokładnie. Raz wystarczy...dodanie sody do jakiegokolwiek szamponu podbija jego właściwości oczyszczające. Były czasy gdzie myłam włosy jedynie sodą ale nie chciało mi się już bawić w ocet jabłkowy i płukanie włosów po myciu. Ja jednak po takim myciu włosów szamponem z odrobiną sody już ich nie zakwaszam, nie zauważyłam by działo się z włosami coś strasznego, poza tym robię to nie za często a więc nie niszczę ich.




Teraz przechodzimy do mycia. rzez parę lat-przez parę butelek-byłam wierna szamponowi marki Rahua dodającym objętości. Wracałam do niego, wracałam i wracałam ale zauważyłam, że tak naprawdę on nie był odpowiedni dla mnie bo z czasem zaczął przesuszać moje włosy. Ja głupia wierzyłam, że jest tak idealny-za tą cenę powinien być bo kosztuje 170 zł-, że nie muszę przy jego stosowaniu używać odżywki czy masek. Niekiedy mi go brakuje bo nic nie dawało mi takiej objętości jak ten szampon ale zmądrzałam i mimo iż ten szampon używałam przez pół roku to nie, nie chce ponownie wydać tyle za produkt do mycia. Nigdy w życiu...poza tym nigdy podczas jednego mycia nie używałam jednego szamponu. Do pierwszego mycia coś na przetłuszczanie się czy właśnie szampon dodający objętość zaś drugie mycie było bardziej nawilżające, regenerujące itp. Myje włosy zawsze dwa razy, zauważyłam, że nawet szampon lepiej się pieni przy drugim myciu-tak naturalne szampony również się pienią nawet jeśli nie posiadają w swoim składzie SLS-ów. Aktualnie myje włosy szamponami w kostce i jestem naprawdę zadowolona-używam Tinktury, 4szpaki oraz szamponów od Tradycyjnego Mydła i niestety ale do pierwszego odstrzału idzie szampon od 4 szpaków który jest straszny. Nie domywa moim zdaniem włosów, bardzo szybko się one przetłuszczają , są oklapnięte i bez życia a przy tym suche na końcach a dodatkowo strasznie plącze włosy mimo iż pianę tworzę w dłoniach po czym aplikuje na włosy. Testowałam naprawdę masę szamponów naturalnych...ale nie ważne czy używasz naturalnych szamponów czy też "normalnych" moim zdaniem najważniejsza jest rotacja. Warto mieć w swojej "kolekcji" chociażby dwa szampony ażeby za bardzo nie przyzwyczajać swoich włosów do jednego bo z czasem może zaprzestać działać. Nie warto wydawać za szampon majątku ale także nie warto iść w drugą skrajność i kupować jak najtańszego szamponu bo mimo iż on ma "tylko" myć to moim zdaniem dobór idealnego szamponu jest bardzo ważny. Szampon może także pielęgnować nasze włosy jak i również działać na ich nie korzyść. Mam włosy zaliczające się do bardzo długich i średnio buteleczka 250 ml szamponu starcza mi na 4-6 miesięcy podwójnego mycia trzy razy w tygodniu. Muszę jednak zaznaczyć, że myje jedynie skalp, mam suche końce i nie chce podwójnie ich przesuszać a poza tym nie stosuje żadnych produktów do stylizacji. To się u mnie sprawdza i tego się trzymam.




Teraz czas na odżywkę/maskę...ja nie rozdzielam ich jednakże na dwie kategorię. Maskę/odżywkę trzymam na włosach średnio 3-5 minut. Jeśli mam być szczera o wiele bardziej wole kupić lepszy szampon aniżeli odżywkę bo nie ważne jaką bym kupiła ja rewelacyjnych efektów nie widzę. Kobiety zawsze myślą, że maska zdziała cuda, im więcej jej nałożą tym lepsze efekty. A każdego dnia szorują włosy mocno oczyszczającymi szamponami, suszą je suszarkami, prostują lub kręcą, nakładają pianki,  lakierem utrwalają fryzury...rozjaśniają i przyciemniają włosy i dodatkowo jedzą co popadnie a potem myślą, że kupią odżywkę za 100-200 zł i ich bolączki się skończą. No to tak nie działa. Nie chce Was pouczać ale niegdyś miałam siano na głowie, włosy mi się łamały i było ich o wiele mniej niż mam teraz. Tylko je kręciłam i nakładałam pianki ażeby było ich więcej i więcej...farbowałam, rozjaśniałam końce ale za żadne skarby nie chciałam ich ścinać. Rozum wrócił do mej głowy gdy schodziłam z czerni poprzez ombre...tak gdy miałam 15 cm odrost, postanowiłam rozjaśnić czarne włosy i tak schodzić z czerni. Było to 7 lat temu od tamtego czasu nie zafarbowałam włosów i już nigdy tego nie zrobię. Comiesięczne farbowanie włosów na czarno zniszczyło je, nie były sypkie a takie toporne. Dopiero przy ostatniej wizycie u fryzjera ścięłam ostatnie resztki ombre które robiłam 7 lat temu!!!! Niegdyś nienawidziłam swojego koloru włosów a teraz uważam, że jak żaden inny do mnie pasuje. Ale wracam do odżywek...
Wcale nie musicie wydawać majątku na odżywki/maski bo możecie robić je same w domu...z lekko sczerniałego banana , resztki awokado, jajek, jogurtu naturalnego. Czy mogę Wam jakąś maskę/odżywkę szczególnie polecić? Moją ulubioną jest niewątpliwie ta marki John Masters Organics z awokado i lawendą-cudowna maska. Aktualnie stosuje odżywkę niedostępnej w Polsce marki The Innate Life i jest naprawdę fajna...stosuje ją z nadzieją, że sprawi iż będę miała tak cudowne włosy jak założycielka marki <3

Na końcówki wcieram z reguły olejki jakie zostają mi na dłoniach po pielęgnacji twarzy. Nie mam niczego specjalnego...od czasu do czasu tak po prostu spryskam je wodą różaną. U mnie wszystko dzieje się naturalnie i z reguły większość czynności jest niezaplanowana.

A stylizacja..u mnie nie istnieje. Awaryjnie mam piankę do włosów od John'a Masters'a, wodę z solą morską Rahua oraz suchy szampon również od nich ale nie używam tych rzeczy. Świetność suchego szamponu już dawno się u mnie zakończyła-ale tak jest bo to różnie bywa a wodę z solą z reguły stosuje latem. Nie jestem dobra w stylizacji włosów a i tak w większości włosy mam związane w koka albo w kucyka. Powstrzymuje się też przed ich dotykaniem bo zauważyłam, że gdy za często ich dotykam to przyśpiesza ich przetłuszczanie się. 7 lat temu myłam włosy każdego dnia i sądzę, że głównie była to wina produktów z SLS-ami i silikonami bo teraz gdy używam naturalnych kosmetyków moje włosy są dłużej świeże i po prostu dobrze wyglądają moim zdaniem. Jednakże często się zdarzało, że chodząc do fryzjerów Panie zawsze powtarzały, że mam zniszczone włosy i trzeba dużo ciąć by dobrze one wyglądały.


Włosy mam rozpuszczone z reguły pierwszego/drugiego dnia od mycia zaś trzeciego zawsze już są związane-są świeże ale już nie tak bardzo świeże.
Uwielbiam włosy drugiego dnia, pięknie się układają, są bardziej sztywne i podatne na układanie-na noc wiąże je w koka lub warkocza i otrzymuje burzę włosów. Śpię na satynowej poduszce którą niegdyś kupiłam w TkMaxxie a jeśli chodzi o czesanie włosów robię to jedynie po myciu na mokrych włosach grzebieniem o szeroko rozstawionych zębach.
Nie myje włosów każdego dnia z wielu powodów:zawsze musiałabym nakładać olej przed myciem, potem odżywka mycie odżywka a nie chce mi się, mam włosy długie a więc mycie ich to katorga, nie potrzebuje robić tego bo moje włosy do trzech dni są świeże a poza tym jestem leniwa po prostu. O wiele łatwiej przychodzi mi związanie włosów w koka i ulizanie ich, poza tym moje włosy może to zabrzmi strasznie ale dobrze wpływa na nie rozłożenie sebum na całej długości włosów, po prostu.


I to tyle...cała historia moich włosów. Być może jest chaotycznie ale uprzedzałam, że włosy to nie jest mój konik. Jeśli macie jakieś pytania/zastrzeżenia śmiało piszcie w komentarzach czy też na Instagramie chętnie odpowiem na każde pytanie.




wtorek, 23 kwietnia 2019

ULUBIEŃCY MARCA.



  Marzec był to niewątpliwie miesiąc targów. Pierwszy raz byłam na Ekocudach w Gdańsku i jeśli mam być szczera rozczarowały mnie...ciężki dojazd jeśli chodzi o osoby które nie posiadając prawa jazdy, mała przestrzeń i niestety mało wystawców w porównaniu do ilości jaka jest w Warszawie. Jednakże pojechałam tam z czystej ciekawości i nie wiem czy zdecyduje się pojechać jeszcze raz. No chyba, że dojdą jakieś świetne marki które będę chciała odkryć. Zrobiłam "małe" zakupy i były powroty do kosmetyków jakieś nowości ale nic mnie tak nie zachwyciło jak Bydgoska Wytwórnia Mydła bo wszystko co u nich zakupiłam na targach sprawdziło mi się i już wiem, że będę do tych rzeczy powracała i powracała.


 Po pierwsze cudo nad cuda...genialny kosmetyk który jest bardzo prosty. Bo to będzie mydło ale nie takie byle jakie bo solne. No i powiecie sobie mydło to mydło myje i nic więcej nie robi. Ale te to wymysł jakiegoś geniusza..i całkiem przypadkiem wpadło w moje ręce. Gdy na targach przeczytałam mydło solne do stóp od razu pomyślałam o mojej mamie. Ta chodzi bez skarpetek, a jak chodzi to w takich cienkich jakby w ogóle ich nie nosiła. Ma zawsze problem z twardymi piętami które z czasem pękają i tarkowanie ich nie pomaga. Więc jak zobaczyłam cenę 15 zł pomyślałam co szkodzi, jak nie będzie działać zużyje do ciała. Ale jakaż była rekcja mojej mamy po pierwszym użyciu- "kup pięć opakowań bo boje się, że się wyprzeda". Moja mama uzależniła się totalnie od tego mydła bo nic, nic nie daje takich efektów jak owe mydełko. Skóra stóp już po pierwszym razie była gładka ale po systematycznym używaniu jest porównywalna do miękkości stóp u niemowlęcia-nie żartuje. Spokojnie nie myślcie sobie, że jest to mydło w którym zatopione kujące kryształy soli, to bardziej sól sama w sobie rozpuszcza martwy naskórek, bo tutaj nie ma mowy o zdzieraniu. Ja może nie mam problemów z twardością skóry na stopach, mam miękką skórę aczkolwiek borykam się w z wypryskami na ramionach i plecach a zapobiegawczo używam tego mydła na całe ciało jako peeling. WOW!!!! Mydło przesusza mówię od razu ale jak ładnie wygładza i leczy wypryski. Mi jednak taka jedna kostka tego mydła starcza na 3 tygodnie każdorazowego użytku-2,3 razy w tygodniu na całe ciało łącznie ze stopami(ja jak i moja mama mamy swoje kostki). Ale jest wart tych pieniędzy i czuje, że teraz zamawiając mydło zamówię ich 10-5 dla mnie i 5 dla mamy :D Nawilżanie po tym mydle jest wskazane wręcz ale jest tego wart. Jeśli mam być szczera ogólnie moim zdaniem mydła z Bydgoskiej Wytwórni Mydła są najlepsze jakościowo-moja mama mydłem wege awokado myje włosy bez zakwaszania i bez odżywki i mówi, że są genialne-ale ona ma krótkie włosy  :) I muszę zaznaczyć, że ten post nie jest sponsorowany a wszystkie kosmetyki kupiłam za własne pieniądze.



 Nie mam loków, niestety nie jestem posiadaczką pięknych loków z którymi jest multum pracy ale wiem, że gdybym spięła się i spędzała większość wolnego czasu na pielęgnacji włosów to otrzymałabym przepiękne fale bo posiadaczką włosów prostych i gładkich również nie jestem. Mam włosy wysokoporowate takich których pielęgnacja nie kończy się tylko na szamponie. Ja jednak nienawidzę dbać o włosy, zawsze nakładanie tych olejków, masek, odżywek i innych specyfików mnie drażni i kończę na szamponie. Ale uwielbiam swoje włosy mimo wielu wad i wiem, że mogłyby być jeszcze piękniejsze-bo mam tendencję do falowania a nawet kręcenia a więc dobre wgniatanie żelu i sadzę, że byłby lok. Mój tata ma baranki a ja gdy byłam mała również miałam a więc kto wie, kto wie. Toteż bardzo lubię kosmetyki przeznaczone do włosów kręconych-nawilżające, ciężkie i odżywcze. Żadnych leciutkich konsystencji...ale jeszcze robię to nieumiejętnie bo nie wiem co kiedy nakładać. Ale też nie chce mieć 10 odżywek, 15 masek i stylizatory...chce rozsądnie podejść do włosów.
I oto przedstawiam Wam Zakręcony Box który został stworzony przez Bydgoską Wytwórnię Mydła gdzie jest też w zestawie poradnik od zakręcovni - czyli Emilii która prowadzi świetny kanał na Youtube i jest prześliczną dziewczyną ale jakie ma piękne włosy. To jest istne cudo <3 No i oczywiście musiałam mieć ten box. A tam maska z bananem i spiruliną oraz eliksir do włosów kręconych. Sam eliksir można kupić i kosztuję on wtedy 59 zł ale niestety nie można kupić tej cudownej maski, którą już wykończyłam :(  Totalnie się od niej uzależniłam bo jest genialna.
Ale od początku...olej stosuje co drugie mycie na całe włosy również na skalp, nakładam zarówno na suche włosy czy też na mokre, na odżywkę, na żel aloesowy...różnie go stosuje i za każdym razem włosy są przepięknie gładkie i miękkie, od kiedy regularnie go stosuje widzę, że włosy od dołu zaczynają niepewnie się falować-gdybym je gniotła efekt byłby lepszy. Zmywam owy olej babuszką agafi maseczką drożdżowa a potem myje włosy normalnie szamponem. W składzie oleju między innymi olej archaidowy, olej jojoba i konopny. Świetnie sprawdza się przy moich wysokoporowatych włosach ale tutaj ważna jest systematyczność.


 Co do maski nakładam ją zawsze gdy nie nakładam oleju, przed myciem na zmoczone włosy na całą ich długość-bez skalpu delikatnie wtłaczam ją we włosy i pozostawiam na ok. godzinę czasu. Oczywiście wymywam ją czasami odżywką a czasami szamponem-bo ja nie zawsze używam szamponu na całą długość włosów a jedynie na skórę głowy i włosy przy twarzy. To jest niewątpliwie najlepsza maska jaką daną mi było stosować i widzę po niej efekty-może dlatego, że w końcu jest dostosowania do mojego rodzaju włosów. Włosy są w dotyku miękkie, gładkie ale przy tym również lepiej falują się. No co można więcej napisać o masce? Wybaczcie ale włosomaniaczką nie jestem i jak nad serum do twarzy potrafię się rozpływać tak nad kosmetykami do włosów już ciężej mi to przychodzi. Aaaa maseczka jest koloru zielonego-ale spokojnie nie brudzi-i pachnie takim prawdziwym bananem i spiruliną-ciekawe czy taka papka z banana i spiruliny działałaby tak samo dobrze, jak myślicie?

Cały box kosztuje 119 zł. Chętnie wróciłabym do maski ale nie chce kupować znowu całego box-u bo oleju to mam chyba na cały rok. Bydgoska Wytwórnio Mydła, ładnie proszę wprowadźcie owe maski do stałej sprzedaży ale solo :)


Ostatnią ale wcale nie najgorszą rzeczą jaką chciałabym Wam przedstawić jest coś dla fanek "zero waste" to szczotka do masażu twarzy. Produkt jest w 100% wege i spokojnie może zastąpić peeling twarzy. Szczotkuje ciało na sucho i nie muszę Wam mówić jakie są tego korzyści-od czasu do czasu jednak wykonuje peeling całego ciała bo mam większe problemy z ciałem aniżeli z twarzą jeśli chodzi o pielęgnację, ale za każdym razem przed kąpielą wykonuje masaż. A o szczotkowaniu twarzy na sucho również słyszałam wiele dobrego. I robię to mimo iż jestem posiadaczką suchej, delikatnej i naczyniowej skóry-trzeba po prostu wyczuć szczotkę i wiedzieć jak nią kierować aby nie zrobić sobie krzywdy. Owa szczotka wykonana jest z szczeciny agawy, surowej bawełny(przepiękny woreczek w który szczotka jest opakowana) oraz drewna bukowego- szczotka w 100% jest biodegradowalna. Masaż taką szczotką nie tylko pomaga nam złuszczyć martwy naskórek ale ujędrnia skórę, poprawia ukrwienie ale i zapobiega wiotczeniu. Rano owy zabieg niezwykle pobudza moją skórę i neutralizuje opuchnięcia a wieczorem relaksuje-taki masaż wykonuje raz dziennie od czasu do czasu ale zdarza mi się parę dni pod rząd. Masuje ją okrężnymi posuwistymi ruchami nie dociskając nader mocno szczotki do skóry. Cena to 25 zł.

piątek, 12 kwietnia 2019

ZDENKOWANI III


I trzecia część jednego denka....te kosmetyki zużyłam tak naprawdę już w lutym ale wybaczcie nie zawsze znajduje czas by napisać posta bo mimo zapewnień wszystkich przed zaczynaniem prowadzenia bloga wszędzie powtarzane było, że to takie łatwe i szybkie. Ja z umysłem humanisty nie zawszę mam "wenę" by coś stworzyć. Poza tym dla niektórych to jedyna praca a dla mnie jedynie dodatek do życia. Poza tym moje posty są z reguły długie, bardzo długie i wole raz a porządnie aniżeli rozmieniać się na drobne.

TWARZ



Zacznę od mojej ulubionej partii ciała jeśli chodzi o pielęgnację czyli od twarzy. Wiecie jak bardzo uwielbiam pielęgnację właśnie twarzy i jak wiele czasu jej poświęcam-no i widzicie po zakupach jak wiele kosmetyków kupuje :D

Tonik/mgiełka marki May Lindstrom czyli The Jasmin Garden coś kompletnie nie wartego jakże wysokiej. To była istna głupota, że wydałam na niego aż 330 zł-głupia ja. W tym toniku działa tylko zapach...a tak nie robi nic nader wielkiego. Był to był, nie ma to nie ma...zostawię sobie jedynie to opakowanie bo jest przepiękne. Ocena 1/10-za piękny zapach

Był czas, że marka Omorovicza totalnie mnie oczarowała i chciałam przetestować wszystko z ich linii-no ale nie ukrywajmy to nie są tanie kosmetyki. Zdecydowałam się więc na mniejsze pojemności. Bardzo polubiłam maseczkę głęboko oczyszczającą i na pewno w przyszłości do niej powrócę ale do tych dwóch gagatków już nie. Zapachy tych kosmetyków to jakaś poezja...bardzo ziemste ale czyste, orzeżwiające...bo wiecie, ze te kosmetyki są oparte na węgierskim torfie leczniczym-ale ja ten zapach ubóstwiam. Zacznijmy od Cleansing Foam czyli piance do wyciśniecia-formuła jest genialna bo to taka sztywna, mocno zbita pianka która pachnie bardzo orzeżwiająco. Bardzo odświeża i energetyzuje skórę ale dla mnie mimo wszystko była za mocna. Ale bardzo to fajny produkt i wart zainteresowania a do tego jakże wydajny. Cena to ok. 250 zł/150 ml ocena 8/10. Drugim produktem jest coś czego nie potrafiłam używać a mowa o Moor Cream Cleanser bo ani nie nadawał się do pierwszego mycia ani do drugiego. Ostatecznie zmywałam nim makijaż, jego pierwszą warstwę. Tutaj już czuć było zapach torfu...był w konsystencji bardzo kremowy ale dobrze się zmywał za pomocą owej pianki. O wiele bardziej jednak polecam kupić piankę aniżeli to. Tutaj cena to ok. 270 zł za 150 ml. Ocena 5/10

Pomadka rumiankowa marki Alterra to kosmetyk który jest u mnie  od czterech lat i tego nie mam zamiaru zmieniać.  Ale ja nie aplikuje jej na usta a...na brwi i rzęsy. Olejek rycynowy w niej zawarty działa cuda z moimi naturalnie mocnymi i czarnymi rzęsami i brwiami. Wiem, że jednak nie u każdego działa. Nie oceniam już nawet tego kosmetyku bo nie warto się powtarzać :D

Gdybym miała Wam podać najlepszy kosmetyk do demakijażu-do pierwszego mycia-to byłby niewątpliwie ten kosmetyk. Najlepszy z najlepszych czyli Oil Cleanser od Kahina Giving Beuauty. WOW!!!
I niekiedy słyszę i czytam, że produkt do demakijażu nie ma znaczenia-jak szampon do włosów-bo jest tylko chwilę na twarzy i ma tylko dobrze zmyć...otóż u mnie ma robić też wiele innych kwestii. Nie podrażniać okolic oczu-bo używam go również do powiek-nie przesuszać i nie czyścić tak bardzo, że pozostaje efekt piszczącej skóry. A ma wygładzać i nawilżać skórę jak i dobrze zmywać makijaż. Ten produkt rozpuszcza wszystko nawet tusz do rzęs-którego używam 4-6 razy w roku.
Bezproblemowy produkt, ja z reguły zmywałam go żelem Eco by Sonya i nie pozostawała po nim żadna tłusta warstwa, nic z tych rzeczy. Cena 240 zł/100 ml to być może dużo ale jest bardzo wydajny-ja stosowałam go nieprzerwanie przez 6 miesięcy. Ocena to oczywiście 10/10!!!

WŁOSY


                           
W kwestii tego produktu...cóż byłam niesystematyczna a ostatecznie podałam go dalej. Mowa tutaj o trychologicznym peelingu czystek i czarnuszka do skóry głowy marki Biovax. Moim zdaniem niepotrzebne jest wydawanie pieniędzy na taki peeling bo dokładny masaż skalpu potrafi również działać cuda. Inna sytuacja jest jeśli stylizujecie włosy, używacie suchych szamponów, pianek czy lakierów toteż wtedy moim zdaniem jest to wskazane. Ja jednakże nie stosuje produktów do stylizacji a jedynie oleje/maski/odżywki i szampony. Peeling taki jest głównie polecany dla osób które borykają się z przetłuszczaniem ale również pomaga kosmetykom do pielęgnacji dojść głębiej bo odblokowuje dojścia do mieszków włosowych. Dlaczego robimy peeling twarzy czy ciała? Pod włosami również jest skóra. Kiedyś miałam peeling z Bandi w formie żelu ale tamten kompletnie niczego nie robił ten był już lepszy ale kolejne dwie minuty dodane do pielęgnacji włosów to dla mnie katorga. Poza tym ciężko mi było wypłukać małe nasionka z moich długich włosów..może kiedyś do niego wrócę bo jest w korzystnej cenie(ok. 15-25 zł za 125ml) i naprawdę pomaga włosom mimo wszystko. Gdyby nie moje lenistwo zapewne pisałabym o samych ochach i achach...daje  mocne 8/10.

Biovax maska intensywnie regenerująca bambus i awokado. Szampon z tej serii sobie ukochałam i postanowiłam również przetestować maskę. Wybaczcie ale ja ogólnie nie jestem nazbyt dobra ogólnie w ocenianiu kosmetyków do włosów bo mam naprawdę trudne włosy i zapewne są w "złym" stanie moim zdaniem właśnie przez nieodpowiednią pielęgnację. Zupełnie się nie znam na tych emolientach i proteinach i humekantach -to dla mnie czarna magia. Kompletnie nie potrafię czytać składów kosmetyków do włosów ale wiem, że mam włosy najgorsze z najgorszych bo wysokoporowate toteż nawet gdy są zdrowe wyglądają na zniszczone :D Silikonów nie używam od długiego czasu i wiem, że powinno się zabezpieczać włosy ale nie chce i nie mam zamiaru. Oleje mi wystarczą, dla mnie silikonowe wypełniacze czy to w produktach do twarzy czy włosów są po prostu złe. Dla mnie to była po prostu maseczka tyle. Nie potrafię nawet opisać jej działania bo dla mnie wszystkie działają tak samo-zapewne nie za dobrze ją dobrałam. Z reguły używam masek czy odżywek przed myciem włosów, bo na koniec mycia zawsze nie mogłam ich wystarczająco dobrze wypłukać. Ale też takie nakładanie przed myciem lepiej działa na moje włosy. Ocena 5/10 a co do ceny to jest to ok. 15-30 zł za 250 ml produktu.

CIAŁO



 Wiecie jaką sympatią darze kosmetyki marki Fridge. Mam swoje must have do pewnych kosmetyków do twarzy zawsze powracam tak jakoś omijam kosmetyki do ciała-bo chyba przerażają mnie te ceny. Ja nie jestem w ogóle zwolennikiem wydawania nazbyt dużo na właśnie kosmetyki do tej partii. 2.4 Avocado body nie należy do najtańszych bo za 190 g balsamu musimy wydać aż 227 zł i niestety muszę to powiedzieć ale nie kupię ponownie tego kosmetyku bo moim zdaniem aż tak wysokiej ceny nie jest wart-poza tym był bardzo wydajny i musiałam go nakładać bardzo dużo na ciało ażeby całego go zużyć przed terminem. Ja niekiedy produkt do ciała zużywam przez 6 miesięcy a ten musiałam w 2.5 miesiąca-dodatkowo tak ogromną pojemność. Te opakowanie jest przepiękne-cieżkie, szklane i czarne. Nie mam problemu z kosmetykami w szklanych opakowaniach-to dobre dla naszej Ziemi-ale też nigdzie nie podróżuje a więc nie rozpaczam, że coś by się stało podczas podróży, jak robi to wiele blogerek oceniając produkt. Nawilżał...ale czy zauważyłam jakieś inne właściwości tego kosmetyku chyba większe ujędrnienie i napięcie czułam po balsamie z Resibo którego zużyłam już trzy opakowania i kosztuje o połowę mniej-a nawet i troszkę mniej. Ocena 6/10.

Rata&co probiotic face oil-kupiłam w TkMaxxie nie spodobał mi się i wykończyłam go do ciała-tyle w tym temacie.

 Ciekawe czy Wy również macie taki sam problem z marką Resibo jak ja. Jak raz coś kupię to okazuje się totalnym bublem a kolejny kosmetyk jest wielką miłością. Tak mam z naturalnym kremem do rąk który bezkonkurencyjnie wygrał w kategorii "w miarę przystępnej cenie, naturalny i działający krem do rąk" :D Jest to po prostu najlepszy krem do rąk jaki było mi dane przetestować. Aktualnie stosuje ten marki Eco by Sonya i nie zauważyłam niczego rewelacyjnego a cena to ok 90 zł-niestety szykuje się pierwszy bubel od Sonya :( Ten krem kosztuje 29 zł za 75 ml...jest bardzo odżywczy, bardzo kremowy, pozostawia tłustą powłokę na skóze ale ten krem można zastosować raz na  i nawilżenie utrzymuje się przez cały dzień. Zimą nie było mowy o popękaniu czy suchości bo on przepięknie otulał skórę i nawet popękaną koił. Niestety myje ręce parę a nawet paręnaście razy dziennie i krem u mnie schodzi bardzo szybko-chyba będę musiała kupić coś tak dużego jak żel do mycia rąk i postawić na umywalce w pracy. Krem jak najbardziej na tak, bardzo, bardzo dobry...ocena 10/10 bo nie mam do niego zastrzeżeń.

sobota, 23 marca 2019

ULUBIEŃCY STYCZNIA/LUTEGO.



Włączył mi się ostatnio jakiś minimalizm kosmetyczny...nie chodzi bardziej o zminimalizowanie kosmetyków jakie kupuje ale ilość kosmetyków jakie nakładam na swoją skórę. Dawno nie byłam tak zadowolona ze stanu swojej skóry ale muszę tutaj do czegoś się odnieść. Nasza skóra nigdy, przenigdy nie będzie niczym z photoshopa. Niestety mamy pory które są w większości rozszerzone co sprawia, że nasza skóra nie jest idealnie gładka a poza tym zawsze kolor naszej skóry na twarzy w różnych rejonach będzie się różnił i tego nie zmienimy. Dla mnie najważniejsze jest by skóra była pełna blasku takiego od środka,by była pulchna od nawilżenia i nawodnienia a do tego by szybko się nie czerwieniła i oczywiście wygładzenie również jest priorytetem. Lubie siebie bez makijażu, akceptuje w 100% nawet z czerwonym nosem :D
Powiem Wam szczerze, że mimo iż moja pielęgnacja jest idealna to dieta już nie. Niestety lubię chipsy, czekoladki, pizzę i frytki ale w tym wszystkim jest balans. Z reguły szaleje jedzeniowo przed okresem i w jego czasie a tak czekoladka zdarzy się raz na trzy dni. Ale suplementuje cynk i kolagen i zauważyłam, że również wiele mi to daje. I picie wody ale nie popadajcie w paranoje. Nie jestem fanką sałatek, koktajli z zielonych warzyw, hummusów a nawet nie jadam codziennie awokado. Uwielbiam ryż, makaron, mozzarellę i jem mięso oraz jaja. I zauważyłam gdy dostarczam mojemu organizmowi wszystkiego po trochu skóra, włosy oraz  paznokcie są w świetniej kondycji ale i moje ciało bo nie muszę wcale ćwiczyć nazbyt wiele a moja forma wciąż się trzyma świetnie-ćwiczenia robię z reguły 2-3 razy w tygodniu i medytuje każdego wieczora przed snem.

Ale kosmetyki, ulubieńcy aż dwóch miesięcy bo jakoś nie miałam weny na pisanie posta-przyznaje się bez bicia. Łatwiej i szybciej jest mi po prostu odzywać się do Was na Instagramie, ale nie mogę tam przekazać Wam aż tak dużej treści.

Nie będzie dużo kosmetyków-bo tylko trzy-ale jak najbardziej są one warte zainteresowania z Waszej strony.


Po pierwsze Josh Rosebrook i complete moisture cleanse. Jeśli obserwujecie mnie od jakiegoś czasu to wiecie, że kosmetyki Josh'a uwielbiam i polecam z ręką na sercu. Kosmetyki może i drogie ale warte tych cen i bardzo wydajne. O Josh'u jego filozofii, kosmetykach i o nim samym spisałam post jemu poświęcony z mojej serii ZOOM NA MARKĘ . Ja wiem czego głównie szukamy w produkcie do zmycia makijażu-by to zrobił dobrze, mocno i by skóra piszczała z czystości. Ja już dawno temu odeszłam z takiej metody oczyszczania ma być skutecznie ale moja skóra nawet po zmyciu makijażu wciąż ma czuć się komfortowo a nie na ściągnięta i przesuszoną. Ja wiem, że produkt  do demakijażu i żel do mycia twarzy mają tylko myć ale u mnie takie produkty nie przejdą. Zawsze kończyłam ze skórą wysuszoną na wiór nie tylko ze względu na kosmetyki ale i wodę która leci u mnie w kranie...straszna. Od niedawna zrozumiałam, że wcale po myciu twarzy od razu nie musze sięgać po olejek by nie odpadła mi skóra, że są kosmetyki do zmywania makijażu które od razu dadzą mi nawilżenie albo po prostu nie zedrą jego z mojej skóry. I taki jest ten kosmetyki. Nie chce o nim też nazbyt wiele tutaj zdradzać, bo zapewne gdy będę przy końcu opakowania przyjdę z pełną recenzją ale ja stosuje go jako pierwszy etap zmywania mojego "makijażu". Muszę nadmienić, że ja nie stosuje mocnych podkładów, tuszu do rzęs, róży, bronzerów itp...wszystkie moje kosmetyki kolorowe są w konsystencji kremowej toteż musicie też to brać pod uwagę ale zmywa podkład mineralny a nawet zmywam nim cienie do powiek i nie szczypie w oczy. Jest bardzo komfortowy. Ja z reguły zużywam ok półtorej pompki na jedno mycie "rozkładam" go na całej twarzy dodaje odrobinę wody, masuje i pozostawiam na parę sekund po czym zmywam go żelem do mycia twarzy. Nakładam go zawszę na suchą skórę, na makijaż. Wiem jednak, że ten produkt z reguły używany jest  jako poranne mycie czy też do drugiego mycia. Ja mimo wszystko twierdze, że w moim odczuciu jako drugie mycie nie sprawdzałby się tak dobrze. Duo tego żelu i żelu od Indie Lee to duet idealny. Mogę pokusić się, że to mój najlepszy produkt do zmywania makijażu jaki mi przyszło stosować. Cudo <3 Przyjdę na pewno z jego pełną recenzją-ja lubię zużyć całkowicie produkt a dopiero potem przychodzić z taką rzetelną, prawdziwą opinią. Ale na ten moment ubóstwiam ten kosmetyk.


Gdy tylko do Douglasa weszła marka Kora Organics wpadłam w szał. Marka ta i jej kosmetyki była tak zachwalana w sferze eco beauty, że od zawsze chciałam coś od nich przetestować ale gorzej było z dostępnością i wysyłką do Polski. A nie chciałam sobie zawracać tym głowy. Noni glow face oil miał być przegenialnym kosmetykiem, blaskiem w buteleczce a dla mnie okazał się bublem-bardziej smalcem w butelce który nic więcej nie robi, tak samo z maseczką która jest przeciętna. Ale co do toników mogę polecić o ile chcecie wydać 149 zł za 100 ml. Czy lavender toner jest wart tego wydawania? Nie ale jest fajnym tonikiem który stosuje z reguły podczas wieczornej pielęgnacji bo zapach lawendy- tutaj znajduje się prawdziwa lawenda a nie taka sztuczna jak w większości kosmetyków-niezwykle mnie koi i uspokaja. Ale nie robi niczego poza tym ale przyjemnie się mi jej używało jak i nadal używa.


Tutaj Was zaskoczę bo będzie to próbka kosmetyku. Postanowiłam, że przed zakupem nowych kosmetyków muszę wykorzystać wszystko co mam-nawet próbki. Zawsze podawałam je dalej, zbytnio się nad nimi nie rozwodziłam i nie otwierałam nawet. Próbkę tego kosmetyku miałam już nie raz ale zawsze trafiała do kogoś innego. Gdy otrzymałam ją przy zakupie palety rozświetlaczy od RMS postanowiłam go w końcu wypróbować. I się zakochałam, totalnie. To bardzo odżywczy, silnie skoncentrowany i "tłuściutki" olejek ale nie w konsystencji tylko działaniu. Beauty Oil ma przepiękny pomarańczowy kolor który utlenia się na skórze, zapachem przypomina mi odrobinę olejek pod prysznic marki Isana...trochę rybi ale ja bardzo go lubiłam. Ale to działanie....świetnie nawilżał a nie natłuszczał, odżywiał i regenerował...szczególnie sprawdzał się gdy było zimno za oknem. Raz deszcz, raz śnieg jeszcze do tego wiatr to nie są idealne warunki atmosferyczne dla mojej skóry. Stosowałam go również pod oczy jak i na powieki ale i także na usta-WOW to najlepszy balsam do ust jaki miałam. Mocno zastanawiam się nad zakupem pełnego opakowania bo zrobił na mnie wrażenie oj zrobił. Niestety nie pokaże Wam jak wygląda, bo mam wykończoną próbkę ale możecie go TUTAJ dostać i poczytać sobie o nim. Kosztuje ok. 380 zł za 30 ml-ale taki olejek spokojnie starczy Wam na rok codziennego używania dwa razy dziennie.